| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

GOLDEN DAWN

"Return To Provenance"

Non Serviam Records (CD 2012) 

Austriacki muzyk Stefan Traunmuller to prawdziwy cyber ninja. GOLDEN DAWN to tylko jedno z wielu przedsięwzięć, które wcielił on w życie albo sam, albo prawie sam, gdzie wystarczy wspomnieć choćby o płytach takich projektów jak WALLACHIA czy RAUHNACHT. Z tego, co udało mi się ustalić, Dreamlord - bo taki pseudonim przyjął on witając 'Złocistą Jutrzenkę' - często komponuje i nagrywa w pojedynkę, w uwiecznieniu "Return To Provenance" pomagali mu natomiast tacy muzycy, jak wiolonczelistka Dr. Carolyn Oblasser i perkusista niemieckiego SECRETS OF THE MOON, Thrawn Thelemnar. Mózg operacji skrzyknął sobie obecnie jeszcze inny skład, ale to pozostawiam już tzw. dociekliwym. Ilość roboty potrafi na swe barki koleś wrzucić niecodzienną i fajnie, bo w ten czy inny sposób zazwyczaj to popłaca, a trzeba przyznać, że w GOLDEN DAWN dokładnie tak jest. Sięgając po najnowszą płytę projektu, czyli rzeczony "Return To Provenance", zapomnieć można o kompozycyjno-aranżacyjnym geniuszu na miarę największych, dla uprawianego przezeń black metalu nazw. Nie ma tu kawałka, który puszczałbym sobie bez końca wzorem takiego choćby "With Strength I Burn" EMPEROR i zawartość tej płyty nie wychodzi znacznie poza ramy symfo-black metalowego rzemiosła. Tyle tylko, że jest to rzemiosło bardzo solidne i na tyle przemyślane, by krążek wirował ku uciesze uszu, a wspomniana kategoryzacja stylistyczna nie ograniczała tak do końca aranżacyjnych poczynań. Zaczyna się bezintrodukcyjnie, że się tak wyrażę, bo utworem "Nameless", który wali od razu z grubej rury średniotempową, blackową łupanką, co wcale nie przeszkadza w tym, by wykorzystać tu wyciszenie z wiolonczelą na tle przekładanych, 'czystych' gitarowych akordów i rozpędzającej się marszowo perkusji. A gdy ta perkusja już się rozpędzi, 'moje drogie dzieci', to czeka nas przyjemne gradobicie spod znaku Euronymousowych czasów działalności MAYHEM czy wczesnego SATYRICON z takich płyt, jak "The Shadowthrone" czy "Nemesis Divina" i to właśnie wpływ tych drugich jest tu najsilniej wyczuwalny. Z rejonowych przecieków można jeszcze odnotować nieco 'limbonicowe' klawisze, które dopowiadają co nieco od siebie, zwłaszcza w dwóch ostatnich utworach: "Vision of Entirety" (gdzie ich piłeczkę odbija 'opethowy', melotronowo brzmiący klawisz) i w przyspieszającym w końcowej części "Self-destruction". Tytułowy kawałek to stara szkoła pełną gębą z klasycznie podszlifowanymi, czystymi wokalizami i perkusyjnymi salwami, dającymi w połączeniu z refrenem dość dobry efekt. "Dark Illumination" zaczyna się nieco bardziej skocznym, punkowym tak w zasadzie riffem, który nie kłóci się zanadto z chóralnymi zaśpiewami i symfonicznie brzmiącymi klawiszami. Wiedziałem, że retrospektywne autoupadlanie uprawiane na kilku ostatnich płytach przez DARKTHRONE w końcu przestanie być parodią, a stanie się kolejnym kultem. Tak to już z tymi kultami jest, że w bękarcim czepku lubią się czasem urodzić [śmiech]. "Seduction" tylko to potwierdza, bo tu mamy już współpracę gitar z sekcją, która mogłaby rozpocząć dowolnie wybrany numer TURBONEGRO czy BACKYARD BABIES, co nie oznacza, że w dalszych taktach nie wyleje się kolejna beczka czarnej polewki. Wątpię by w następnym dziesięcioleciu wszyscy maniacy operowali jak jeden mąż tytułem tej płyty, lecz słucha się całkiem fajnie. Dobry przykład na udany, muzyczny recycling.

ocena:  7/ 10

www.myspace.com/goldendawnofficial


www.facebook.com/goldendawnofficial


www.goldendawn.at/


www.non-serviam-records.com


autor: Kępol



<<<---powrót