| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

GERM

"Wish"

Eisenwald Tonschmiede (CD 2012) 

Australijska scena metalowa wydała na świat swe kolejne dziecię i choć z tradycyjnie metalową estetyką łączyła je pozornie cienka pępowina, stuprocentową suwerenność trudno będzie mu osiągnąć. Stanie się tak nie dlatego, że GERM nie ma nic oryginalnego do zaoferowania, lecz raczej z tego powodu, że wizjonerstwo jego muzyki nawiązuje do niezwykle charakterystycznego grania. Gospodarz tego jednoosobowego tworu (sesyjnie wspomagali go tym razem Lord Tim i James Page, z których pierwszy położył partie gitary prowadzącej, basu, klawiszy i elektroniki, drugi - klawiszy i elektroniki), o identycznym jak sama nazwa pseudonimie, nie zawęża spektrum swych muzycznych zainteresowań, w którym zmieścić się mogły takie gatunki jak black metal, klasyka, industrial, rock, a nawet pop. Na debiutanckim albumie GERM pod tytułem "Wish" wyszła z tego wszystkiego mieszanka interesująca bardziej pod względem samego pomysłu niż efektów jego realizacji. W moich oczach tytuł ten wypada jako pewna space/electro black metalowa wariacja na temat klimaciarskiego black metalu końcówki lat 90., zwłaszcza tego z płyt DIMMU BORGIR, bo któż nie skojarzy otwierającego "An Overdose of Cosmic Galaxy" z tematami takich numerów, jak "In Death's Embrace" bądź "Dreamside Dominions" czy "Flowers Bloom And Flowers Fall, But I'm Still Waiting For a Spring" z generalnie pojętym klimatem "Stormblast"? Wiadomo jednak, że gdzie elektronika spotyka black metal, tam najprawdopodobniej padną takie nazwy jak LIMBONIC ART, SAMAEL czy SUMMONING. Manewrując między powyższymi szkołami ożenku - często surowej, choć na "Wish" mocno schowanej - gitarowej jazdy z mrocznym, lecz melodyjnym i poniekąd całkiem przebojowym, programmingiem a opętańczym wrzaskiem (kłania się AUSTERE - jeden z byłych projektów Tima), GERM ciosa jeden kawałek po drugim. Rzadziej stać tego twórcę na eksperymenty z pop-rockową estetyką, a moim zdaniem właśnie szkoda, bo tak naprawdę to one mogły przesądzić o wyjątkowości tej muzy. W pierwszych minutach "An Overdose of Cosmic Galaxy" słychać elementy cold wave'owe, które świetnie tu pasują i naprawdę szkoda, że GERM nie pociągnął procesu komponowania i realizacji właśnie w podobnym kierunku, bo chwilowo powiewa na tym krążku gatunkową alchemią ostatniego, wyśmienitego KEKAL, mieszczącego się przecież dokładnie we wspomnianych ramach. GERM ciągnie w dół również czysty wokal, sprawiający wrażenie poucinanego w miejscach, w których przestaje się on trzymać 'linii', co oczywiście wszystkiego nie załatwia, bo pewnych rzeczy komputerowo się przecież nie wypoleruje. Odcinają się od reszty trzy krótsze utwory instrumentalne, czyli w dużej mierze ambientowy "Oxygen", bitowy "Gravity" i atmosferyczny utwór tytułowy. "Asteroid of Sorrow" czaruje melancholijnym klimatem i bardzo dobrą solówką, szkoda tylko, że to właśnie do postaci takich pomocniczych akcentów zredukowana została rola rocka. "Wish" wywołuje więc mocno zróżnicowane odczucia. Z jednej strony płyta eksperymentalna i dość świeża, z drugiej - eksperymentująca w sposób oczywisty i bezpieczny, czego rezultat dzwoni w uszach mocno zatęchłym, wielokrotnie przetrawionym odgłosem, który na pewno nie posmakuje nikomu tak jak na zacnych krążkach, z jakich się wywodzi.

ocena:  6/ 10

www.facebook.com/germofficial


www.eisenton.de/shop/index.php


autor: Kępol



<<<---powrót