| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MR DEATH

"Descending Through Ashes"

Agonia Records (CD 2011) 

Zeszłoroczny wyrób szwedzkiego MR DEATH to materiał, o którym - orientujący się w temacie, acz owego albumu nie znający - ankietowany Jan Kowalski prędzej powiedziałby, że przypuszczalnie jest to odzyskana podczas porządków w starej kanciapie demówka jakiegoś death metalowego zespołu z początku lat 90., niż odgadłby prawdę. Chociaż, jeśli prześledzimy życiorysy takich muzyków jak szarpiący pod tym szyldem masywne druty Juck Thullberg, czy Stefan Lagergren, który z cieńszych strun duszę dobywa, szybko dojdziemy do wniosku, że goście, którzy grali na pierwszych wydawnictwach takiego TIAMAT czy TREBLINKA, niebagatelne kompetencje, w zakresie wykonywania takiej muzyki, posiadać przecież muszą. Zanim uzasadnię swą tezę mówiącą, że intuicja w tym przypadku nie myli, uzupełnię dane personalne MR DEATH. Za perkusją siedzi tu więc Jonas Ohlsson, a druga gitara i wokal przypada odpowiednio - Alexowi Stjernfeldtowi i Jocke'owi Lindstromowi. Produkcja płyty nie cierpi na większe ubytki, które mogłyby uczynić co poniektóre partie instrumentów słabiej słyszalne i chyba tylko to może podpowiadać komuś, że nagrywano ją stosunkowo niedawno. Cała reszta elementów składowych "Ascending Through Ashes" to te same składniki, z których krwawy gulasz pichcili tacy wyjadacze jak ENTOMBED, BENEDICTION, DEATH BREATH czy AUTOPSY, z tym że ilość wszelkich ozdobników czy dodatkowych akcentów, jest w przypadku MR DEATH ograniczona do całkowitego minimum. Wiele utworów graniczy na tej płycie z punkiem (początek "Another State of Decay"), a kiedy już pewne jej fragmenty przyspieszą ekstremalnie siekąc, okazuje się, że i tak nie przebierają w środkach, przy pomocy których odlewane było żelastwo takiego "Left Hand Path", o czym przekonać się można słuchając choćby "Stillborn In a Dying World". Nie ma co liczyć na solówki, nakładane po dziesięć razy ślady wioseł czy równaną od metronomu perkusję, a wszelkie 'efekty specjalne' ograniczono do wykorzystania standardowych sampli z filmów, których do kostiumowych raczej się nie zaliczy. Tak się akurat złożyło, że to co najlepsze dostajemy na pniu. Mimo, iż w kolejnych utworach nie brakuje dobrych momentów (toporny, zmasowany riffowy atak w "From the Valley of Defilement"), żaden nie powtarza skuteczności zabijania rozpoczynającego "To Armageddon" i następującego tuż po nim "The Plague And the World It Made". Jeden i drugi numer to wiązanka wybornej, niskostrojonej, gitarowej zgnilizny, perkusyjnej łupaniny i zwierzęcego growlingu. Oba strzały świetnie pokazują w czym leży prawdziwa siła takiej muzyki, bo niby czym płyta taka jak ta może tak naprawdę zachwycić? Tak, wiem, że jakiś oburzony głos mógłby prawić mi w tym momencie o jakiejś ortodoksji i wartościach podziemia, oraz że w taki sposób brzmi wiele legendarnych dla ciężkiej muzy tytułów, ale nie czarujmy się, produkcja takich krążków - niezależnie od tego czy w wydaniu mniej czy też bardziej zamierzonym - jest po prostu kiepska. Robi to pewien klimat. Jest to zawsze jakaś kolejna granica w muzycznej ekstremie, ale prawda jest taka, że podpisać się pod byle pierdzącymi gitarami i tłukącą się perkusją jest nieporównywalnie prościej, niż zrobić robotę na miarę choćby Tagtgrena. W powyższym przypadku cała uwaga odbiorcy skupia się na samych kompozycjach i to właśnie pod ich względem "Ascending Through Ashes" wyprzedza wiele płyt w gatunku.

ocena:  8/ 10

www.mrdeath.se/


www.myspace.com/misterdeathsweden


www.facebook.com/mrdeathswe


www.agoniarecords.com


autor: Kępol



<<<---powrót