| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

EMPIRES OF EDEN

"Channelling the Infinite"

EOE & Rubicon (CD 2012) 

Nabawiłem się ostatnio odczucia, że wygórowane referencje mogą czasami bardziej zaszkodzić niż pomóc takim wydawnictwom jak "Channelling the Infinite" EMPIRES OF EDEN. Nawet jeśli ktoś o dalece powierzchownej znajomości tematu rzuci okiem na wieść o wydaniu tego krążka, to takie nazwiska jak Rob Rock czy Udo Dirkschneider wręcz nie mogą jego uwagi nie przykuć, podczas gdy ten, kto dobrze wie co w 'bitewnej' murawie piszczy dostaje natychmiastowego oczopląsu. Pod względem planu funkcjonowania wypadałoby zaliczyć EMPIRES OF EDEN do tej samej grupy zespołów co np. AYREON, bo tak samo jak mistrz Arjen Anthony Lucassen okrasza swoje gitarowe wywijasy partiami przeznakomitych, metalowych gardeł, tak sprawujący władzę nad 'Rajskim Cesarstwem' Stu Marshall robi podobnie. Z notki informacyjnej dołączonej do trzeciego albumu studyjnego kapeli wynika jednak, że wokaliści, którzy wzięli udział w przedsięwzięciu mieli znaczący wpływ nie tylko na to o czym zaśpiewali, lecz również na kierunek, w jakim poprowadzono melodie. Jeśli padną takie nazwy jak ACCEPT, GRIM REAPER, MASTERPLAN, METAL CHURCH czy choćby CAGE, w ułamku sekundy staje się jasne, że po materiale poskładanym z partii ich muzyków maniacy nie będą oczekiwać power/heavy metalowej jazdy na poziomie przyzwoitym. To ma być ekstrakcja tego co najlepsze w gatunku, ciężko tu przecież o inne wymogi. Gdyby chcieć, można się czepiać, że orkiestracje (utwór tytułowy, "Born a King") nie brzmią zbyt naturalnie i być może wróżę w tym momencie z fusów, ale nie ręczyłbym za to, że Stu Marshall (gitary, bas, orkiestracje) i Jasix (perkusja) poświęcili całe tygodnie na próby... a raczej próby aranżacyjnego odpicowania tej płytki... Sranie w banie, panowie i panie. Precyzja wycinania jest u byłego członka DUNGEON na olimpijskim wręcz poziomie i perkusja też spisuje się znakomicie, choć ani jedno ani drugie nie chce udowadniać każdym wyciśniętym z siebie dźwiękiem, że to profeska i w ogóle, cud techniki spod numerycznie poprowadzonego lasera. Australijczyk nie ma oporów by piorąc nas po twarzy rytmicznymi galopadami zapomnieć się na chwilkę i wtrącić jakieś mini solo w niekoniecznie przewidywalnym momencie i Jasix też nie widzi racjonalnych powodów by bojaźliwie respektować wytyczne z rodzaju 'odtąd dotąd'. "Cry Out", w którym przepięknie zaśpiewał nam Rob Rock, rozkręca się w wolnym tempie mocarnymi uderzeniami perkusji i gitarowymi leadami tworzącymi nastrój cokolwiek epicki, dokładnie tak samo jak "Of Light And Shadows" z płyty poprzedniej. Gdy pałeczki perkusyjne walą po przejściach, słuchacz domyśla się, że za chwilkę wszystko ruszy z niemałym impetem i właśnie sposób, w jaki w tym momencie wchodzi gitara właściciela gospody zapamiętuje się chyba już na zawsze [śmiech]. Stu rozpoczyna swój shredding tak, jakby skurczybyk grał na żywca i nie mógł się już doczekać kiedy wyciśnie z gryfu kolejne cuda! Mimo, że to dopiero początek i wiele może się jeszcze zmienić, drugi w zestawie "Hammer Down" przybija prawdziwą pieczątkę jakości. Dziadek Dirkschneider może i lata swoje ma, ale takimi wokalami jak ten podłożony tutaj pokazuje najdobitniej, że równie dobrze mógłby pociągnąć jeszcze drugie tyle za mikrofonem. Ktoś może stękać, że o swym "Metalowym Sercu" śpiewał z jakimś tam młodzieńczym wigorem, a teraz jest inaczej, co nie zmienia faktu, że fantastyczne riffy z "Hammer Down" oprawił on wokalem mocnym, w którym słychać wibrujące struny głosowe i bulgoczącego w żołądku łiskacza! Tyle w temacie. "This Time" to kolejny, fenomenalny wręcz kawałek z mistrzowskim refrenem i idealnie pasującym do niego wokalem Steve'a Grimmetta z GRIM REAPER i już miałem napisać, że utwór wyróżnia się wprost namacalnie wyczuwalnym duchem NWOBHM, ale to nieprawda, gdyż przenika on po prostu każdą, kolejną i poprzednią kompozycję na płycie (sprawdźcie "Your Eyes" z Mike'iem Dimeo z MASTERPLAN za mikrofonem). W podrasowanym wokalem Seana Pecka utworze tytułowym słychać jak nic 'Judasza' z okresu "Painkiller", czego orkiestracje bynajmniej nie zagłuszyły. Mnie osobiście rozwalił jeszcze "Born a King" z wokalem Danny'ego Cecati'ego (EYEFEAR, PEGAZUS), ale jest to oczywiście subiektywnie przeprowadzona selekcja. "Channelling the Infinite" to płyta pulsująca żywym duchem starego, dobrego heavy metalu przechodzącego w power, którego podniosłość i majestat nie są bynajmniej wycięte z tektury. Prawdziwy wzór do naśladowania dla wszystkich zespołów tego typu, bo tam, gdzie radość grania dyktuje warunki, powstaje muzyka, która z całą pewnością przekaże ją dalej.

ocena:  9/ 10

www.empiresofeden.com


www.rockngrowl.com


www.rockngrowl.com/empires-of-eden-unleashes-the-all-star-version-of-the-track-hammer-down


autor: Kępol



<<<---powrót