| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

FADING WAVES

"The Sense of Space"

Slow Burn Records & DarkZone Productions (CD 2011) 

Ten rosyjski projekt doczekał się już wzmianki na powyższych, wirtualnych łamach, a to za sprawą splitu z grupą STARCHITECT. Wspomnianego wydawnictwa wprawdzie w rękach nie miałem, ale biorąc pod uwagę to, co Diovis napisał w poświęconej mu recenzji, można skonstatować, że pewien krok do przodu udało się autorowi tej muzy postawić. Liczbą pojedynczą posłużyłem się w tym miejscu z premedytacją, albowiem FADING WAVES jest tworem powołanym do życia i nadzorowanym przez autora muzyki, tekstów, miksu i aranżacji w osobie Alexeya Maximuka. Wprawdzie udział całego szeregu wspierających go muzyków nie wygląda na czysto gościnny, ale niech będzie. Zgadzałoby się to, że jest to post sludge'owe granie o typowym dla konwencji charakterze. Chyba tylko żeński wokal Anastasii 'Elake' Aristovy (nie do końca taki 'czysty', jak deklaruje książeczka) wnosi szczyptę niecodzienności w te sharmonizowane przestrzenie, nakreślone przy użyciu standardowo piórkujących gitar czy momentalnie rozpoznawalnej dla stylu, sekcji rytmicznej i już we "Flashes", czyli pierwszym utworze właściwym słychać, że nieśmiertelna inspiracja o nazwie NEUROSIS siedzi dość wysoko na prywatnej liście Alexeya. Gdyby gitary brzmiały ciężej w tych sludge'owych momentach, to nie pozostałoby nic innego jak zestawić tę muzykę z naszym rodzimym BLINDEAD czy choćby portugalskim CATACOMBE (mimo iż oni u siebie wokalisty nie mają), a tak, przychodzi mi wspomnieć o A COLD DEAD BODY, którzy podobnie jak FADING WAVES, nie zawsze nisko się stroją. Podoba mi się sposób rozplanowania poszczególnych elementów w czasie. Intro pod tytułem "Air" jest właściwie industrialne, co dodaje pewnej pikanterii. Gitarowo-rytmicznemu dialogowi we "Flashes" towarzyszy żeński wokal i nim zmieni się jakby melodyczny temat całej kompozycji, pojawi się stosowny klawiszowy mostek. Na tym etapie poznajemy jednak tę grupę od typowo stonowanej strony, a cichnące partie instrumentalne nie wywróżą linii, której trzyma się kolejny na liście "Destroying the Time". Cięższa, bardziej riffowa gitara przechodzi w coś, co można by nazwać połamanym rytmicznie sludge'em, choć wiadomo, że do intensywności BLACK TUSK będzie tu daleko. Zrównoważy to growling Alexeya Morgunova, spisujący się moim zdaniem ciut lepiej niż przykładowo - ten na krążkach HORSEBACK, jeśli już o podobnych zestawieniach przychodzi mi rozprawiać. Szkoda, że w dalszej części utworu znacznie sypie się równowaga, wszystko na siebie nachodzi i każdy gra na kupę, ale może dzięki temu będzie nad czym pracować następnym razem. Całkiem przyjemne linie melodyczne pojawiły się na tym wydawnictwie. Ciężko mi właściwie wskazać jakiś pojedynczy utwór (mimo iż ze względu na gabaryty za wiele ich nie ma), na którym nie zawiesiłbym ucha choćby przez chwilę, co się naprawdę chwali. Widzę ten pełnogrający debiut jako rozdroże dla FADING WAVES. Projekt może pójść - zapoczątkowaną tu - ścieżką progresywnych eksperymentów i nagrać jeszcze co najmniej kilka interesujących płyt lub chcieć podpiąć się na dobre pod 'postowe' klimaty i popaść w pewien wygodnicki schemat. Wiadomo - aureola ambicji i różki lenistwa, że tak 'biblijnie' zakończę.

ocena:  7/ 10

www.facebook.com/fadingwaves


fadingwavesband.com/


www.myspace.com/fadingwavesband


slowburn.ru/


autor: Kępol



<<<---powrót