| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DECEMBER FLOWER

"When All Life Ends..."

Cyclone Empire (CD 2011) 

Ze zgliszczy niemieckiego CHRONICLE OF TYRANTS wyłania się kolejne jego wcielenie - DECEMBER FLOWER. Nakładem Cyclone Empire zespół ten przyniósł jakiś czas temu swój debiutancki krążek o jakże 'optymistycznym' tytule "When All Life Ends..." Cyclone zapowiadali tę płytę jako powrót melodyjnego death/black metalu starej szkoły, stojącego w wielkiej opozycji do współczesnego lukru i gatunkowej plastikowości. Coś w tym rzeczywiście jest, bo gdy słucha się debiutanckiego krążka tej grupy, ma się na myśli raczej rasową, surową, za to tętniącą życiem i ekstremą, odmianę takiego grania, czyli krążki, trafnie przewijających się w wieściach nazw EUCHARIST, UNANIMATED, czy wczesnego DARK TRANQUILLITY. Mnie osobiście brakuje tu tylko dwóch słów: GOD DETHRONED. To wypisz wymaluj ten sam rodzaj ekstremalnej chwytliwości, który słychać na każdej płycie Holendrów, a zwłaszcza na dwóch ostatnich, na których złotego środka szukali oni między gęstym parciem do przodu a pisaniem świetnych melodii. Na "When All Life Ends..." nie ma od nich wytchnienia. Każdy jeden kawałek, każdy refen, każde przejście podlizuje się wpadającym w ucho i zacnym, ale czy pozostającym w głowie na dłużej kawałkiem pięciolinii? No i właśnie tutaj jest truchło pogrzebane, bo gdyby nie fakt, że w ogólnym ujęciu płyta brzmi ciut za bardzo jednostajnie (co nie czarujmy się, było również sporym niedociągnięciem DARK TRANQUILLITY na wczesnych albumach, takich jak choćby "Skydancer"), mielibyśmy istną miazgę od pierwszego, po ostatni kawałek. To oczywiście takie małe czepialstwo z mojej strony, lecz wystarczy przypomnieć sobie w jak fenomenalnie zróżnicowany sposób brzmią albumy brygady Henri'ego Sattlera, czy choćby ALGAION... Z drugiej jednak strony, może właśnie o to chodziło? Może Manuel Siewert (wokal), Michael Tybussek (gitary), Torsten Horstmann (gitary), Ben Bays (bas) i Daniel Dickmann (perkusja) chcieli płyty pozbawionej zbędnych ozdobników, balladowych pretendentów do hitów sezonu, czy żeńskowokalnych mariaży z gotykiem? Płyty, która będzie jechać po poręczy bezpardonowym masakrowaniem, a skoro DISSECTION czy AT THE GATES pokazali niegdyś, że umiejętnie poprowadzone melodie świetnie idą w parze z blastami, to i debiut DECEMBER FLOWER może napierniczać bez trzymanki. Album zamyka klamra dwóch krótszych kompozycji o charakterze instrumentalnym, czyli tzw intro ("Invasion") i outro ("The Fountain"), a mniej więcej w połowie, tnie na dwie połówki również bezwokalne interludium "Dying Sun". Wszystko, co zostaje to świetnie skomponowany, melodyjny death metal z odrobiną blackowego tchnienia, który prawdziwy klimax osiąga w dwóch miejscach. Pierwszym z nich jest drugi, nie licząc intra, "Your Darkest Path", którego podbity niskim growlem refren dokonuje amputacji głowy i wszystkich czterech kończyn. Za kolejny uważam ustawiony na wybornym (klawiszowym chyba) tle, oldschoolowo epicki "And Blood Has To Be Shed" z wolniejszym, lecz obłędnie chwytliwym refrenem. Dobrych kompozycji jest tu więcej, aczkolwiek te dwie kupiły mnie najskuteczniej. Zespół ponoć nagrał ten album, zmiksował i własnoręcznie wyprodukował we własnej sali prób, na czym brzmienie nie ucierpiało, a dzięki czemu wręcz nabrało autentyczności i za co dodatkowe wyrazy uznania do nich z mojej strony płyną...

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/thedecemberflower


de-de.facebook.com/decflowdeath


www.cyclone-empire.com


autor: Kępol



<<<---powrót