| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLACK CROW KING

"To Pay the Debt of Nature"

BadGod Music & DarkZone Productions (CD 2012) 

Bardzo enigmatyczne są podawane przez wydawcę opisy tego albumu. Wiadomo właściwie tyle, że mamy do czynienia z czymś psychodelicznym, zdrowo porąbanym i trwającym około 62 minuty. Z innych wieści można wykoncypować, że BLACK CROW KING to projekt niejakiego Corvusa i jeśli to on sam już na debiucie poszedł aż tak bardzo po bandzie, to strach się bać co nastąpi dalej. Na pierwszy rzut ucha to płyta odrzucająca swoją brzydotą w postaci surowego brzmienia, pokracznych wokali i dziwacznych zlepków dźwięków, ale po wysłuchaniu całości wiadomo, że tak miało być. Materiał na "To Pay the Debt of Nature" jest tak nieposkromiony jak tytułowa przyroda, a właściwie to dług, jaki mamy jej spłacić. I tak jak ona odpłaca nam swoją różnorodnością i nieobliczalnością, tak też wygląda mniej więcej to, co chciał nam przekazać Corvus. W ramach jednego nawet utworu nie pełza w zamkniętym kręgu i niczym szaman lub czarodziej zaklina nad tyglem z dziwnymi składnikami wiadome głównie sobie czary (szamański i transowy jest może tak naprawdę jedynie zamykający całość, obłąkańczy "Excarnation Ritual"), po czym pozostawia to i odchodzi w ciemną czeluść lasu, by tam wznosić inkantacje ku drzewom. Od początku wiadomo, że z odbiorem tego materiału nie będzie łatwo, bo choć motyw przewodni w danym utworze się pojawia, to nie należy on do najbardziej przejrzystych, a poza tym coś ciekawego dzieje się cały czas nie tylko na przedzie, ale także w głębokim tle. Przypomina to z jednej strony wszystkie te twory funeral doom metalowe ze SKEPTICISM i EA na czele, gdzie pozornie tylko króluje monotonia i jedna przewodnia myśl, a tak naprawdę to misterium się rozwija i długo nie gaśnie. BLACK CROW KING może jeszcze nie waży się na 40- czy 70-minutowe kompozycje, ale w tych kilku- czy kilkunastominutowych już potrafi sobie radzić z taką formułą. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, ta płyta jest na swój sposób zlepkiem, kolażem różnych światów muzycznych. Ktoś doszuka się tutaj estetyki sludge, ktoś inny powie, że gdzieś to się zazębia z minimalizmem drone doom w rodzaju NADJA lub jest w dużej mierze po prostu zniekształconym black metalem, a jeszcze ktoś dorzuci, że tak naprawdę, to mamy tu do czynienia z pozbawionym ram i rytmiki death metalem w jego najpierwotniejszej z najpierwotniejszych postaci. I w sumie z tym ostatnim również mogę się zgodzić, bo ta rytmika jest budowana przede wszystkim bez tradycyjnie pojmowanej perkusji, co fakt, może kojarzyć się momentami z nieporadnymi zmaganiami się z gitarą w domu, gdy jeszcze nikt nie pokazał jak trzeba układać palce, by zagrać coś na kształt akordu czy riffu. Ale tu można to odebrać jeszcze tak jak to bywa z odczytem dokonań naszego krajowego bandu ACRYBIA, który jednak nie potrafił na przykład na "Human B (ing)" zakamuflować swoich niedociągnięć wynikających z przerostu chęci nad możliwościami, podczas gdy Corvus robi to bardzo sprytnie i misternie. Choć kto go tam wie... Może wymyślił sobie tego typu estetykę, bo przecież potrafi gładko przejść od brudnego sludge doom'u do noise'u czy jak to jest w "Crowbait" - do czegoś na kształt bardziej electro-symfonicznej wariacji na temat własnej twórczości. Przynajmniej po pierwszych czterech kawałkach tak to można odebrać... Powiadam Wam - ta płyta wzbudzi wiele odmiennych opinii i w ogóle sporo kontrowersji. Ale nikt nie pozostanie wobec niej obojętny. Ja jestem raczej na tak...

ocena:   7 / 10

www.myspace.com/black.crow.king


www.badgodmusic.com


autor:  Diovis



<<<---powrót