| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

16

"Deep Cuts From Dark Clouds"

Relapse Records (CD 2012) 

W tym przypadku wiadomo kto, gdzie i skąd. -(16)- to zespół, którego nazwa przychodzi mi do głowy prawie zawsze wtedy gdy potrzebny jest dobry przykład czysto sludge metalowego grania. Nie odkryję koła twierdząc, że Amerykanie wykonują ten rodzaj muzyki w najbardziej chyba bezpośrednim wydaniu, bo każdy wie, że na ich płytach jest ciężko, niekoniecznie szybko, prosto i oczywiście dość punkowo (jak choćby w "Beyond Fixable"). Nie mam zamiaru bawić się w muzycznego wróżbitę, ani szacować prawdopodobieństwa, ale gdyby już, to szans na to, że ich walec zboczy z raz obranego kursu nie zilustrowałbym raczej za pomocą większych wartości liczbowych. W dalszym ciągu nie potrafię wyzbyć się uczucia, że można odnaleźć w tej muzyce pewne drobniejsze nawiązania do klasyki progresywnych, bądź też technicznych odmian metalu. Partie gitary solowej nie sypią tu oczywiście chmurami dźwięków, lecz zamiast tego wiercą w powietrzu nieskomplikowanymi, acz dysharmonicznymi leadami, przypominającymi te, jakie od zawsze szły spod palców Adama Jonesa z TOOL ("Ants In My Bloodstream"). Pod płaszczem gitar smakowicie bulgocze sobie bas i jeśli porównania z autorami "Lateralus" wydają się komuś przesadzone czy niedorzecznie, to niech czym prędzej wrzuci on sobie drugi na płycie "Parasite". Znajoma konstrukcja riffów? Nie zapominajmy, że muzyka obu zespołów opiera się, w nie tak znów do końca małej części, na hard corze. A jaka nazwa pojawi Wam się w głowie po przeskoczeniu do "The Sad Clown"? Taki układ zabiegów na gryfie to przecież klasyczna szkoła panów z VOIVOD! Gdzieś pod paznokciami członków -(16)- siedzi więc chyba skłonność do bardziej złożonego i ambitniejszego grania, lecz oceniając całościowo "Deep Cuts From Dark Clouds" stwierdzić muszę, że, parafrazując znane powiedzenie, wilk w leśne gęstwiny zapuścić się albo nie może, albo nie chce. W oczekiwaniu na płytę można było obejrzeć teledyski do utworów "Her Little Accident" i "Theme From Pillpopper" oraz posłuchać całości krążka na Bandcamp. Już wówczas wyczuwałem w tym materiale jakieś minimalne, twórcze 'przekłamanie'. Pierwsze, co tylko przyszło mi do głowy już po kilku minutach obcowania z tym krążkiem to takie 'fajnie to brzmi, ale jakieś to wszystko nijakie'. Pod względem produkcyjnym album to przezacny. Wyraziście zaznaczone partie nie kłócą się wcale z surowym brzmieniem instrumentów, z którym przepięknie konweniuje uczesany pod włos wokal. Walec tej płyty jedzie sobie jednak tym swoim leniwym tempem, jedzie, jedzie sobie po równej drodze, mija miasta, łąki, lasy... i nic takiego tak naprawdę się nie dzieje. Dwa ostatnie kawałki, czyli wspomniany "Beyond Fixable" oraz podrasowany zapamiętywalnym riffem "Only Photographs Remain" ratują nieco sytuację, choć dobrze, że zostawiono je na koniec, bo w przeciwnym razie bym po prostu usnął. Gdzieniegdzie panowie budzą się z takiej apatii by nieco wstrząsnąć podłogą ("Broom Pusher"), choć efekt i tak nie należy do wielce piorunujących. Nawet niezły, sludge'owy krążek. Tyle i nic ponad to.

ocena:  6/ 10

www.myspace.com/16


www.facebook.com/16band


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót