| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AGATHOCLES

"Kanpai!!"

Selfmadegod Records (CD + DVD 2012 ) 

Kraj kwitnącej wiśni plus ciężkie brzmienia spoza jego granic? Nie, to nie TRIVIUM sprzed lat kilku, a raczej zespół, który trudno byłoby podejrzewać o skorzystanie z wizualnej estetyki dobrodziejstw kulturowych azjatyckich krain. Wprawdzie nie potwierdzałem jeszcze swoich domysłów w tej materii, ale mógłbym się założyć, że gdyby AGATHOCLES nie odwiedził rok temu Japonii, to wydawnictwo takie jak "Kanpai!!" widzielibyśmy, moi drodzy, niczym świnia przysłowiowe niebo, a już z całą pewnością nie ukazałoby się ono w takiej oprawie, zarówno brzmieniowej, jak i graficznej. Okładka to dzieło niejakiego Ale Gomeza, który wykorzystał tutaj samurajskie katany i odpowiednią 'czcionkę', lecz zrobił to w sposób daleki od tego, co można zaobserwować przy okazji pokrewnych layoutów i nawet gdyby ktoś nie kojarzył logo zespołu, to w mig odgadnie, że za takim obrazkiem może chować się tylko ekstrema. Sprecyzowanie jej rodzaju to zaś kwestia rzutu okiem na tracklistę. 36 utworów w niepełna 30 minut? To nie może być doom metal [śmiech]. Frederickx i reszta ekipy deklarują wykonywanie tzw. mince core'u, choć wystarczy powiedzieć, że grają wyjątkowo surowy grind core z mocno zaangażowanymi politycznie tekstami, a ci, którzy nie spotkali się wcześniej z poprzednim określeniem, dość szybką pojmą w czym rzecz? albo i nie. Album został zarejestrowany w, mieszczącym się w Nagoi, Studio Grave pod okiem Takaho Komatsu, wokalistę tamtejszej grupy UNHOLY GRAVE i powiem szczerze, że rzadko kiedy można takie coś usłyszeć. Jak nietrudno się domyślić - jest surowo, szorstko i 'nieładnie' jak sam czort, aczkolwiek nawet gdy dokładnie zdamy sobie sprawę z tego z jakim rodzajem grania czy zespołem mamy do czynienia, to i tak przyjdzie nam stwierdzić, że "Kanpai!!" brzmi pod tym względem ponadprogramowo. Ten sound to maksymalnie zdarta taśma, przepuszczająca swą zawartość przez zajechane na śmierć głośniki, zjedzone i wyplute przez pitbulla, którego wcześniej jakiś wykolejeniec przemielił maszynką do mięsa. Wystarczy posłuchać sobie takiego "A For Arrogance", w którym dźwięk sprzęża się i przesteruje tak, że aż w uszach dzwoni. Nie zdziwiłoby mnie ani trochę, gdyby pominięto w tym przypadku kluczowe etapy tzw. produkcji muzycznej, tak czy inaczej - jest surówka jak się patrzy i to właśnie ta z rodzaju pięknie przegryzających się z samymi numerami. W ich kwestii nie natkniemy się na materiał wyłącznie premierowy, gdyż mocno punkowy i tyleż charakterystyczny "Who Cares" znalazł się już wcześniej na płycie "To Serve? To Protect", a obecny tu "Sharp Razor Blade" zasilił listę numerów krążka o identycznym tytule, a to tylko wybrane przykłady muzycznych remake'ów z "Kanpai!!" Umieszczanie tu objaśnień do utworów uważam za niezupełnie koniecznie. Ten materiał to po prostu zdezelowany grind core programowo godzący w struktury jakiejkolwiek zinstytucjonalizowanej egzystencji 'robaczków' zwanych ludźmi, a już przede wszystkim w te polityczne. Najbardziej wyróżnia się ewidentnie punk rockowy, wspomniany "Who Cares", stanowiący chwytliwe wytchnienie od prostackiej, topornej, surowej intensywności, na której AGATHOCLES konsekwentnie zbudowało ten album.
Tu jednak nie kończy się nasza z nim przygoda, bo oto z promówkowej folii wysuwam dysk numer dwa. Dysk DVD, żeby było jasne. Zawiera on zapis koncertu jaki zespół dał w Tokio podczas 'gwiazdorzenia' na 'Asakusa Extreme Festival'. Co do repertuaru wystarczy wspomnieć tylko tyle, że złożyły się na niego utwory zarejestrowane trzy dni wcześniej we wspomnianym studio. Zostały one odegrane w ciut innej kolejności, lecz ich zgodność z tym, co miało później trafić na "Kanpai!!" wskazywała by na fakt, że 27 maja 2011 r., AGATHOCLES odegrał tam po prostu to, co ograne miał najlepiej i trzeba przyznać, że wspomniana decyzja odbiła się na ich występie wyłącznie pozytywnie. AGATHOCLES to nie jest zespół, który inspirował się dokonaniami pionierów grind core'a. Muzycy AGATHOCLES sami nimi są i wszelkie wątpliwości z tym związane rozwiewają oni już na etapie pierwszych sekund odwiedzin oficjalnej strony internetowej kapeli, co by młodsi fani czegoś głupiego sobie czasem nie pomyśleli (slogan 'Mince core since 1985' pojawiał się już zresztą wcześniej choćby na koszulkach). Zważywszy na zasługi, wręcz nieroztropnie byłoby spodziewać się po nich czegoś innego niż mince core'a (przystańmy na tę definicję) w najlepszej formie i taki też dostajemy. Podstawową wadą tego DVD jest fakt, że całość ich występu została nakręcona jedną, nie ruszającą się z miejsca kamerą, co implikuje oczywiste minusy, a plusów raczej żadnych, no chyba, że ktoś dopatrzy się w tym jakiejś 'antykomercyjnej metody' filmowania koncertów? Będący jedynym, ocalałym z oryginalnego składu członkiem zespołu Jan Frederickx zagaduje zazwyczaj do publiczności, zaznajamiając ją z tytułem wykonywanego aktualnie utworu, bądź też z postawą zaprezentowaną w jego tekście. Publiczność reaguje dość żywiołowo odpowiadając na propozycję grupy w sposób tradycyjny czyli okazjonalnym pogowaniem i stage dive'ingiem. Ponoć jedną z najwcześniejszych inspiracji zespołu był kultowy HELLHAMMER, co na obu dyskach słychać bardzo wyraźnie ("Hear More" chociażby) i co zbliża poniekąd tę muzykę również do najwcześniejszych nagrań CELTIC FROST. Całość daje razem ponad godzinny materiał w wydaniu zarówno studyjnym, jak i koncertowym. Po zapoznaniu się z płytą CD miałem małe obawy, że nie uda się AGATHOCLES odtworzyć na żywo tego 'obdartego' produkcyjnie brzmienia i w sporej mierze się one potwierdziły. Mimo to, "Kanpai!!" w wersji wytłoczonej przez rodzimą Selfmadegod Records jest pozycją, przy której każdy grindowy wilk będzie syty? ale czy owca cała? Żarty sobie robicie?!

ocena:  8,5 / 10

www.agathocles.com


www.myspace.com/agathocles


selfmadegod.com/


autor: Kępol



<<<---powrót