| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SO MUCH FOR NOTHING

"Livsgnist"

My Kingdom Music (CD 2012) 

Przeszedłem dziś ciężką próbę utrzymania moczu, a to dzięki wizycie na pewnym portalu o tematyce muzycznej, gdzie znalazłem informację mówiącą, że SO MUCH FOR NOTHING gra black metal. Dobrze, że są jeszcze takie miejsca w sieci, które potrafią dostarczyć człowiekowi rozrywkę niepospolitego kalibru, bo na polskie komedie nie bardzo można już liczyć, a bez dobrej szydy można w tym kraju przecież zdechnąć ze zgryzoty. SO MUCH FOR NOTHING to - wracając do tematu - norweski side project założony przez dzierżącego pałeczki Uruza (m.in. URGEHAL, szwedzki SHINING) i śpiewającego oraz szarpiącego struny Erika Unsgaarda z SARKOM i owszem - black metal w ich muzyce obecny jest, z tym że na podobnej zasadzie co na płytach teraźniejszego SHINING (skoro już miałem tę nazwę na biurku). Niezaprzeczalnie czuć tu chłodną podniosłość blacku norweskiego, okraszoną mocno gitarowym graniem, co daje znać o sobie gdy przychodzi do grania solówek ("New Life - New Beginning") i być może jest to zupełnie przypadkowe - jak wszystkie inne w muzyce [śmiech] - podobieństwo, ale wali po uszach ogólnym nastrojem wczesnych płyt CHRIST AGONY, czego apogeum znajdziemy w utworze tytułowym. Nie są to jednak elementy, z którymi w pierwszym rzucie kojarzy mi się SO MUCH FOR NOTHING. Na ich długograju roi się bowiem od gothic bądź doomowych pierwiastków, wprowadzonych w życie wzorem takiego FORGOTTEN TOMB ("Perfect", "Livsgnist" dla przykładu) czy BENIGHTED IN SODOM ("Suffer In Silence"). Początkowo miałem to wpisać w 'rubrykę zastrzeżeń', bo "Livsgnist" brzmi trochę tak, jakby w jednym utworze panowie grali niejako pod jedną kapelę, a w innym pod drugą; słychać w każdym bądź razie spory rozstrzał w tej kwestii. Mimo takiego wrażenia, kontakt z "Livsgnist" zaliczam do udanych, a to z uwagi na całkiem niezły klimat wytworzony za pomocą dość ciekawych zabiegów. Już w macierzystym SARKOM, Unsgaard grywał nie tak znów do końca schematyczny blecor, a tutaj dzieją się w tej materii rzeczy wręcz frapujące. Każdy z wymienionych wyżej utworów nie ogranicza swego charakteru do tego, o czym wspomniałem i w takim, przykładowym, "Suffer In Silence" wejdą do gry neoklasyczne skrzypki, a w "New Life - New Beginning" dęciaki, w przypadku których jedynym sensownym odnośnikiem wydaje się być ostatni krążek Ishahna. Nie musimy zresztą tych tytułów wyczekiwać, bo świeże spojrzenie na temat daje znać o sobie wraz z pierwszymi sekundami płyty, czyli w "Suicide Syndrome", który rozkręcają nawiedzone, acz w pełni logiczne kompozycyjnie, wokalizy. Album potrzebuje trochę czasu by odkryć przed słuchaczem swoje walory, ale na pewno sobie nań zasłuży.

ocena:  7/ 10

www.facebook.com/somuchfornothing


www.myspace.com/somuchfornothing


www.mykingdommusic.net


autor: Kępol



<<<---powrót