| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE ATMOSFEAR

"The World Is Grey"

własna produkcja zespołu (CD 2010) 

Nazwa tego zespołu nie jest obrazowa w stosunku do jego muzycznej oferty. To znaczy być powinna, bo gdy jakiś ansambl deklaruje, że gra melodic death metal, to na jego płytach, oprócz ciężkiego piłowania, powinien znaleźć się materiał roztaczający wokół, właśnie pewną atmosferę. Wprawdzie wahałem się jak "The World Is Grey" zaklasyfikować, ale prędzej niż zestawiłbym autora tego tytułu np. z taką SUPERBIĄ czy DETONATION, pokusiłbym się raczej o stwierdzenie, że THE ATMOSFEAR gra w duchu, owszem - szwedzkiego, lecz oldschoolowego raczej, death metalu z pewną dozą metal corowej polewki o nieco nowocześniejszym charakterze, więc jeśli ten zespół rzeczywiście obrał sobie kiedyś rzeczony kierunek, to kroczy nim w sposób szalenie nieudolny. Mało który riff z tej płyty zostaje w głowie, chyba tylko "Brutality of Life" odbija się pod czachą jakimkolwiek echem. Death metal to jednak, mówiąc delikatnie, nie tylko zapamiętywalne melodie i przebojowa nośność, ale i przede wszystkim, charakterystyczny dla danego sortu tej konwencji groove i walący po klacie brutalizm. Moja, mimo wybitnie 'nieatletyckiej' formy, jest dla muzyki THE ATMOSFEAR istną fortecą, bo wałkuję sobie ten ich ostatni album już nie wiem który raz i efekt jest taki, że nie chce mi się nawet mrugnąć odruchowo lewym okiem, nie mówiąc już o jakimś spontanicznym machaniu głową. Porównań z DEMONICAL czy BLOODBATH też się więc nie doczekacie. Zaletą płyty są akustyczne momenty, które nawiązując nieco do stylu gry Mikaela Akerfeldta, zachowują posmak klasycznego grania. Intro pod tytułem "Tristesse de la Morte" czy instrumentalny, podrasowany klawiszami "On the Way To..." zdradzają pewne podobieństwo z tym, co działo się w podobnych interludiach, na pewno nie doskonałej w sensie techniczno-produkcyjnym, acz dla mnie szalenie pamiętnej płyty MERCILESS DEATH pod tytułem "Sick Sanctities". Kuszą ci panowie właściwymi dla starej szkoły zabiegami. Wokalista śpiewa czasem pod Johna Tardy'ego z OBITUARY czy Johnny'ego Hedlunda z UNLEASHED, reszta składu też pamięta o tym jak starzy wyjadacze uprawiali, czy nadal uprawiają, gatunek zwany death metalem, ale to tylko akcenty, które przecież nie wywindują słabego w gruncie rzeczy albumu do rangi choćby przeciętnego. Gdyby ARCH ENEMY nie miało autorskiego materiału, a chcieliby koniecznie odbyć kilka prób z jego udziałem i na tak pilną potrzebę napisaliby kilka byle jakich 'byle tylko pograć kompozycji', to efekt byłby taki na "The World Is Grey".

ocena:  5/ 10

www.the-atmosfear.de/


www.myspace.com/theatmosfear666


autor: Kępol



<<<---powrót