| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

PRESCIENT

"The Polynomial Framework"

własna produkcja zespołu (MCD 2011) 

Taki instrumentalny prog metal, to ja rozumiem! Nazwy PLANET X, SPACED OUT i EXIVIOUS same przychodzą do głowy podczas słuchania debiutanckiej epki tego australijskiego trio, a i nazwisko gitarzysty sławetnego DREAM THEATER też nieuchronnie się w tym tekście pojawi, lecz wszelkie te wpływy zdają się być zaledwie podłogą, na której PRESCIENT rozkłada swój muzyczny sprzęt, a nie jak ma to miejsce w przypadku zdecydowanej większości takich grup - sufitem. Cel: Dogodzić słuchaczowi przy użyciu skomplikowanego technicznie, ciężkiego grania bez konieczności zaciągania do studia wokalisty. Stopień realizacji: Misja zaliczona! Początkowo może się wydawać, że to granie jakich pełno, bo podobnych tworów na współczesnej scenie przecież nie brakuje i nawet do Mrocznej Strefy napłynęły ostatnimi czasy pewne materiały to potwierdzające (w kolumnie z recenzjami na pewno coś się na ten temat znajdzie). Nie chcę zatem pokazywać palcem, bo nie o to chodzi, ale według mnie PRESCIENT prześcignął tym niewielkim EP wszystko, co tylko w wiadomej dyscyplinie ostatnimi czasy wystartowało. Pierwszy w ewidencji "Revolutions" zaczyna się delikatnymi, przetworzonymi dźwiękami (klawisze i inne ozdobniki stanowią tu z umiarem dodane tło), które wybuchają groove metalową seryjką z kałacha. Gitarowe sola spod znaku palców Johna Petrucci'ego rozgadają się ze zręcznymi podziałami perkusyjnymi i przyjemnie bulgoczącym basem (Rob Hare), czyli miły akcent na otwarcie zapewniony, acz prawdziwych wyjadaczy przekonać niekoniecznie musi. Wbiją oni jednak palce w tłustą porcję mięsiwa gdy zespół... zwolni. Przed połową kompozycji perkusista, Taz Buckle, rozrzedzi nieco swoje uderzenia, a trzymający kostkę do gitary Drew Shepherd zacznie czarować delikatnymi muśnięciami i klimatycznym akcentem solowym. Niby niewiele, a jednak różnicę robi, bo zamiast przechodzić w banalne już niestety, jak na dzień dzisiejszy, akustyczne balladowanie, chłopaki potrafią złapać oddech w sposób, że tak powiem, kreatywny. Kolejny - "Conductive Cell" - też pokaże, że gdy jeden instrument zachowuje się w ściśle określony sposób, to użytkownik drugiego nie myśli o niebieskich migdałach, tylko stara się współtworzyć coś, co utworem czasem się nazywa. Nie znaczy to absolutnie, że wszystkie instrumenty pikają tu i cykają w jednym szeregu, bo kontrastów to na tej płycie jest prawdziwy dostatek i niekiedy ma się wręcz wrażenie, że zespół potrafi zagrać wolno i jednocześnie szybko [śmiech]. Nie wiem jak wyglądał przepis na tę płytę, lecz domyślam się, że jeden z jego pierwszych punktów brzmiał: 'Podczas kombinowania, nie trać z oczu kolegi z sali prób'. Tu wszystko po prostu po coś się dzieje. Melodyjny, kapitalny temat w "Phases of Penumbra PT. I" pojawia się znikąd, lecz nie słychać w tym utworze najmniejszego braku muzycznej logiki. Druga część rusza szybkim fragmentem, który nie biegnie na złamanie karku, bo przecież pasowałoby takie coś na płytę wrzucić, tylko nadąża tempem za charakterem konstrukcji riffu (bądź vice versa) co, moim zdaniem, jest potwierdzeniem twórczo-wykonawczych zdolności z najwyższej półki. Nie jest to rekordowo brzmiąca płyta w swej kategorii i z pewnością znajdą się też takie, które zabłysną jaśniejszym warsztatem, zwracając w swoją stronę wszelkie oczy 'branżowych srok'. Tu pod tym względem jest po prostu bardzo, ale to bardzo dobrze, lecz jeśli chodzi o pisanie wciągających numerów instrumentalnych jest wprost niebezpiecznie!

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/pages/Prescient/136086433085022


www.myspace.com/prescientband


www.reverbnation.com/prescientband


autor: Kępol



<<<---powrót