| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NO HAWAII

"Snake My Charms"

Parallel Music & Sound Pollutions (CD 2010) 

Paul Freeman z THE DEADISTS wspominał w wywiadzie, że to jedna z najlepszych gotenburskich kapel, a Kępol oprócz tradycyjnego wybadania sprawy na MySpace, nie pokusił się o żaden poważniejszy kontakt z muzyką NO HAWAII, bo były inne sprawy, inne wydawnictwa, cały szereg innych muzycznych wydarzeń. Promuje się w dzisiejszych czasach praktycznie co popadnie, podczas gdy miejsce prawdziwie wybitnych zespołów jest gdzieś na marginesie sceny, na obrzeżach wirtualnej przestrzeni, gdzie byłem zmuszony szukać podstawowych informacji związanych z funkcjonowaniem grupy. Jeśli słowo 'wybitny' wydaje się komuś za duże, to poszukajmy przez chwilę odpowiedzi na pytania: Jakim terminem określić zespół, który obciążył post rockowy eter sludge metalowym ołowiem co najmniej tak perfekcyjnie jak NEUROSIS, połączył takie granie z rockiem progresywnym robiąc to z co najmniej tak kapitalnym wynikiem jak MASTODON, a ów prog wykonuje z co najmniej takim polotem i gracją jak KING CRIMSON, wprowadzając go, co więcej, w XXI wiek nie gorzej od THE MARS VOLTA? Jak określić zespół, który w graniu uczuciowego, melancholijnego post rocka jest nawet lepszy od SIGUR ROS i czerpiąc w niemal namacalny sposób z takich rockowych szyldów jak COG czy AUDREY HORNE, uzyskuje z tej mieszanki brzmienia, jakich kolorytu świat jeszcze nie widział malując nimi rzeczy, o których nie śniło się nawet rozchwytywanym obecnie szyldom z progresywnego świecznika? A czysto hard core'owa energia? BLACK FLAG by się podpisali! "Snake My Charms" to płyta, której podział na kompozycje jest mocno umowny i pozorny. Mało który kawałek stanowi tu na tyle spójną i wyodrębnioną jednostkę, by mówić o jego autonomii, a każdy jest zbyt złożony by móc stwierdzić jego niepodzielność. Weźmy pierwszy z brzegu - "A Lovely Breed". Już na samym początku można wyczuć tu cechy współgrania kwartetu Dailor - Hinds - Kelliher - Sanders, a jeszcze przed połową nawiedził mnie zwrot akcji odwołujący się - przynajmniej wedle moich domniemań - do legendarnego "Dinosaur" duetu Fripp - Belew z późnej epoki dworu Karmazynowego Króla. Wbicie kompozycji w gęstwinę rodem z mocniejszych kawałków z "KonstruKction of Light" czy "THRAK" będzie musiało jednak poczekać aż do "Radio Magallanes", bo oto chłopakom z NO HAWAII zachciewa się pograć hc/punk, zupełnie jakbyśmy mieli przełom lat 70. i 80.. Nie będę ich za to winił, bo i noga tupie obok subwoofera z zadowoleniem, a ucho czeka z niecierpliwością na więcej... i więcej dostaje, gdyż chwilę później odzywa się rock o chwytliwej, choć absolutnie nie przesłodzonej linii melodycznej, odznaczającej się tym samym rodzajem swoistej podniosłości, jakim kilka lat temu rozwaliły mnie płyty braci Gower. Jeszcze silniej zaznaczyli oni swą obecność w "Chuck Noir", w obu utworach nie brakuje również chórków, którym dyryguje THE MARS VOLTA z najlepszych swoich nagrań. "Tunnel" wytoczył się instrumentalnym walcem, którego nie da się wręcz nie skojarzyć z tym, jaki przejechał po krążkach autorów "A Sun That Never Sets" i ten kosmiczny rodzaj zabawy brzmieniem, który je cechował, NO HAWAII uprawia z gigantycznym sukcesem. Perkusista operuje takimi patentami, jakby Thomas Haake zapalił skręta, gitary produkują czysty futuryzm, zlewając się z elektroniką w formy, których rozbieranie na czynniki pierwsze to zadanie dla inżynierów dźwięku. Wokale reprezentując ewidentną żonglerkę, radzą sobie zaś na piątkę z plusem. Ponad trzyminutowy "(Blank)" to elektroniczne interludium i nawet tutaj NO HAWAII popisuje się niezwykłym wizjonerstwem pokazując jak nakładać na siebie pewne rzeczy i robić z nich rzeczy nowe. Rytmika pełni na tej płycie rolę tak samo ważnego środka ekspresji jak melodia, co dobrze pokazuje narastająca intensywność drugiej części "Isaul". Nastrojowy i szalenie wyszukany post rock znajdziecie w "Radio Magallanes" czy "E=mc2 (Kaospilot)", będącym jedną z najlepszych rockowych ballad, jakie słyszałem w ostatnich latach. Ten wolniutki, toporny, lecz budujący zadziwiająco sentymentalny klimat pochód instrumentalny kojarzy mi się poniekąd z tym, co robi słynna, islandzka, przywołana już wcześniej formacja, poniekąd też z najwolniejszymi momentami poczynań KINGS OF LEON, a przy zachodzie słońca lepiej tego utworu nie słuchać. Dokładnie na taki, okołosludge?owy debiut czekałem już od dawna. Sposób łączenia surowej agresji z przepięknymi melodiami przywodzi mi na myśl nasz krajowy SEARCHING FOR CALM. Czysta magia! Płyta pokazująca, że stereotyp przeciwstawiający brutalne granie uwrażliwionemu odchodzi do lamusa!

ocena:  10/ 10

www.myspace.com/nohawaii


www.lastfm.pl/music/No+Hawaii


autor: Kępol



<<<---powrót