| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ASARU

"From the Chasms of Oblivion"

Schwarzdorn Production (CD 2012) 

Kiepski jest na ogół niemiecki black metal. Pomijając kilka wartościowych nazw, z ENDSTILLE na czele, mało w nim jakiejkolwiek kreatywności, co cechuje również blecora z Włoch i do niedawna także z Hiszpanii. Za to za dużo w nim było zapatrzenia w Skandynawię, często bezrozumnego i zupełnie odstającego od tego, co działo się na przykład we Francji. ASARU działa z przerwami od połowy lat 90-ych, ale pewnie mało kto zna tę nazwę i kojarzy ich dźwięki. Teraz jednak można napisać, że ten band nie jest już na wskroś germański z pochodzenia, a to z racji tego, że działa w norweskim Oslo. Jakąż to miłością zapałał do tego kraju Frank Nordmann, że w 2007 roku się tam przeprowadził i wskrzesił działający wcześniej w Niemczech zespół! Do składu zaprosił dwóch tamtejszych muzyków: basistę Pettera Myrvoida i pałkera Sebastiana Wilkinsa, by stworzyć materiał na album "From the Chasms of Oblivion". Na ile udało mu się nagrać solidny stuff ocenią fani norweskiego grania, ale jak by nie patrzeć, to nie jest płyta w żaden sposób oryginalna. Po prostu kolejny kawałek muzy, która od pierwszych dźwięków kojarzy się z tym, co powstawało po dwóch pamiętnych albumach DARKTHRONE, czyli można by tu wymieniać bardzo długą listę kapel, z ENSLAVED, SATYRICON, GORGOROTH, ULVER, DODHEIMSGARD, HELHEIM i 1349 na czele. To podobnie surowo brzmiąca, momentami podprawiona epickimi uniesieniami rzecz spod znaku tradycyjnego BM i jedyne, co wniósł tutaj swoją gitarą Frank Nordmann z ojczystej ziemi to wrzucane tu i ówdzie thrash'owe riffy, ale takowe wnosili do swojej muzy przecież choćby rodowici Norwedzy z AURA NOIR. To trochę za mało, by słuchać tej płyty z zainteresowaniem przez 20 minut, nie mówiąc już o tym, że "From the Chasms of Oblivion" trwa prawie godzinę. A z pozoru wszystko jest OK, bo sound nie jest przesadnie czysty, balans między brudem gitar a akcentami melodycznymi jest zachowany, ale jest to przede wszystkim bardzo zachowawczy i zupełnie nieoryginalny stuff, a epickie wstawki są zanadto przewidywalne. Z tej gęstwiny dźwięków trudno zapamiętać choćby kilka ciekawszych patentów, które są ukryte wśród tych ogranych i oklepanych. Dlatego sięgną po ten materiał tylko ci najbardziej zagorzali fani norweskiego black metalu, choć i tak wiem, że będą woleli cofnąć się w czasie i odkurzyć co lepsze perełki powstałe na Północnych ziemiach lat temu kilkanaście.

ocena:  4/ 10

www.asaru.de


www.myspace.com/asaruofficial


www.schwarzdorn.com


autor: Diovis



<<<---powrót