| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ENID

"Munsalvaesche"

Code666 (CD 2011) 

Można się śmiać z wynajdywanych na siłę szufladek, ale pewna odrębność tego co robi taki chociażby ENID zauważalna jest. Większość materiału z ich najnowszej płyty można zaklasyfikować jako heavy/power metal obficie skropiony symfonicznymi partiami, choć dostatku rasowych riffów, czy wokalnego szaleństwa tu w sumie nie zaznamy, a i wstęp - w postaci czysto ilustracyjnego "Red Knight" z chóralnymi zaśpiewami - też jakiś taki niespełna sześciominutowy [śmiech]. Przyjmijmy więc, że medieval metalowa konwencja zatwierdziła urzędowo swoje prawa i że butnie wypatruje logotypów, które swą muzyką splendoru miałyby jej przysporzyć. No i cóż... ENID się chyba do owego grona w tym stuleciu nie zaliczy. Wystarczy posłuchać wspomnianej introdukcji by wiedzieć, że zawartości tego wydawnictwa nie prześledzimy z zapartym tchem. Na "Munsalvaesche" ENID dorabia się utworów, które w porywach mogłyby być co najwyżej udane, ale to przy wyjątkowo sprzyjających wiatrach, które chłodnym powiewem orzeźwiłyby facjaty ich autorów na tyle, by otrzeźwić nieco ich ogląd mierzonych na zamiary sił, bo o wydętych żaglach czy szybowaniu pod chmurami próżno marzyć. Jeśli komuś się wydaje, że wystarczy mieć pomysł na image czy muzyczny styl, a przy minimalnym nakładzie pracy coś tam się osiągnie, to jest w wielkim błędzie, bo taka wizja musi jeszcze wypływać w sposób naturalny, czego detekcja naprawdę nie stanowi problemu. "Legends From the Storm" posiada dość chwytliwy refren z męskimi, rycerskimi zaśpiewami i co osobiście liczę in plus - nie rusza w przewidywalne, power metalowe galopady. "Belrapeire" opiera się na elektronice (klawiszach?), kreślącej linię jakby odrysowaną ze "Sweet Dreams" EURYTHMICS, ale zawsze to przecież jeden numer do przodu. Kolejne kawałki nie tak znów do końca pozbawione są wartości, bo jakieś melodyjki w uszach pogrywają, choć większość z nich powtarza się bez końca, niczym u takiego SOLSTAFIR, a tak mówiąc szczerze, to żadna nie jest od początku do końca przyzwoicie sklecona. W tytułowym 'opusie' są pseudo filmowe symfonizmy, które uśpiłyby naszpikowaną białym proszkiem surykatkę, podczas gdy nieumiejętne wykorzystanie wyjściowych pomysłów rozciąga się jak okiem sięgnąć. Gdyby ktoś planował kręcić amatorską odpowiedź na disneyowskie "Gumisie" i potrzebowałby ścieżki dźwiękowej, to nie ma lepszego tytułu niż "Munsalvaesche". Podczas słuchania tej płyty (a zwłaszcza utworu "The Journey") przemyka mi przed oczyma Tami i reszta kolorowych przyjaciół z dzieciństwa. Szkoda tylko, że złowrogi Książę Igthorn nie wybiera się jakoś z ogrami i katapultą na Dunwyn, gdyż nawet wspomniana bajka dla dzieci miała w sobie pewien wciągający element, w wielkim przeciwieństwie do ostatniego ENID. Wydawca próbuje windować tę pozycję za pomocą nazwiska producenta, Maora Appelbaum'a (THERION, SEPULTURA, CYNIC, COG), choć śmiem być w tej kwestii zdecydowanym sceptykiem.

ocena:  3,5/ 10

www.myspace.com/enidofficial


www.facebook.com/enidofficial


www.code666.net/


autor: Kępol



<<<---powrót