| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ENGEL

"Blood of Saints"

Season Of Mist Records (CD 2012) 

Okładki płyt to już autonomiczna, pełnoprawna gałąź sztuki, której bagatelizować się nie godzi i nawet jeśli, względem dania głównego, pełnić mają one rolę wyłącznie dekoracyjną, powiedzcie - czyż można oprzeć się czarowi takich jak ta obok? Nie odpowiem Wam niestety na pytanie 'kto ją wykonał?', gdyż przeczytawszy półtorastronicowe info dowiedziałem się z niego tylko tego, jaki tytuł nosi album, kto na nim zagrał i kto go wyprodukował. Komentarz w tym miejscu sobie daruję, a odnośnie referencji nadmienić wypada, że wspomnianym producentem był sam Tue Madsen (DARK TRANQUILLITY, MOONSPELL, THE HAUNTED) i że przy konsolecie siedział również znany gotenburski inżynier dźwięku, Arnold Lindberg. Dopilnowali oni by strugający riffy Niclas Engelin wziął za kudły obsługującego drugie wiosło Marcusa Sunnesona, odpowiedzialnego za tony basowe Steve'a Drennana, uzupełniającego partie sekcji rytmicznej Jimmy'ego Olaussona i przekazującego treści Magnusa Klavborna i wypocił razem z nimi album wprost kapitalny. I czy fakt, że określenie 'pop metal' ciśnie się na usta, rzeczywiście musi zawisnąć nad nim - na powyższych łamach - niczym wyrok śmierci? Nawet Madsen dopatrzył się w ich stylu "dziwnej, choć potężnej wypadkowej MORBID ANGEL i BON JOVI." Ja pokusiłbym się raczej o zestawienia z PAIN, LINKIN PARK, EVERGREY czy przede wszystkim - IN FLAMES. Takie płyty jak "Soundtrack To Your Escape" czy "A Sense of Purpose" tych ostatnich wydają się bowiem kluczowe dla kierunku, w jakim ENGEL zmierza na swym najnowszym albumie. Nad tak wykrystalizowanym rdzeniem unosi się silnie wyczuwalna aura brzmień elektro-klubowych i pewna nutka kobieco-wokalnego gothicu z okolic choćby CREMATORY. Widzę tu solidne podstawy do spekulowania, że gdyby statystycznego bywalca tzw. dyskotek chcieć małymi krokami oswajać z metalem, to "Blood of Saints" byłby zapewne wymarzonym tytułem, od którego można by zacząć. Ale pop, jak to pop, bywa czasami przebojowy, a w nielicznych przypadkach nawet i słuchalny i tak też dzieje się na nowym ENGEL. Gitary generują, niemal ujednolicone z basowymi, ołowiane tąpnięcia, a jeśli już wyłonią się z tej matowizny jakieś leady czy inne ozdobniki z wyższych sfer gryfu, zlewają się one najczęściej z elektroniką. Nie jest to więc w żadnym wypadku krążek dla tych, dla których ewolucja metalu skończyła się na "Master of Puppets" czy "Covenant" i nie pomogą tu kawałki takie jak np. "Frontline" z dość intensywnym młotkowaniem perkusji i agresywnym gitarowym atakiem, podobnie jak death core'owe partie wokalne, opierające się na nowomodnej szkole ciężkiego rzemiosła. Jeśli ktoś zdejmuje glany wyłącznie wchodząc do wanny - że taką figurą stylistyczną się posłużę - to zdecydowanie odradzam mu przygodę z "Blood of Saints". Chociaż tak naprawdę zachęcałbym dosłownie każdego, by choć na krótką chwilkę otworzył się na rozwiązania z takiego zakresu. Teksty nie są o pierdołach, klimat kompozycji do sielskich nie należy, a kawałki takie jak skocznie pulsujący, teledyskowy "Question Your Place", energiczny, szalenie epicki "Cash King", szorstko-elektroniczny, rytmiczny i cudnie chwytliwy "Drama Queen" czy po prostu przepięknie liryczny w swoim refrenie, godnie zamykający całość "Journeys End" nie wydostają się już spod wieka, nie mówiąc nawet o tym, że plecy bolą od ciar.

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/engelpropaganda


www.engelpropaganda.com


www.twitter.com/EngelPropaganda


www.youtube.com/engelpropaganda


www.season-of-mist.com


autor: Kępol



<<<---powrót