| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEVILISH IMPRESSIONS

"Simulacra"

Icaros Records (CD 2012) 

Odznaczonym gwiazdkami i krzyżykami harcerzom ortodoksji i innym zuchom 'piekielnego kodeksu', naraziłem się już pewnie wystarczająco, więc nie zważając na śmiertelne niebezpieczeństwo z tytułu przyjęcia na klatę klątw - którymi pewnie i tak niebawem zostanę obarczony - wziąłem się za napisanie osobistej recenzji nowego krążka DEVILISH IMPRESSIONS... a co mi tam! Przyznam szczerze, że wielkim fanem tej grupy jakoś nigdy nie byłem. Co prawda poprzednia płyta studyjna, "Diabolicanos - Act III: Armageddon", potrafiła uraczyć mnie kilkoma momentami - jak choćby rewelacyjna, instrumentalnie miarowa, tekstowo przemawiająca zaś do odbiorcy, rozwałka w "Tales of Babylon's Whore" - lecz zbyt często tak naprawdę sobie jej nie odświeżałem. Teraz DEVILISH IMPRESSIONS wraca z kolejnym krążkiem, ukazującym się w zupełnie nowych barwach, bo i po rozwiązaniu Empire Records podziać się gdzieś przecież musieli. Icaros Records wytłoczył więc ich nowe dzieło, które nie tylko ze względu na oprawę zasługuje na spory szacunek i zainteresowanie. Parafrazując znane powiedzenie - 'Nie szata zdobi muzykę', lecz umiejętnie wykonana i rozplanowana jest do niej na pewno miłym i pożądanym dodatkiem. Michał "Xaay" Lorenc świadczył już swoje usługi NILE, VADER czy NECROPHAGIST, a Panowie z rzeczonej wytwórni nie zostawili jego kreacji samej sobie, o czym świadczy dopilnowanie spraw związanych z wykonaniem digipacku, który dziś jest niby standardową formą wydawniczą, a jednak tu zachwyca. Muzycznie "Simulacra" jest natomiast krążkiem wybornym. Quazarre i jego ekipa dojrzeli do bardzo wielu rzeczy. Zrozumieli, że to nie sztuka nagrać kolejny album, będący 'cierniem w skroni Pana' (że tak swobodnie zacytuję i przełożę fragment liryku "T.H.O.R.N.S."), że nawet dysponując najlepszymi pomysłami na numery należy używać ich z nieco większym wyczuciem niż, powiedzmy, dwie dekady temu. Że w czasach gdy banały rozdaje się lekką ręką, trzeba czerpać od innych wychodząc z siebie i to wcale nie po to, by upchać milion blastów i gitarowych zygzaków w jednej minucie z cyfrową precyzją, lecz najzwyczajniej po to, by spojrzeć na swoje dokonanie z pewnego dystansu, z innej perspektywy. Mniemam, że właśnie to pozwoliło im nagrać album po prostu wyśmienity, który może i nie zagraża pewnym wzorcowym dlań tytułom, ale o swą wysoką ocenę upomina się bez skomlenia o akt łaski w oku. Wrzućcie pierwszy z brzegu - "Icaros". Pewnie, że wszystko to, co dzieje się w tym i kolejnych utworach było już na płytach EMPEROR, DIMMU BORGIR i BEHEMOTH, lecz tu jawi się jako co najmniej należycie wykorzystane. "Vi Veri Vniversum Vivus Vici" Quazarre napisał jeszcze ze starym kumplem ze składu, Starashem i wątpię, by taki "Demigod" nie kręcił się wtedy u nich w odtwarzaczu. Wstęp do "Fear No Gods!" to prawie przearanżowany początek "The Maelstrom Mephisto", lecz wszystkie te 'zbiegi gryfowych okoliczności' tak wkomponowano w całą resztę skleconą do kupy w na tyle sensowny sposób, by ktoś, kto kuma czaczę wolał machać dynią niż nią kręcić. Można? Można! Dwa, kapitalne skądinąd, kawałki, a mianowicie "The Scream of the Lambs" i "The Last Farewell" trochę za bardzo przypominają siebie nawzajem, ale to naprawdę niewielka wada w obliczu tego imponującego uniwersu sympho/elektro blackmetalowych dźwięków z pewną umiejętnie dawkowaną dozą death metalowego pierwiastka. Otwarci na takie klimaty entuzjaści, hartowanej w ogniu, ale i w lodzie, stali niech ostrzą apetyt. Reszta niech dalej żyje 'bezprzypałową' opinią, że DIMMU BORGIR i BEHEMOTH skończyły się zanim ich włodarze nauczyli się grać, komponować i zdobyli kabonę na pierwszy wideoklip.

ocena:   8 / 10

www.devilish-impressions.com


www.myspace.com/devilishimpressions


www.facebook.com/devilishimpressions


www.icarosrecords.pl/pl/index.html


autor: Kępol



<<<---powrót