| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

L'ALBA DI MORRIGAN

"The Essence Remains"

My Kingdom Music (CD 2012) 

Włoska wytwórnia dalej przeczesuje tamtejsze podwórko, a kolejnym talentem, który nie umknął całkiem niezłej intuicji wspomnianego 'łowcy' jest potencjał muzyków L'ALBA DI MORRIGAN. Wypływa on z takich głów, a chyba nawet przede wszystkim serc, jak Ugo Ballisai (gitara, wokal) czy Alessio Caruso (bas), którzy założyli ten zespół w roku 2008 i do których dołączył później z pałeczkami w dłoniach Luca Costanzo. W takim też składzie zarejestrowany został debiutancki album kapeli pod tytułem właśnie "The Essence Remains", którego żaden miłośnik alternatywnie ukierunkowanej muzyki z pogranicza post rocka i metalu przegapić nie powinien. Zgodzę się wydawcą, że KATATONIA i A PERFECT CIRCLE można w ich przypadku w infosie wymienić. Z dorobku projektów, w których udział bierze jegomość James Keenan, w muzycznym światku, czerpie się bez kopiowania wyjątkowo ciężko. Choć odnosi się to głównie do TOOL (nawet polska PROGHMA-C 'coś o tym wie'), szukanie inspiracji na płytach A PERFECT CIRCLE niesie ze sobą podobne ryzyko, więc z góry zaznaczam, że L'ALBA DI MORRIGAN nie sposób zaliczyć do grona tych kapel, które wzorując się na wspomnianych nazwach źle może nie grają, ale które z wyznaczeniem rozsądnych współrzędnych punktu wyjścia i zwrotu osi rozwoju mają poważny problem. Niektórzy przykleją pewnie tej płycie i tej formacji przymiotnik 'progresywny' i błędu nie popełnią, bo wachlarz rozwiązań jest tu spory, a falująca w dość niestandardowej rytmice sekcja sugeruje taką kategoryzację w sposób wręcz bezogródkowy. Ja użyłem jednak terminu alternatywa i mam ku temu spore powody, gdyż w kontekście tego, co dzieje się na debiucie Włochów swobodnie można używać go w znaczeniu dosłownym. Być może ze względu na obecność Franka Default - który na "Night is the New Day" KATATONII odpowiadał za gościnną frakcję klawiszowo-programowanych brzmień - być może ze względu na zapatrywania muzyczne włoskiego duetu jest to płyta skazana wręcz na wieczne porównania z późną twórczością autorów "Last Fair Deal Gone Down". Często i gęsto słychać tu atmosferę zwłaszcza tych spokojniejszych momentów w muzyce KATATONII, których na wspomnianym "Night Is the New Day" było, wbrew pozorom, multum. W "Silence" słychać dokładnie ten sam sort rockowej depresyjności, którym Szwedzi czarowali w takich kawałkach jak np. "Inheritance" czy "Departer", a i fani takiego choćby OLD SILVER KEY również nie powinni tu narzekać. Kabel gitary rzadko kiedy omija gniazdo efektu, co objawia się już na etapie pierwszego "Snowstorm". Zespół nie przesadza jednak z tym o czym wspomniałem, a już na pewno nie słychać na "Essence Remains", modnego obecnie, tłustego, ciężkiego i mocno chropowatego brzmienia w wydaniu bezpośrednim. Nawet drapieżne fragmenty (przepiękny "The Fairies Circle" czy nie mniej udany "Lilith", gdzie jeden z nich sąsiaduje z elektro beatem) brzmią w sposób zaskakująco dobrze korespondujący z 'atłasową' produkcją tej płyty, niekiedy tylko odsłaniającą zadziorniejsze riffy. Nawet bez rodzynków w postaci the cure'owego utworu tytułowego, który żegna tu słuchacza, czy skontrastowanego, dwuczęściowego i wyjątkowo lirycznego, "Holy Mountain", byłaby to płyta wyjątkowa. Coś jest w stwierdzeniu, że coraz trudniej wymyślić w muzyce rzeczy w pełni nowe. L'ALBA DI MORRIGAN pokazuje jednak, że wcale nie trzeba tego robić by zabrzmieć interesująco.

ocena:  8 / 10

www.myspace.com/lalbadimorrigan


www.facebook.com/pages/lalba-di-morrigan/34680329404


www.mykingdommusic.net/


autor: Kępol



<<<---powrót