| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NE OBLIVISCARIS

"Portal of I"

Code666 (CD 2012) 

Określane przez wielu jako 'prawdziwe objawienie australijskiego undergroundu metalowego' NE OBLIVISCARIS zadebiutowało w końcu swoim pełnym albumem. Zebrali razem 7 utworów trwających łącznie 72 minuty i tego to się chce słuchać! Sześciu muzyków połączyło ze sobą elementy różnych ekstremalnych stylistyk metalowych, dorzuciło do tego pasjonującą grę skrzypka, fragmenty kojarzące się z flamenco i jazzem, a to wszystko dało niesamowitą miksturę brzmień. Pomysłów na tworzenie rozbudowanych i rozbuchanych w swojej formie tym kolesiom nie brakuje. Płytę zaczynają w 'norweskim' stylu, niczym starszy SATYRICON, po czym ze swobodą przechodzą w klimaty bliższe OPETH, ale w pewnym momencie pojawiają się skrzypce, a nawet wyciszona miniaturka zagrana na gitarze klasycznej, po czym znowu powracają do black metalu wzbogaconego o melodyczne gitarowe solo. Do tego growle, wrzaski i bardzo udane, czyste wokale. A wszystko to w ramach tylko jednego numeru zatytułowanego "Tapestry of the Starless Abstract". Pierwsze 12 minut i 5 sekund naprawdę powala! Dalej jest podobnie, ale to nie oznacza, że tak samo. NE OBLIVISCARIS zaskakuje woltami stylistycznymi i z lekkością przechodzi od ekstremalnego black metalu do prog metalu, zahaczając o fuzje innych klimatów. Świetnym tego przykładem jest trzeci na albumie "Of the Leper Butterflies", w którym rwący do przodu black metal łączy się z melancholią ANATHEMY, mocarną epickością OPETH, heavy metalowymi wręcz solówkami, a wokale oscylują między death'owymi growlami a śpiewem a la Mike Patton z FAITH NO MORE. Skrzypek też daje o sobie znać i jest w swoim partiach prawdziwym wirtuozem. Trochę niepotrzebnie rozwleczono tu instrumental "Forget Not", w którym dopiero gdzieś w połowie (około szóstej minuty) dołączają wokaliści, a czysty śpiew za bardzo trąci manieryzmem Jamesa LaBrie (DREAM THEATER). Na szczęście za chwilę panowie soczyście wymiatają norwesko-szwedzkim blecorem i robi się ogniście i gęsto od dźwięków. Ta gęstwina jest jednak na całym materiale czytelna w odbiorze, choć nie jest to płyta łatwa w odbiorze od pierwszego przesłuchania. Aby wyczaić te wszystkie wyśmienite basowe zagrywki, gitarowe smaczki i specyficzną melodykę należy wsłuchiwać się dobrze, bo słuchając tego wydawnictwa gdzieś w tle, przy akompaniamencie włączonego telewizora czy mytych garów w kuchni można przeoczyć wiele ;) Cieszy mnie, że powstają tak ambitne i w stu procentach muzyczne przedsięwzięcia, choć za każdym razem, gdy taka płyta się ukazuje, mam obawy czy zostanie należycie doceniona. Ja w każdym razie doceniam i zalecam do słuchania wszystkim nieobojętnym na bardzo twórczy i w dużym stopniu nowatorski metal.

ocena:  9/ 10

www.neobliscivaris.com


www.myspace.com/neobliviscaris


www.code666.net


www.auralmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót