| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLESSED CURSE

"Blessed Curse"

Cyclone Empire (CD 2012) 

Amerykański BLESSED CURSE to zespół nie tak znowuż młody, bo powstały w roku 2001 pod nazwą DEVASTATOR, której zmiana może tu być odrobinę myląca. Po wydaniu trzech minialbumów formacja się przechrzciła, podpisała kontrakt z niemiecką Cyclone Empire i jak na razie wywiązała się z niego dostarczając pełny debiutancki krążek pod eponimicznym tytułem. Patrick Hamby (bas), Derek Bean (perkusja) oraz Tyler Satterlee (gitara, wokal) mogą pochwalić się produkcją o konkretnym zapleczu kadrowym, bo gałkami kręcił w Trident Studios nie kto inny, jak Juan Urteaga (EXODUS, SADUS, TESTAMENT, HEATHEN), a okładkę naszkicował, znany ze współpracy z DIO czy MORBID ANGEL, Marc Sasso. Zacząłem jak stary nauczyciel historii, referujący młodym gniewnym poczynania Związku Radzieckiego w okresie Zimnej Wojny, ale prawda jest taka, że tak sobie właśnie siedzę, słucham tej płyty i tak się właśnie zastanawiam: cóż ja tu mogę w tym śmiesznym Wordzie wymyślić? "Blessed Curse" to album z gatunku tych, w których przypadku wystarczyłoby wymienić przykładowe zespoły, z jakich autorzy najprawdopodobniej mogą brać przykład, ocenić rezultat i postawić kropkę. Mamy tu więc dwanaście thrash metalowych batów zadanych na gołe plecy pod dyktando wyjadaczy prezentujących nieco mniej okrzesane podejście do wspomnianej czynności, czyli wiadomo: SLAYER, KREATOR, SODOM, DARK ANGEL, VENOM, wczesna METALLICA. Jak zniosłem razy karzącej prawicy? Skłamałbym pisząc, że nic nie poczułem, lecz nie postąpię również zgodnie z sumieniem żaląc się na dotkliwość odniesionych ran. Wydawca udostępnił małą próbkę tej płyty jeszcze na długo przed datą jej faktycznej premiery i gdyby moje wrażenia z jej odsłuchu w pełni pokryły się z tym co czuję w tym momencie, byłoby co najmniej wyśmienicie. Szkoda, bo słychać u nich sporą energię, którą tryska już otwierający "Bleeding Cross", lecz jakby równolegle, nie zwlekając ani chwili, daje też znać o sobie niemała schematyczność. Zabawa w zgadywanie skąd poszczególne riffy są zapożyczone może przy tej muzie trwać całymi wieczorami, ja wspomnę tu tylko o "March of the Wicked", który rozpoczyna się prawie identycznie jak wiadomo czyj "Postmortem" albo "The Devil's Mark", gdzie post chorusową zagrywkę z - również wiadomo czyjego "Battery" zmyślnie 'ukryto' w pierwszych sekundach utworu. Nie do końca udanie wypadają punkowe rozluźnienia, które i tak są niczym przy totalnej parodii, jaką jest pseudoklasyczne, przekładane interludium "Carpathian Mist". Pochwalę cudnie łupiący "Feasting Witch" i na tym poprzestanę, bo nie ma tu drugiego tak świetnie skrojonego kawałka. Konkludując dodam tylko, że nie każdy potrafi umiejętnie sięgać do przezacnego wora z klasycznymi dla metalu wydawnictwami, a prawdziwym problemem obecnej sceny jest przede wszystkim brak pomysłów na doskonałą muzę samą w sobie. Co z tego, że ktoś lubi "Reign In Blood" i nie kuleje w solówkach?

ocena:  6/ 10

www.reverbnation.com/blessedcurse


www.facebook.com/BlessedCurseCult


www.cyclone-empire.com/


autor: Kępol



<<<---powrót