| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

EPHEL DUATH

"On Death And Cosmos"

Agonia Records (MCD 2012) 

Koncept album oparty tekstowo na tragicznych przeżyciach autora, zamknięty w trzech utworach bądź - jak kto woli - dwudziestu minutach? Brzmi bynajmniej dziwnie, ale być może Davide Tiso jest już tak obyty z zagadnieniami ekspresji muzycznej, że nie potrzeba mu wcale pełnowymiarowej płyty, żeby się wyrazić? Ponoć przerwa w działalności, która w karierze EPHEL DUATH trwała od roku 2010 była przyczynkiem do regeneracji pokładów kreatywnej energii formacji i powiem szczerze, że te trzy utwory, które trafiły na "On Death And Cosmos" jakby to potwierdzają. Rozpylane przez wydawcę slogany reklamowe nie kłamią. To mini skupiło w sobie najsmutniejsze, najbardziej depresyjne i najbardziej refleksyjne kawałki, jakie wspomniana nazwa kiedykolwiek firmowała ("Stardust Rain" to prawie siedem minut czystego bólu), więc nie poczytujcie moich spekulacji za sarkazm. A może "On Death And Cosmos" jest zapowiedzią czegoś większego? Bardzo bym chciał, bo już przechylający czarę goryczy "Black Prism" pokazuje, że zespół nie zamierza podsuwać fanom ot kolejnej, pięknie cykającej, technical/prog metalowej płyty. To się nazywa wyższa szkoła jazdy. Myślicie, że takiego Steve'a DiGiorgio, czy Marco Minnemanna, którzy zasilają skład po perturbacjach w jego sektorze, może na dzień dzisiejszy jarać granie pierwszych lepszych pokombinowanych technicznie struktur? Wystarczy rzucić okiem na fotkę byłego, przybocznego basisty Chucka Schuldinera, na której paraduje on z trzystrunowym, bezprogowym basem by wiedzieć, że ci goście przerabiali już takie rzeczy dawno temu i że udowadnianie komuś czegokolwiek obecnie już ich nie bawi. Trzeba być głuchym by nie dosłuchać się na "On Death And Cosmos" muzyki zagranej z wirtuozerską lekkością i jazzowymi skłonnościami, ale nie jest to album rzucający na wszelkie strony podkręconymi do granic możliwości solówkami czy innymi, instrumentalnymi fajerwerkami. Wiem jak prezentowały się kolejne etapy stylistycznego rozwoju tej kapeli i jeśli na "The Painter's Palette" czy "Pain Necessary To Know" mogliśmy posłuchać istnych, instrumentalnych akrobacji, to na "Through My Dog's Eyes" EPHEL DUATH zaoferował już twórczość stawiającą przede wszystkim na ilustrowanie konceptu i specyficzny, awangardowy feeling. Wydawnictwo obecnej ekipy Davida Tiso kontynuuje obraną wówczas drogę, prezentując muzykę owszem - wielowymiarową, złożoną i ambitną, acz na swój sposób umiarkowaną. Już samo chropowate brzmienie gitary odstaje od większości tego, czego można posłuchać na podobnych krążkach, a przecież mamy tu jeszcze growling Karyn Crisis, który drapieżności może tylko dodawać. W "Black Prism" Davide zaczyna swój spacer po gryfie waląc postfrippowymi partiami i flażoletami, lecz układając z nich jednocześnie mocno liryczną, jak na ten zespół, linię melodyczną. "Raqia" zaczyna się delikatnymi frazami instrumentów, jakby nawiązującymi do spokojniejszych momentów w muzyce takich post rockowych grup jak choćby RUSSIAN CIRCLES czy FADING WAVES, lecz wierzcie, że zagrywka w jaką się one rozwiną pourywa Wam głowy! Oby nie kazali zbyt długo czekać na najbliższy, długi album...

ocena:  9/ 10

www.agoniarecords.com


www.facebook.com/EphelDuathOfficial


www.myspace.com/agoniarecords


www.facebook.com/agoniarecords


autor:  Kępol



<<<---powrót