| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE DILLINGER ESCAPE PLAN

"Option Paralysis"

Season Of Mist Records (CD 2010) 

Płyty takie jak "Option Paralysis" nie ukazują się co miesiąc. Na takie płyty czeka się latami... Amerykanie z THE DILLINGER ESCAPE PLAN długo i jak przypuszczam - ciężko pracowali na swój sukces. A ostatnie słowo w poprzednim zdaniu nie odnosi się tu ani do wyników sprzedaży, ani do popularności, lecz do poziomu dokonań zespołu, na który utalentowana piątka wspięła się rodząc ten krążek. Poprzednie studyjne wydawnictwa, owszem, dawały bardzo wyraźne wyobrażenie o drzemiącym w ich twórcach potencjale. Takimi "Ire Works", czy "Miss Machine" można się było biczować właściwie bezustannie, a szanse na to, że człowiek będzie miał kiedykolwiek dosyć, były takie same, jak na to, że grupa zawiedzie oczekiwania. Choć od każdej reguły są pewne wyjątki, to w przyrodzie jak wiadomo, cudów nie ma i już odpaliwszy klip do utworu promującego nowe ich dzieło, czułem w kościach, że "Option Paralysis" będzie czymś naprawdę wielkim. "Farewell, Mona Lisa", bo tak zwie się numer, o którym mowa, już "na dzień dobry" częstuje nas Dillingerem w najlepszym wydaniu. Przesterowany, acz subtelny, minimalistyczny wstęp szemrze sobie cichutko z głośników i mimo, iż każdy wtajemniczony dobrze wie, co się za chwilę wydarzy, to i tak nagły wjazd nawałnicy dźwięków i wrzasku Grega Puciato wprawia w osłupienie. Z połamanego rytmu i pozornie chaotycznych zagrywek stopniowo klarują się całkiem zgrabne linie melodyczne, które cichną w połowie utworu wprowadzając nas tym samym w drugą, bardziej melodyjną i z pozoru bardziej tradycyjną część kompozycji i jest to motyw, który po prostu zapiera dech. Gdy riffy ciągną się mozolnie, a czysty wokal wypluwa: "... don't you ever try to be, more than you are destined for, or anything worth fighting for..." szczena opada, włos się jeży, klękają narody, a góry i morza ruszają z posad. Oczywiście to nie koniec dobrej passy i ogrom smaczków oraz rozwiązań, jakie nas czekają, to stuff, z którego niektóre kapele wolałyby ulepić nie jeden, a kilka swych albumów. Do najciekawszych należą z całą pewnością partie klawiszy, które pod koniec takiego "Widower" przywołują na myśl typowo jazzowy fortepian, a w środkowej części "I Wouldn't If You Didn't" rozbrajają swym polotem przybierając bardziej klsyczną formę. Para symfoniczne motywy w psychodelicznym, bardziej stonowanym "Parasitic Twins", jaki zamyka tę podróż to rzecz niemniej godna uwagi, a klimat utworu może się kojarzyć z dokonaniami NIN. Sposób w jaki trio Puciato / Weimman / Tuttle posługują się gitarami jest po prostu obłędny. Idealny wręcz balans między nagłymi, jazgotliwymi gitarowymi cięciami, a masywnymi, marszowymi, kroczącymi riffami to zdecydowany atut tej muzyki. Wkład sekcji rytmicznej jest również nieoceniony. Od kiedy grupy takie jak KING CRIMSON, czy ich młodsi, metalowi bracia z CYNIC, ATHEIST zdewastowały rytmikę, a zmiany tempa uczyniły podstawowym punktem programowym każdej właściwie kompozycji, stało się oczywiste, że przyjdą zmiany. Bohaterowie tej recenzji nie spoczywają jednak na dziedzictwie chwalebnej przeszłości... Niby to wciąż ten sam sponiewierany rytmicznie, przyprawiony prog metalem, hardcore. Niby wszystko to za co kocha się ich bądź nienawidzi tu jest, lecz wierzcie mi - próżno swe wysiłki mnożyć będą ci, co to zjadanie własnego ogona zarzucić im zapragną. Na pewno nie zabraknie także tych, którzy w przebojowości "Option Paralysis" doszukają się kompromisu. Wbrew temu, słuchając takich strzałów z płyt wcześniejszych jak "Setting Fire To the Sleeping Giant", czy "The Black Bublegum", chłonąłem całym sobą każdą jedną sekundę ich chwytliwości, albowiem doskonale wiedziałem, że zespół nie jest w tej kwestii zbyt rozrzutny. "Option Paralysis" to album idealnie wyważony, niezwykle bogaty stylistycznie, skontrastowany, lecz jak nigdy przedtem logiczny w ujęciu całościowym. Cudownie melodyjny "Gold Teeth On a Burn", przytłaczający wieloma odcieniami brutalności "Room Full of Eyes", czy progresywny "Chinese Whispers" to doskonałe wręcz dowody na to, że THE DILLINGER ESCAPE PLAN to jeden z wiodących w tej konwencji szyldów. Tak samo jak pan John Dillinger potrafił się wymknąć niemal każdej zorganizowanej przez FBI zasadzce, tak samo i zespół ochrzczony jego nazwiskiem, nie pozwala się tak do końca zamknąć w żadnej ciasnej, muzycznej szufladce. Widać, że grupa ma do powiedzenia bardzo dużo i pozostaje tylko mieć nadzieję, że, posługując się słownictwem przeniesionego na ekran gangstera - nie powiedzą zbyt szybko: "bye bye, blue bird...".

ocena:  9,5/ 10

www.myspace.com/dillingerescapeplan


blogs.myspace.com/dillingerescapeplan


www.season-of-mist.com/main.php


autor: Kępol



<<<---powrót