| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NAER MATARON

"Long Live Death"

Witching Hour Productions (CD 2012) 

No i wychodzi jednak na to, że rewolucje stylistyczne nie zawsze są dobrym lekarstwem na stagnację, bo idąc ich drogą można czasem trafić z przysłowiowego deszczu pod rynnę. Prawie napisałem, że panowie z NAER MATARON wiedzą o tym doskonale, w ostatniej chwili doszedłem jednak do wniosku, że w tym miejscu zakrawałoby to na skrajny wręcz optymizm, by nie napisać - pobożne życzenie. Dobrze by było gdyby Indra, Kaiadas i Asmodeus zdali sobie sprawę z prostego faktu, że tym razem im nie poszło, bo jeden mizerny album to przecież jeszcze nie koniec świata, tym bardziej, gdy trzyma się pod pachą całkiem przyzwoite, muzyczne portfolio. Nawet jeśli stare kawałki tej grupy nie wynajdywały żarówki na nowo, to brzmiały one dość szczerze, naturalnie, czuć w nich było ekspresję pierwotnych instynktów, widać było woalkę mrocznego mistycyzmu. Wielu pewnie się nabierze na chwyty marketingowe z rodzaju 'powrót najbardziej niebezpiecznego, satanistycznego ansamblu', które w połączeniu z wydawniczą pieczątką Witching Hour Productions i faktem, że to nie kto inny, a właśnie Ci bracia przekręcali potencjometry, wywoła u większości długowłośców złudzenie solidnie wykonanej roboty i grzechu wartej płyty. Nie mam zamiaru krytykować poczynań wiadomej wytwórni, ani fachowców ze studia Hertz, bo mojego szacunku dla nich nie wyczerpią jeszcze długo podobne premiery, choć plugawą koniunkturą, to ten nowy krążek NAER MATARON capi jak stąd pod Ateny. Nawiązując do wspomnianego sloganu - dawno nie słyszałem tak bezpiecznego, metalowego krążka. "Long Live Death" to nic innego jak blackened death metal w najbardziej poczciwym i wykalkulowanym wydaniu z możliwych. Owszem, album zagrany jest przezacnie i świetnie brzmi, lecz to co panowie na nim zagrali to nic innego jak porażająco wtórna muzyka, w której jakikolwiek diaboliczny pierwiastek odnaleźć mogą chyba tylko ci nie obeznani z twórczością panteonu nazw, od których NAER MATARON kopiuje, czyli prawie nikt. Wszystko to, co dzieje się na tym krążku słyszałem już miliony razy na miliony razy lepszych i bardziej przekonujących albumach takich zespołów, jak BEHEMOTH (patrz: "Sleepless Beings", "Faceless Wrath of Oblivion"), MORBID ANGEL, ZYKLON, HATE ETERNAL ("The Cult of Doom And Dagger", "I Am Lucyfer, Messenger of Your Death"), IMMORTAL ("Parade Into Centuries"), HATE, CRIONICS i wielu innych propagatorów sonicznej ekstremy z kraju i ze świata. 'Maraton Narwańców' dostarczył album momentami i w porywach zadowalający, ale ogólnie tak naprawdę schematyczny, odrysowany przy pomocy sfatygowanych szablonów, płaski, kanciasty, sztywny niczym skórka czerstwej buły i przerażająco bezpłciowy. To takie typowe, black/death'owe 'oj dana do rana', niemal idealnie uosabiające to, czego w muzyce po prostu nienawidzę. Sorki sikorki. Jam wrażliwy człek i troszkę jednak bulwersuje mnie sytuacja, w której wybitne rzeczy przechodzą bez cienia zauważenia, a oczy całej branży zerkają w stronę czegoś, co jest bardzo, ale to bardzo nijakie. Jeśli tak brzmi 'niebezpieczna, satanistyczna muzyka', to ja się z takiego szatana śmieję!

ocena:  2/ 10

www.facebook.com/pages/Naer-Mataron-official/122029807867493


www.myspace.com/naermataron


witchinghour.pl/web_new/


autor: Kępol



<<<---powrót