| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ASGAARD

"Stairs To Nowhere"

Icaros Records (CD 2012) 

ASGAARD jest jednym z tych krajowych zespołów, o których w końcówce lat 90. pisało się i mówiło raczej sporo. Ciężko wymienić jakiś branżowy periodyk, którego okładki bądź też stron nie ozdobiłoby wówczas charakterystyczne logo, a przecież jeszcze w pierwszej połowie kolejnego dziesięciolecia działo się w ich fortecy niemało. Dziś grupa powraca w poświacie rodzinnego ogniska, chciałoby się rzec, gdyż - podobnie jak dwa inne projekty, w których działa zapracowany Przemysław 'Quazarre' Olbryt (mowa o CRIONICS i DEVILISH IMPRESSIONS) - zalicza się ona do gromadki znajdującej schronienie pod skrzydłami mitycznego Ikara, czyli pod strzechą Icaros Records. Nieprzypadkowa koniunktura biorąc pod uwagę osobę wspomnianego wokalisty i zarazem wydawcy. Najważniejsze jednak, że najnowszy album ASGAARD ukazał się w doprawdy godnej obwolucie, co miejmy nadzieję, stanie się w owej firmie chlubną tradycją. Skład muzyków, którzy nad płytą pracowali również nie urwał się z choinki, bo z DEVILISH IMPRESSIONS, nie licząc Quazarre'a, łączą go persony odwalającego tu sesyjnie perkusyjną robotę Icanraza (spod powyższej nazwy) i permanentnie działającego w ASGAARD Flumena, który z kolei gościnnie obsłużył klawisze na ostatniej płycie DEVILISH IMPRESSIONS. Jak ironicznie podaje książeczka - odpowiada on za 'Instrumenty Wirtualne', czyli jak mniemam wszelkie trąby, smyki i oczywiście klawisze. Podczas sesji zdjęciowej panowie fotografowali się w strojach galowych i oparach cygar w towarzystwie fortepianu, więc co najmniej część tego typu partii pochodzi pewnie z naturalnych źródeł, choć potwierdzenia owego faktu się nie doszukałem. W sumie to charakter płyty sugerowałby takie rozwiązanie, bo dużo tu klasycznie jazzowych momentów, ewokujących pospołu ze wspomnianymi fotografiami i szatą graficzną Loranca obecność swoiście kameralnego nastroju. Już pierwszy na krążku - "Labyrinth" emanuje tym o czym wspomniałem znajdując jeszcze odrobinę miejsca na trip hopowe loopy, jakie wieki temu ku zniesmaczeniu ogółu, na wiadomej płycie zainstalowała brać, której 'matka była wrogiem'. Na początku uszu naszych dosięga delikatniutka elektronika, fortepian, charakterystycznie zaznaczony bas i stopniowo pojawiają się gitary wycinające motywy pod batutę pana Ishahna. W ogóle jest tu całkiem sporo momentów przypominających o takich utworach późnego EMPEROR, jak na przykład "An Elegy of Icaros" czy też o solowych dokonaniach muzyka. Nie można w tym miejscu zapomnieć również o takich przedstawicielach norweskiej awangardy, jak ARCTURUS, ULVER, WINDS czy nawet DIMMU BORGIR, szczególnie w takich kawałkach jak przykładowo, dość tradycyjny w warstwie rytmicznej "Of Pawn And King" czy "Irradiance". Tak naprawdę jednak, na całej długości słychać tu wiadomego pochodzenia orkiestracje czy klawiszowe pasaże. Koniecznie musimy cofnąć się na chwilkę do utworu "Labyrinth", w którego końcówce Flumen wyeksponował instrumenty dęte, co brzmi naprawdę obłędnie. Nie ma na tej płycie lukru i banalnych aranżacji. Nawet to, co kojarzy się z norweską szkołą brzmi naprawdę przekonująco i nietuzinkowo. Icanraz cały czas podchodzi do swych beczek swobodnie, z rozmachem, nie trzymając się kurczowo tego, co Hetzer wyprawia na wieśle, co pięknie słychać w dość 'Ribeirowym' "Marionettes". Nawet wtedy, gdy robi się naprawdę lirycznie, a do uszu sączą się prawdziwe miody - jak w utworze tytułowym czy w "Within the Eyes of Angels" (genialny akustyk!) - muzyka nie jest pozbawiona psychodelicznej transowości, w końcu wspinamy się przecież po niekończących się schodach? "Stairs to Nowhere" to taka 'muzyka bez tabu'. Twórczość bez wyraźnych ram, konwenansów i poczucia gatunkowej przyzwoitości. Wiele melodii, i to nie koniecznie tych poprowadzonych śladami gitar, otrze się tu o skończone formy, pozostawiając jednak szczyptę słodziutkiego niedosytu, który spowoduje, że płyty słuchać można po prostu bez końca. Reaktywowany ASGAARD to zespół nie odcinający się od pewnych wzorców, ale też nie taki, który wykorzystywałby je w kulejący sposób, lub miał problem z ustaleniem swej własnej tożsamości, co potwierdzi każdy kontakt z tym wyśmienitym wydawnictwem.

ocena:   9 / 10

www.asgaard.pl/


www.facebook.com/AsgaardOfficial


www.myspace.com/asgaardofficial


www.icarosrecords.pl/pl/index.html


autor: Kępol



<<<---powrót