| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

YOUR TOMORROW ALONE

"Ordinary Lives"

My Kingdom Music (CD 2012) 

Styl grania tego zespołu aż prosi się o porównanie z twórczością innej, również włoskiej ekipy. Kilka dni zastanawiałem się nad tym, czy w raporcie z odsłuchu "Ordinary Lives" przytoczyć jej nazwę czy też nie, więc umówmy się, że YOUR TOMORROW ALONE można wrzucić do tej samej przegródki co (ECHO), ale wyłącznie ze względu na rodzaj uprawianej muzy. Również na debiucie podopiecznych MKM znalazły się konstrukcje wsparte na trzech british doomowych filarach (ANATHEMA, PARADISE LOST, MY DYING BRIDE), których ściany zadziwiają formami wyraźnie sympatyzującymi z muzyką progresywną (klawiszowe przestrzenie choćby w "The Essence of Gloom") oraz atmosferycznym rockiem z rejonów okupowanych przez KATATONIĘ czy trupy braci Cavanagh postać współczesną. Problem z porównaniem tego bandu z nazwą autorów jednej z najlepszych płyt minionego roku (wedle niżej podpisanego) polega na tym, że... nie ma porównania [śmiech]. Od strony produkcyjnej czy technicznej, "Ordinary Lives" nie stanowi może przyczynku do jakiejś większej chluby, ale i wstydu również nie przynosi. Prawie udało się tu skopiować gitarową manierę Mackintosha czy Craighana. Wokal - choć w wydaniu czystym wypada u nich zdecydowanie lepiej niż growlowym - trzyma się linii, ma dobrą barwę, jest mocny, zwarty i gotowy (no, może poza wyjcami z "Renaissence"). Jednakże to nie wszystko, bo jakieś dobre numery też trzeba by w końcu z tego poskładać, a w tych spisanych na trackliście płyty growling sprawia wrażenie wydobytego i doklejonego na siłę, co można niestety powiedzieć również o większości partii instrumentalnych tu wykorzystanych. "Ordinary Lives" to jedna z wielu płyt pokazujących jak trudna w opanowaniu bywa misterna sztuka posługiwania się środkami muzycznej ekspresji czy umiejętnego żonglowania nimi i jak niewiele trzeba, by wypuścić je z rąk. Pierwsze utwory brzmią niby poprawnie, ale wyłowić z nich jakiś lepszy fragment jest równie trudno jak utrzymać głowę w pozycji pionowej. Cokolwiek dla siebie uszczknąłem dopiero z czwartego, otworzonego przepięknie uczuciowym wstępem "Guilty". W "One Last Breath" odzywają się ciekawsze zabiegi rytmiczne, pojawia się podniosły motyw i wibrujące, klasycznie brzmiące klawisze, choć ich akurat taki KRUX używa milion razy lepiej. Doskonale wypada balladowy "Agony (praeludium)", w którym wyszarpnięte z gitary akustycznej akordy, kapitalnie romansują sobie zarówno ze skrzypkami, jak i klawiszami, kreśląc naprawdę dobry temat. Wyraźnie progresywny w warstwie rytmicznej, kończący "In Silence" też zaciera troszkę niemiłe wrażenie po kontakcie z początkiem płyty, ale to trochę za mało. Z całą pewnością zespół potrafi napisać dobry numer, ale czy cały album? Obawiam się, że z aranżowaniem przebogatych strukturalnie kawałków też trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, bo wyjść poza schemat to jedno a odnaleźć się w dziewiczych rejonach - drugie.

ocena:  5/ 10

www.myspace.com/yourtomorrowalone


www.mykingdommusic.net/


autor: Kępol



<<<---powrót