| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX




URGEHAL - "Ikonoklast"

(CD 2009 / Season Of Mist Records)

Przypatruję się norweskiemu URGEHAL'owi od albumu "Atomkinder" z 2001 roku, który niesłusznie określono mianem debiutu (grupa działa od początku lat 90-ych i miała już wtedy na koncie dwa pełne krążki!). Z początku progresja ich dźwięków była, heh, delikatna i ograniczała się do osiągania coraz lepszego brzmienia. Dotyczy to "Through Thick Fog Till Death" z 2003 roku i wydanego trzy lata później "Goatcraft Torment". Minęły kolejne 3 lata i URGEHAL wylądował we francuskiej Season Of Mist Records, co przyniosło chyba jeszcze większy budżet na nagranie materiału i sprawiło, że horda dowodzona przez Enzifer'a oraz Trondr'a Nefas'a jeszcze bardziej okrzepła. Niektórym już to wystarczy, by oskarżyć ich o zdradę klasycznych prawideł rządzących black metalem. Ale pamiętać należy, że tak samo opluwano CARPATHIAN FOREST, który swego czasu użył klawiszy na "Defending the Throne of Evil", BELPHEGOR'a, który podpisał papiery z Nuclear Blast Records, a na naszym podwórku doświadczył niejednej plwociny ze strony zawistnych Polaków choćby BEHEMOTH. Nie dziwię się więc URGEHAL'owi, że skorzystał z okazji, bo miał chyba już dość nagrywania piwnicznie brzmiących (lub stylizowanych na takowe) albumów. Na "Ikonoklast" słychać każdy dźwięk: począwszy od wściekłych wokali, poprzez piłujące gitary i solówki (tak, są tu solówki!), mięsisty bas, aż po potężne bębny. Norweska ekipa nie traci na mocy, agresji, bluźnierczości i prostocie, ale brzmi bardziej czytelnie, a kawałki mają wyraziste linie melodyczne i zapadają w pamięć. Cały czas słyszalna jest w muzie URGEHAL "klasyczna Norwegia" z tymi charakterystycznymi akordami gitar, rytmiką wywodząca się w prostej linii od DARKTHRONE, a pośrednio też od CELTIC FROST, ale wszystko zostało lepiej zaaranżowane, a płyta wzbogacona o numery, które nie polegają wyłącznie na nieposkromionym i czysto zwierzęcym pędzie do przodu. Zdarzają się bardziej rozbudowane, dłuższe utwory pokroju ponad siedmiominutowych "The Necessity of Total Genocide", "Astral Projection To Rabid Hell" i "Holocaust In Utopia", a na koniec dostajemy ponad 9-minutowego kolosa o tytule "Sopor Necrosanctus". URGEHAL sięga po umiejętne spreparowane i wymieszane z black metalem elementy doom i black/thrash'u, przez co trwająca ponad 56 minut płyta nie nuży i nie powoduje niechęci po odsłuchania jej po raz kolejny. Norwedzy stali się po prostu profesjonalistami i po kilkunastu latach nagrali album, który podsumowuje ich dotychczasowe zmagania z ich własną niedoskonałością. Nie bójmy się tego powiedzieć - ekstremizm czasem wymaga poświęceń i niekoniecznie wynika z rzeczywistych pobudek, ale z braku umiejętności. Tu zaś mamy już w pełni dojrzały zespół, który już potrafi trzymać w ryzach pewną klarowną wizję, jak być bliżej osiągnięcia przemyślanego ekstremum.

ocena: 8/10
http://urgehal.com
www.myspace.com/urgehal666
www.season-of-mist.com
autor: Diovis




URFAUST - "Drei Rituale Jenseits des Kosmos"

(MCD 2008 / Debemur Morti Productions & Agonia Records)

Studium ludzkiego obłędu. Jakżeż wielu reżyserów, psychologów, psychiatrów, naukowców i malarzy próbowało zgłębić ten temat! Również muzycy podejmowali takie próby. I dalej będzie do tego dochodziło. URFAUST poczynił to w ubiegłym roku, gdy podchodził do nagrania swojego mini-albumu "Drei Rituale Jenseits des Kosmos". Dwaj holenderscy muzycy wywodzącego się z szeroko pojętej sceny black metalowej odrzucili pewne standardy i podjęli się zadania stworzenia trzech rytuałów. Patologicznych kompozycji zarejestrowanych jedynie przy pomocy głosu, perkusji i syntezatorów. Space rock, doom metal, suicidal black metal, dark ambient, el-muzyka... wszystkiego jest tu po trochu, a jednocześnie URFAUST wykracza poza te nurty. W pierwszym z nienazwanych utworów jest jeszcze bardziej typowo. Powolny rytm, klawisz imitujący przestrojoną gitarę i opętańczy wokal. Skrzyżowanie BURZUM z HAWKWIND i SKEPTICISM? Jak najbardziej! Nastrój obłędu sączy się z głośników, trans wdziera się w zakamarki duszy. W drugim znany poniekąd z GRIMM i ZWARTKETTERIJ pacjent o nicku IX zawodzi jak paranoik, rytm jeszcze bardziej akcentuje stan przerażenia i totalnej depresji. Ostatni z fragmentów to grobowy wokal na tle powykrzywianej melodyki snujących się syntezatorów. Następuje powolna, acz dobitna regresja, wchodzenie głęboko w całkowicie rozchwianą ludzką psyche. Czy będzie ciąg dalszy? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że URFAUST zdołał w dużej mierze zagłębić się w niedostępny maluczkim temat. Intrygujące 20 minut dźwiękowych eksploracji dla nielicznych.


ocena: 8,5/10
www.myspace.com/urfaustfans
www.debemur-morti.com
autor: Diovis




UFO - "The Visitor"
(CD 2009 / Steamhammer/SPV & Mystic Production)

Wiem, że wielu osobom UFO kojarzy się bardziej z latającymi spodkami z filmów science-fiction i reportaży na Discovery niż z zasłużoną hard rockową ekipą, której historia obfitowała we wzloty i upadki. Warto jednak wiedzieć, że od psychodeliczno-progresywnych początków, poprzez hard rockowe wątki przewijające się przez dużą część lat 70-ych, a głównie 80-ych UFO stawało się coraz bardziej rozpoznawalne przez pokolenie obecnych trzydziesto- i czterdziestoparolatków, a swego czasu grupa była bardzo, ale to bardzo popularna w Polsce. Grali u nas koncerty na początku lat 80-ych, na który to okres przypadają ich największe sukcesy. Potem bywało różnie, ale z krótkimi przerwami kapela przetrwała do dziś i ostatnimi czasy, wsparta świetnym, nieco młodszym od reszty gitarzystą Vinnie Moore'm wydaje się znowu wysoko podnosić głowę. Obecne UFO gra muzykę mocno zakorzenioną w hard rocku i blues rocku lat 70-ych, ale że panowie są w formie i przez lata połamali prawie wszystkie zęby na poznawaniu tajników rasowego grania, to nowy album jest bardzo solidną pozycją w ich dyskografii. Tych, którzy nie słuchali ich od lat zaskoczy to, że UFO brzmi tak bardzo "amerykańsko", a tych, co spodziewali się anemicznego grania starych ramoli zdziwi energia i żywiołowość bijące z tego albumu. Wokalista Phil Mogg ma wręcz ciekawszą barwę głosu niż kiedyś, nie można też powiedzieć, by wiek odcisnął piętno na grze perkusisty Andy Parkera i gitarzysty / klawiszowca Paula Raymonda. O świeższej krwi w UFO, czyli Vinnie Moorze już wspomniałem. Szkoda, że w nagraniach płyty nie uczestniczył basista Pete Way, bo mielibyśmy prawie oryginalny i na pewno jeden z najlepszych składów w historii tej brytyjskiej grupy. Słów kilka należy się jeszcze utworom z tego krążka. Na początek mamy dość zaskakujący, mocno przesycony bluesem "Saving Me", a dalej jest - można by powiedzieć - wzorcowo. Trochę klasycznego grzańska, trochę rzeczy nasyconych amerykańskim rockiem z lat 80-ych (np. WHITESNAKE'owskie "Stop Breaking Down"), nieco purplowskich klimatów ("On the Waterfront"), ponownie wpływy bluesa w postaci "Rock Ready" i "Living Proof", balladę "Forsaken" i ogniste, rock 'n rollowe "Villains & Thieves". Żadnych tanich chwytów, wtapiania się w nowe, krótkotrwałe mody. Po prostu rasowy rock na wysokim poziomie.

ocena: 7,5/10
www.ufo-music.info
www.spv.de
autor: Diovis


ULI JON ROTH - "Under a Dark Sky"
(CD 2008 / Steamhammer Records & SPV & Mystic Production)
Gitarzystów było wielu, niektórzy zapisali się do annałów rockowej bądź metalowej muzyki, inni zaś dłubią sobie gdzieś na uboczu i robią kawałek ciekawej muzyki. Starsi czytelnicy mogą kojarzyć ULI JON ROTH'a z jego gry w SCORPIONS w latach 1973-78. Potem poszedł swoją drogą, założył zespół ELECTRIC SKY, a po jego rozwiązaniu co jakiś czas wypuszcza kolejny solowy album. W latach 80-ych i 90-ych nagrywał kolejne materiały, w równej części nawiązujące do klasycznego hard rocka, jak i muzyki klasycznej. Z pewnym zaskoczeniem odnotowałem, że na "Under a Dark Sky" niemiecki gitarzysta jeszcze śmielej sobie poczyna z epickim tworzywem, bogatymi aranżacjami, chórami, orkiestrą i dopiero po przeczytaniu obszernie zreferowanej na stronie artysty historii koncepcji The Sky Orchestra uświadomiłem sobie, że ULI JON ROTH pozostaje wciąż człowiekiem nie do końca docenionym. To człowiek Renesansu - tworzy muzykę, udziela się na różnych koncertach pod szyldem "Legendy Rocka", maluje, pisze wiersze i wciąż pozostaje bardzo aktywny, chociaż jest już sporo po pięćdziesiątce. Najlepszym i najbliższym nam przykładem, jak twórczy i zaangażowany jest w to, co robi, jest właśnie najnowsze dzieło pod tytułem "Under a Dark Sky". Prace nad tą płytą trwały kilka lat i to słychać. Każdy szczegół jest dopracowany, całość jest przemyślana i bogata w przeróżne smaczki oraz rozwiązania. Wiadomo jednak, że po fakcie nagrania płyt z symfonikami przez dużą część rockowych kapel patrzy się na takie klasyczno-rockowe przedsięwzięcie już inaczej, bardziej krytycznie. Wbrew pozorom, że w centrum uwagi stoi ULI JON ROTH, nie epatuje on non-stop brzmieniami swojej innowatorskiej sześciooktawowej gitary, która przez większą część płyty stanowi element harmonijnej całości ze smyczkami, za które odpowiada specjalnie wybrana przez twórcę grupa ludzi zebranych pod szyldem Sky Orchestra. Na płycie znajdą dla siebie coś zarówno fani starego hard rocka (środkowa część albumu), mariażu rocka z klasyką (12-częściowa suita "Tanz In die Dammerung"), ale także miłośnicy Ritchie Blackmore'a (zbliżony styl komponowania), THERION czy nawet DIRE STRAITS (spokojniejszy "Stay In the Light"). Za wokale w tych bardziej rockowych kawałkach odpowiada śpiewający ongiś z Yngwie Malmsteen'em Mark Boals, w kilku numerach główną wokalistką jest Liz Vandall (ex-SAHARA), nie brakuje jednak i akcentów operowych, za które odpowiada Sky Choir oraz poszczególni soliści tegoż chóru. Możliwe, że Under a Dark Sky" jakoś szczególnie nie przejdzie do historii muzyki, ale wszyscy, którzy cenią sobie muzykę do kochania się, słuchania lub wypoczynku mogą śmiało zaopatrzyć się w to wydawnictwo. A nuż im się spodoba i zechcą sięgnąć po pozostałe rzeczy stworzone ręką mistrza ULI JON ROTH'a...
ocena: 7/10
www.ulijonroth.com
www.spv.de
autor: Diovis


UNSUN - "The End of Life"
(CD 2008 / Century Media Records & Mystic Production)
Z całym szacunkiem dla Mausera - jego gra w VADER przyniosła sporo radochy wszystkim maniakom klasycznego death metalu i nie wiem co musiało się zdarzyć, że postanowił porzucić intratny angaż w tym bandzie i stworzyć UNSUN. Można gdybać, że zmęczył się już szybkim graniem i nadmiarem koncertów, albo zapragnąć sprawdzić się w innej stylistyce lub że chciał zabłysnąć jako odkrywca nowych talentów, a takim w jego mniemaniu jest zapewne wokalistka (a prywatnie żona Mausera) Aya. Można snuć domysły, ale najlepszym wskaźnikiem o co tak naprawdę chodzi jest debiut UNSUN pt. "The End of Life". Otwiera go przebojowy i chwytliwy "Whispers", który ma potencjał na stanie się hiciorem granym przez muzyczne telewizje, ale już tu można by podejrzewać, że walory artystyczne tej płyty nie są najważniejsze. Co z tego, że to dopiero pierwsza odsłona UNSUN, jeśli za grosz w tym utworze oryginalności? Dalej jest podobnie - kolejne kawałki przemykają jeden za drugim, są standardowo melodyjne, śpiewa wokalistka, grają muzycy, czasem jest mocniej i prawie nu-metalowo, czasem trochę spokojniej (np. "Face the Truth", "Memories"), a mnie wciąż nurtuje pytanie dlaczego tak utalentowany muzyk stworzył kawałki na poziomie może tych lepszych zespołów z gotycko-metalowego świata, ale nie różniących się od nich ani na jotę? Aya dysponuje czystym głosem, ale w moich uszach niewyszkolonym na tyle, by przykuwał uwagę, linie melodyczne operują banałem i często, niestety, monotonią, a elektronika, choć nie dominująca, to nie odbiega od tego, co proponują przeróżne europejskie zespoły z kręgów gotyckich. Wyróżnikiem całości mogą być jedynie nielicznie, acz smakowite solówki Mausera, lecz to za mało, by uznać UNSUN za objawienie czy kolejny eksportowy produkt z naszego kraju. Podobnie grają choćby MORTAL LOVE (taki "On the Edge" równie dobrze mógłby znaleźć się na którejkolwiek z płyt tego zespołu), LEAVES EYES czy SIRENIA, a to za mało, by znaleźć odbiorców spoza środowiska, który "łyka" w całości wszystkie goth-metalowe "sensacje" z Napalm Records. Dobra robota, ale nic poza tym.
ocena: 4/10
www.myspace.com/unsunmusic
www.centurymedia.com
autor: Diovis


URN - "Soul Destroyer"
(CD 2008 / Dynamic Arts Records & Foreshadow Music)
Czternaście lat na scenie. Zaledwie trzy albumy na koncie. Zapewne niewielu o ich istnieniu wie. No szkoda, chciałoby się powiedzieć. Z drugiej strony ci trzej Finowie sami niezbyt garną do wielkiej sławy jak ich niektórzy rodacy. Pitolą oldskulnie i brzydko, co dla niedzielnego słuchacza w zupełności wystarczy aby odrzucić twórczość URN niejako z zasady. Ładnych melodyjek tu nie ma, brzmienie brudne, sporo siary i samo piekło. W pas kłania się baaardzo dawna sztuka grania thrashu. Myślę, że wskazanie baaardzo starego SODOM będzie na miejscu. Do tego szczypta VULCANO, SARCOFAGO, VENOM, może nawet troszkę z POSSESED się tu znajdzie. I w takich oto proporcjach przedstawia się "Soul Destroyer". Materiał jest świetnie "rozłożony w czasie". Panowie nie boją się tu i ówdzie zwolnić, troszkę pokombinować. Dzięki czemu na zasypianiu się nie przyłapałem. Czyli wszystko w jak najlepszym porządku. Do tego wspomnę, że w kapeli udziela się na chwilę obecną Sulphur z trochę bardziej znanego BARATHRUM. Niegdyś w składzie było więcej członków tej kapeli. Jednak podobieństw do tamtego tworu nie wyłapałem.
ocena: 8/10
www.urn666.com
www.myspace.com/urnmetal
www.dynamicartsrecords.com
www.foreshadow.pl
autor: Narmer


UNLEASHED - "Hammer Battalion"
(CD 2008 / Stemahammer Records & SPV & Mystic Production)
Premierom nowych krążków takich kapel jak UNLEASHED, DISMEMBER czy ENTOMBED towarzyszy mi dreszcz emocji. Pełen uznania dla twórczości tych wielkich bandów, staram się studzić swoje emocje przed premierowym wysłuchaniem ich nowych dokonań. Ostatnia płyta UNLEASHED "Midvinterblot" bardzo przypadła mi do gustu, więc byłem niezmiernie ciekaw, czy na "Hammer Battalion" będą w stanie utrzymać wysoki poziom swego poprzednika. Jakże wielka radość wypełniła mą duszę, kiedy okazało się, że nowe dzieło Szwedów jest jeszcze bardziej doskonałe.. UNLEASHED niszczy! "Hammer Battalion" to jedna z najlepszych pozycji w ich dyskografii. Oni są jak dobre wino, im starsi tym lepsi, a ich muzyka "smakuje" nad wyraz znakomicie. Chyba tylko głuchy nie jest w stanie stwierdzić wzrostu ich formy od wydania "Sworn Allegiance" w 2004 r. Jestem pełen podziwu dla ich kreatywności. Nie łatwo jest nagrywać tak dobre albumy nie wychodząc poza swój własny, charakterystyczny styl grania wypracowany przez wiele długich lat. Na "Hammer Battalion" znajdziecie wszystko co najlepsze w twórczości kwartetu z Kungsängen, tj. potężną moc, energię i ten niepowtarzalny bitewny zgiełk, który potrafią zakląć w dźwięki. Chyba nie ma na całym świecie fana, który oczekiwałby od zespołu nagłej zmiany muzycznej ścieżki? UNLEASHED to czysty pieprzony death metal starej szkoły i jestem pewien, że tak pozostanie do końca ich dni. Jakość ich muzy zależy tylko i wyłącznie od świetnych lub kiepskich pomysłów, które zostają zamienione na dźwięki. Zapewniam Was, że tych pierwszych znalazło się na "Hammer Battalion" co nie miara. Każdy kawałek na tej płycie posiada odpowiednią moc, uderzając w człowieka z siłą młota. Każda zwrotka absorbuje, a refreny dają potężnego kopa, nie pozwalając pozostać bez ruchu. Nie usłyszałem na tej płycie żadnego słabego, czy niepotrzebnego riffu. UNLEASHED to zbyt doświadczony batalion, by popełnić jakiś niewłaściwy aranż. Utwory zostały zbudowane po prostu zawodowo. Nie zabrakło również świeżych rozwiązań, jak choćby wręcz black metalowe patenty w utworze "Black Horizon". Liryki na nowym albumie poruszają kwestie, które fani kapeli kochają najbardziej. Jest w nich Odyn, Thor, jest rzecz o Valhalla, niezwyciężonych wojownikach, a nawet kilka na temat tego, który narodził się w Betlejem. Komentarz do tekstów znajdziecie w książeczce do płyty, które napisał oczywiście Johnny Hedlund, więc nie będę rozwijał się na ich temat. Nie pozostaje Wam po prostu nic innego jak odpowiedzieć na zawołanie zawarte w kawałku tytułowym: "Join To the Battalion Unleashed"!!! Czy macie wątpliwości jakiego dokonać wyboru?
ocena: 9,69/10
http://www.myspace.com/666unleashed
http://www.unleashed.se/hammer/index.php
http://www.spv.de
www.mystic.pl
autor: Warzych


UNEARTHLY TRANCE - "Electrocution"
(CD 2008 / Relapse Records)
Relapse Records zawsze się lubowało w muzyce łączącej współczesny ekstremalny metal i "zadymioną" psychodelię praktykowaną od czasów wczesnego PINK FLOYD. Przypominam o tym nieprzypadkowo, bo trwa to od lat, a nie każdy zauważył, że takie MASTODON nie wypadło spod - nomen omen - kaczego ogona. MASTODON przygarnęła do siebie większa firma płytowa i cisza w Relapse niejako zapadła, więc nadszedł czas dla takich formacji, jak MINSK czy UNEARTHLY TRANCE właśnie. I gdyby porównywać obie rzeczone formacje, to ta pierwsza poszła o wiele dalej niż ta druga. Ale to tak nawiasem mówiąc, bowiem druga ze wspomnianych trwa uparcie w bardziej klasycznym ujęciu tematu i też niewiele mniej drogi ujechała, by osiągnąć efekt totalnego ciężaru i wspomnianego już "zadymienia" oparami podejrzanego "zioła". UNEARTHLY TRANCE korzysta z możliwości, by dopatrzyć swojej szansy w korzystaniu z dziedzictwa tak BLACK SABBATH, jak również nowszych kapel, które czerpią całymi garściami z tradycyjnego doom'u zwanego obecnie w swojej nowej formie sludge-core'm, ale pozerkując też tu i ówdzie po bokach całej historii grania opartego na masywnych formach i miażdżących gitarowych riffach (prawie dosłowny cytat z "The Return of the Beautiful" MY DYING BRIDE w "The Dust Will Never Settle"). Wokalista pokrzykuje desperacko, utwory zapuszczają się czasem w transową jazdę w nieznane, a rytm tu i ówdzie skłania do pomachiwania głową lub beztroskiego przytupu nóżką. Tak właśnie przedstawia się "Electrocution", które nie powala może oryginalnością, ale na pewno nie będzie rozczarowaniem dla wszystkich doom-maniaków, fanów NEUROSIS i takich co sobie lubią "coś przykurzyć".
ocena: 7/10
www.relapse.com
www.unearthlytrance.com
autor: Diovis


UNDERDARK - "Demo 2007"
(Demo-CD 2007)
Tego zespołu nie współtworzą debiutanci, pomimo że jest to pierwsze oficjalne dokonanie pod tym szyldem. UNDERDARK tworzą między innymi muzycy zapomnianych już nieco ekip z Przemyśla: BLEEDING ART oraz BORGMESTER DAHL. Tych pierwszych pamiętam dość dobrze, bo w każdym liście od któregoś z moich rozlicznych korespondentów znajdowało się choć kilka papierowych flyerów reklamujących tę kapelę, a ponadto dostałem od nich kasetę demo, natomiast tych drugich kojarzę już tylko z nazwy. Jako więc, że ci muzycy to nie ułomki i grać potrafią, to strona muzyczna ich debiutu nie sprawia wrażenia nieudacznej, a wręcz przeciwnie - nie można się tu za bardzo do czegokolwiek doczepić. Jest spora dawka brutalizującego death metalu, techniczne zagrywki a la DEATH, sporo zmian tempa, odpowiednio punktująca sekcja rytmiczna i przepisowe wokale. Nawet jeśli wszystko gdzieś się słyszało, to tych pięciu numerów można słuchać kilkukrotnie i nie nudzą się. Od strony brzmieniowej jest już nieco gorzej, ale to przecież demo i nie można wymagać, by UNDERDARK miał sound jak na przykład kapele z pierwszej ligi "śmiertelnego" metalu, choć powszechnie wiadomo, że fani oczekują wraz z porządnym kawałkiem muzy mocy, mocy i jeszcze raz mocy. Na to przyjdzie jeszcze czas, o ile oczywiście przemyska załoga będzie miała dużo cierpliwości, siłę przebicia, trochę szczęścia i zainwestuje czas oraz kasę w to co robi.
ocena: 7/10
www.underdark.pl
www.myspace.com/underdarkdeathmetal
autor: Diovis


USER NE - "Atropa Natura"
(CD 2006 / Dark Symphonies Records & Pagan Records)
"Atropa Natura" hiszpańskiego USER NE to propozycja dla fanów melanżu muzyki folk i metalu. Połączenie tych dwóch, jakże odmiennych gatunków, tylko pozornie wydaje się proste. Potrzeba naprawdę świetnego wyczucia muzycznego, by z połączenia tychże stworzyć atrakcyjne dzieło. USER NE ta sztuka udała się połowicznie. Na trzecim długograju Hiszpanów znalazły się dwadzieścia dwa utwory wybrzmiewające przez ponad godzinę. Objętość krążka to jego podstawowa wada. USER NE nagrali całą tonę pomysłów, co świadczy o dużej kreatywności zespołu. Mogli jednak z części z nich zrezygnować i więcej uwagi poświęcić aranżacjom. Czterdzieści minut muzyki byłoby dawką optymalną. Estetyka prezentowana przez grupę wymaga dużej uwagi i pracy. Zupełnie niezrozumiały jest dla mnie fakt opublikowania utworu "Temptation of Belief", opartego na elektronicznym rytmie.
Kawałek jest krótki, ale po jaką cholerę znalazł się na płycie? Kolejny charakteryzuje się teatralnym klimatem i ma się do swego poprzednika jak pięść do oka. Rozumiem, że kapela ma dużo do powiedzenia, ale umiar często jest bardziej wskazany niż przesadne eksponowanie swych pomysłów. USER NE to bardziej zespół folk niż metal. Elementy metalowe są dopełnieniem całości i notabene w ogóle mnie nie przekonują. Charakterystycznego klimatu kompozycjom nadają wokalizy w języku ojczystym muzyków. Anglojęzyczne partie stanowią wyjątek. Spory niedostatek stwierdzam w umiejętnościach wokalnych muzyków. Zarówno growling, jak i "czyste" śpiewanie pozostawia wiele do życzenia. "Broni się" jedynie wokalistka Pantaraxia. Brakuje tej płycie spójności. Rozdrobnienie aranżacyjne powoduje moją dezorientację i znużenie. Propozycja tylko dla fanów gatunku.
Ps. Obejrzyjcie koncertowe foty grupy. Prawdziwe zabójstwo :). Link poniżej.
ocena: 4/10
www.userne.net
www.myspace.com/userneband
www.darksymphonies.com
autor: Warzych


UNREAL OVERFLOWS - "Architecture of Incomprehension"
(CD 2006 / Xtreem Music)
Hiszpania to przede wszystkim kraj bogaty w piękne pejzaże, plaże, wino i gorące kobiety oraz znakomite futbolowe drużyny z Realem Madryt i FC Barcelona na czele. Potęgą metalowego grania ten kraj nigdy nie był i zapewne nie będzie, jednak od czasu do czasu pojawia się jakiś mniej lub bardziej ciekawy zespół z tego gorącego kraju. Jednym z tych zespołów jest UNREAL OVERFLOWS, który w maju bieżącego roku zadebiutował w barwach rodzimej Xtreem Music płytą "Architecture of Incomprehension". Nie jest to zły album. Jak na debiut powiedziałbym, że bardzo przyzwoity. Posiada jednak jedną, bardzo poważną wadę. W swej ogromnej części jest wariacją na temat wspaniałej twórczości Chucka Schuldinera. Podobieństwa do DEATH są bardzo wyraźne. Fascynacje fascynacjami, ale własny pomysł na muzykę to sprawa najwyższej wagi. UNREAL OVERFLOWS to młody zespół, dopiero z czteroletnim stażem oraz jedną płytą w dorobku, więc wszystko przed nimi. Umiejętności i potencjał posiadają ogromny. Powiem więcej, UNREAL OVERFLOWS to już dziś dobry i ciekawy zespół, jednak pozbawiony własnej tożsamości. Znikome pierwiastki własnego grania można usłyszeć, jednak to zdecydowanie za mało by już dziś określić ich mianem nadziei sceny metalowej. Nie pozostaje nam nic jak tylko poczekać na kolejne dokonania zespołu, wszak jak powszechnie wiadomo czas jest najwyższym sędzią. Kto lubi dwie pierwsze płyty SCEPTIC, płyty ANATA lub inne techniczne, a zarazem melodyjne metalowe kapele, ten nie poczuje się zawiedziony zawartością "Architecture of Incomprehension" i może śmiało zaopatrzyć się w ten album.
ocena: 6/10
www.unrealoverflows.cjb.net
www.xtreemmusic.com
autor: Warzych


UNLEASHED - "Midvinterblot"
(CD 2006 / SPV/ Steamhammer)
To się po prostu w głowie nie mieści. Nie wiem, naprawdę nie wiem w jaki sposób, nie narażając się na śmieszność albo co najmniej sztampę, oddać wielkość nowego dzieła UNLEASHED. Być może niejeden z was uśmiechnie się i pokręci głową, niejeden prychnie i wzruszy ramionami, ale bez względu na jakąkolwiek reakcję, twardo i bez ogródek przyznam: to kopie!!! Tak, tak, proszę państwa, wiem, że zwrot ten nie jest niczym innym jak nudnym i oklepanym frazesem, jednakże nic bardziej sensownego do łepetyny w chwili obecnej mi nie przychodzi, a nowy krążek drużyny pod wodzą zwalistego Johnny'ego po prostu nie zasługuje na to, aby powiedzieć o nim tylko tyle, że jest dobrą death metalową płytą. Odkąd dowodzona przez blond grubasa wataha powróciła cztery lata temu na dobre do świata żywych, możliwości zaprezentowane na "Hell's Unleashed" oraz zarejestrowanym po dwóch kolejnych zimach "Sworn Allegiance", dobitnie poświadczyły fakt, iż mające miejsce blisko dekadę wstecz zmęczenie materiałowe, które zaowocować mogło tylko (niestety) uraczeniem świata gniotem pokroju "Warrior" było czymś zupełnie oczywistym, toteż dłuższy urlop był dla grupy jak najbardziej wskazany. Dziś, kiedy UNLEASHED proponuje nam trzeci od momentu przebudzenia, a jednocześnie ósmy w swojej długiej historii kawałek holocaustu w jeszcze lepszym i tym samym w jeszcze niebezpieczniejszym wydaniu niż szczególnie jego dwaj zrodzeni już w nowym życiu i entuzjastycznie przyjęci przez masy poprzednicy, wydawać by się mogło, iż kilkuletni niebyt wpłynął na zespół świetnie do tego stopnia, że wróciwszy z żądzą zabijania dźwiękiem, może przechodzić tylko jedną ewolucję - ku brutalności. "Midvinterblot" potwierdza to w całej rozciągłości, gdyż jedyne zjawiska jakie przychodzą mi na myśl, kiedy chcę z czymś porównać tę płytę, to trzęsienie ziemi w San Francisco, bombardowanie Drezna, fale tsunami czy huragan Catrina. Nie wiem, na ile przekonujące są moje zapewnienia, jeśli jednak wciąż jeszcze macie wątpliwości i uważacie moje porównania za buńczucznie przesadne, spiszcie na wszelki wypadek testamenty, a potem kupcie ten krążek i na własnych skórach przekonajcie się, że nowy long Szwedów rąbie po pysku niczym Max Schmelling, Mike Tyson i Andrzej Gołota w jednym, przez co zejście ze skutkiem śmiertelnym albo już co najmniej chirurgia szczękowo - twarzowa, to rzeczy więcej niż pewne. 46 minut z kawałkiem, składające się na zawartość niniejszego krążka, od początku do końca po trzykroć miażdży swoim ciężarem, rozpruwa niczym piła tartaczna, tudzież zgniata czaszkę niczym skorupkę jajka. Nieważne, czy słuchacie "Blood Of Lies", "We Must Join With Him", ,,Midvinterblot", "Triumph of Genocide", ,,Psycho Killer", ,,Age of the Warrior" czy ,,Loyalty And Pride", nieważne, czy ci brutale prują na oślep z prędkością pocisku V-2, zapieprzają podług tradycyjnego szwedzkiego umpa-umpa czy też maszerują niczym hordy barbarzyńców, aby po chwili z upiornym wyciem rzucić się na wroga, aby go bezlitośnie siec i mordować... To wszystko nie ma absolutnie żadnego znaczenia, gdyż wszystkie 15 aktów zniszczenia, które przy odrobinie dobrej woli nazwać można utworami, zieje prawdziwą death metalową nienawiścią, nie pozwalając ani przez chwilę wątpić, że mamy do czynienia z czystą szwedzką stalą najwyższej jakości. To nic, że brzmienie dzisiejszego UNLEASHED różni się lekko od kojarzonych zawsze z najlepszym obliczem tegoż zespołu wczesnych soundów zbrodniczych dzieł hordy wodza Hedlunda - możliwości Chrome Studios, a tym samym umiejętności produkcyjne Fredrika Folkare, pełniącego nota bene funkcję gitarzysty kapeli, potrafiły nadać albumowi brzmienie drapieżne, zębiasto - pazurzaste, nie pozbawione oczywiście nienagannej czytelności, w związku z czym wypada mieć przyprawiającą o drżenie z trwogi nadzieję, że przyszłość zrodzi jeszcze okrutniejszy i jeszcze brutalniej brzmiący pomiot naszej ukochanej czwórki czcicieli Odyna. Co my tu jednak mówimy o przyszłości, ważne, że na dzień dzisiejszy mamy "Midvinterblot", mogąc delektować się czystą nordycką rzezią, ile tylko czarna dusza zapragnie... Strach pomyśleć co to będzie, gdy już na dniach Johnny i Co. załadują dupska na pokład drakkaru i zapraszając na pokład również kamratów z GRAVE, DISMEMBER i ENTOMBED, ruszą na łupieską wyprawę po Europie, wypróbowując swoje świeżo wykute miecze na jej bezradnych mieszkańcach i puszczając zapewne wszystko z dymem, co tylko napotkają na swoim szlaku. Śmierć jest blisko, czas nadstawić karku.... Straszna śmierć, ale piękna to śmierć, gdy się jest zabijanym orężem o nazwie "Midvinterblot". Miecze i topory w dłonie! Do ataku! Valhalla Awaits!!!
ocena: 10/10
www.unleashed.se
www.spv.de
autor: Mikołaj "Manstein" Kunz


UNMOORED - "Indefinite Soul-Extension"
(CD 2003 / Code666 & Foreshadow Productions)
UNMOORED to kapela dowodzona przez Christiana Älvestama, bardzo aktywnego muzyka, udzielającego się w wielu bandach, m.in.: INCAPACITY, SCAR SYMMETRY. "Indefinite Soul-Extension" jest trzecim krążkiem w dyskografii UNMOORED. Po wysłuchaniu kilkunastu dźwięków z tej płyty z łatwością można zauważyć, że muzyka jest dziełem ludzi doświadczonych i potrafiących komponować oraz grać na instrumentach. Metal w wykonaniu Szwedów emanuje energią i szczerością przekazu. Słychać, że numery zostały skomponowane ze swobodą i są następstwem naturalnej potrzeby muzyków, a nie sztuką dla sztuki.. Owa swoboda kompozycyjna powoduje, że słucha się tego albumu z nieodpartą przyjemnością. Na atrakcyjność dźwięków wpływa złożona, bardzo ciekawa melodyka, niebanalna, podszyta soczystym brzmieniem, nie ociekająca lukrem, lecz wykrzywiająca gębę jak cytrynka zagryziona po głębszym łyku tequili. "Indefinite Soul-Extension" jest płytą obfitą w dźwięki, wykreowaną za pomocą bogatej palety muzycznych barw oraz znakomicie zaaranżowaną. Ekstremalne, szwedzkie death metalowe granie, prog-metalowe pejzaże, post black metalowa rytmika, oszczędny, podkreślający klimat kompozycji klawisz, występują w idealnej symbiozie! Również partiom wokalnym nie można postawić żadnego zarzutu. Kiedy ma być ekstremalnie - jest agresywny growl, kiedy ma być łagodnie - pojawia się czysty śpiew, który bardzo kojarzy mi się z wokalnymi dokonaniami Dana Swanö. W zasadzie cały album podobny jest do twórczości EDGE OF SANITY. Myślę, że właśnie ten zespół jest najlepszym punktem odniesienia do tego co znalazło się na "Indefinite Soul-Extension". Jeżeli masz, Drogi Czytelniku, tak wielką słabość do muzyki EDGE OF SANITY jak ja, nie ma możliwości, żeby muzyka UNMOORED nie przypadła Tobie do gustu. Jeżeli jesteśmy przy porównaniach, dorzuciłbym jeszcze dokonania OPETH, które zostały zawarte na ich trzech pierwszych płytach, do których również blisko UNMOORED. Obecnie klimatów takich jest jak na lekarstwo, więc tym bardziej ujęła mnie ta płyta. Lubię takie dźwięki podane w tak atrakcyjnej i zawodowej formie. Świetny krążek, którego trzeba słuchać, bo dobrej muzyki nigdy za wiele.
ocena: 8/10
www.unmoored.com
www.code666.net
www.foreshadow.info
autor: Warzych


UZIEL - "Long Perished Rebels"
(Promo-CD 2006)
Latem, roku pańskiego 2000 na Górnym Śląsku powstał zespół UZIEL. Inicjatorami stworzenia kapeli byli Łukasz Szubert (gitara) oraz Darek Bugla (klawisze). Po czterech latach działalności zespół ukazał swe oblicze na swym materiale demo pt.: "An Empty Shell". Na przełomie stycznia i lutego bieżącego roku dokonał rejestracji swych nowych pomysłów na potrzeby promo CD "Long Perished Rebels", na którym znalazło się pięć kompozycji: "Killed & Rotten", "Death By Burning", "Weak", "Forever With You" oraz nowa wersja utworu z debiutanckiego demo - "Falling (in love with a piece of smoked pork)". Muszę stwierdzić jednoznacznie, że panowie z UZIEL czas w studio spędzili efektywnie, a rezultat końcowy ich pracy jest naprawdę satysfakcjonujący. Najnowsze dokonania zespołu są o wiele ciekawsze od nudnego "An Empty Shell", a progresja twórcza bardzo wyraźna. Podoba mi się nieszablonowość muzyki UZIEL pomimo wykorzystania sprawdzonych i nienowatorskich rozwiązań kompozycyjnych. Na płytce usłyszycie deathowy ciężar, post blackową rytmikę oraz ciekawe i inteligentne klawiszowe tła. Cechą wspólną wszystkich utworów jest niebanalna melodyka. O atrakcyjności muzyki UZIEL decyduje aranż. Słychać wyraźnie, że kawałki zostały skomponowane ze swobodą i lekkością, co sprawia, że odsłuch "Long Perished Rebels" jest nadzwyczaj przyjemny. Zespół brzmi odmiennie od większości polskich bandów. Postrzegam ten fakt jako atut twórczości UZIEL. Na ową odmienność ma niewątpliwie wpływ produkcji nagrań w p.w.m.ch.ś. studio, jakże innej od tych znanych z renomowanych przybytków krajowych. Naprawdę świetna robota! Ciekawym zabiegiem aranżacyjnym jest poprzedzenie kawałków fragmentami dźwiękowymi z filmów "Elizabeth" i "Unforgiven". Zabieg ów wykonano z dużym wyczuciem, idealnie kompilując z utworami. Płyta zawiera również prezentację multimedialną, która została znakomicie przygotowana. Zawiera ona informacje o poszczególnych członkach zespołu, muzę z "An Empty Shell", video z koncertu, fotki, teksty, biografię oraz podziękowania. Bardzo atrakcyjna rzecz, szczególnie dla celów promocyjnych. Brawo panowie!.
Mając na uwadze wszystko co powyżej napisane, biorę UZIEL pod lupę. Zespół rozwinął żagle i obrał dobry kurs. Jeżeli wystarczy im determinacji i energii do pracy, mogą dopłynąć naprawdę daleko...
ocena: 6,69/10
www.uziel.metal.pl
autor: Warzych


URGEHAL - "Goatcraft Torment"
(CD 2006 / Agonia Records)
Od wydania poprzedniego albumu tej kapeli minęło już trochę czasu. Był to materiał znakomity, więc czekałem cierpliwie na kolejna płytę. Jaki jest nowy materiał? Mnie osobiście wbił w ziemie. Po pierwsze produkcją. Płyta brzmi świetnie i czerpie z najlepszych norweskich wzorców. Muzyka URGEHAL mocno osadzona jest w tym co grało się w Norwegii na początku lat 90-ych. Kapela zresztą nigdy nie ukrywała swoich fascynacji i chwała im za to. Płyta "Goatcraft Torment" to nieco ponad 52 minuty Satanic Black Metalu. Płyta bezkompromisowa w każdym calu. Czyste zło, czerń, nienawiść i bluźnierstwo. Pomimo dość sporej długości, materiał nie nuży. Jest to zasługa bez wątpienia dość chwytliwych riffów, materiał bardzo łatwo wpada w ucho i pozostaje tam dość długo. Płyta jest intensywna, pozbawiona bezużytecznych ozdobników, czysta rzeź niewiniątek, hehe. Prawdziwy, czysty, wierny korzeniom black metalowy krążek, który z takimi killerami jak otwierający materiał tytułowy "Goatcraft Torment" czy kolejno "Antireligious", "Dodsmarsj Til Helvete", nieco darkthronowski "Gathered Under The Horns" oraz "Et Steg Naermere Lucyfer" może przejść do kanonu gatunku, a już na pewno jest moim kandydatem do płyty roku w kategorii black metal. Nie pozostaje mi nic innego, jak wystawić notę, a ta może być tylko jedna.
ocena: 9,5/10
www.agoniarecords.com
autor: sThor


URKRAFT - "The Inhuman Aberration"
(CD 2006 / Earache Records & Mystic Production)
Duński URKRAFT i jego drugi pełny album "The Inhuman Aberration", panowie z tej kapelki na zdjęciu prezentują się nieco jak kolesie z IN FLAMES, może to zasługa zielonych koszul...?
W muzyce na szczęście nie znajduję kopii IN FLAMES, chociaż są momenty, w których skojarzenia same się nasuwają. URKRAFT kombinuje w klimatach death/thrash, chwilami zahaczając o grind. Jest szybko, z małą dozą brutalności i na osłodę odrobinę melodyjności. W czołówce oczywiście wokal i młócące gitary, w tle odbija się echo klawiszowych partii, które w zasadzie nie wiem czy są tutaj niezbędne. Materiał zbiera dość dobre recenzje, co nie dziwne, bo nagrany jest technicznie na wysokim poziomie. Może nie zabija i nie niszczy jak niektóre płyty w tym gatunku, ale swoich zwolenników ma. Na pewno po jednym czy dwóch przesłuchaniach nucić go nie można, ale po kilku, czemu nie... ;) "The Inhuman Aberration" to ponad 40 minut muzy, kombinacji thrash'owo-death'owej, z trochę nu-metalowymi zagraniami. Gościnnie na płycie zaśpiewał w dwóch kawałkach Karl z duńskiej grupy MERCENARY.
ocena: 7/10
www.urkraft.dk
autor: Trinity


URSKUMUG - "Am Nodr"
(CD 2006 / Ledo Takas Records)
A to ci niespodzianka! No bo kto do tej pory słyszał o takim dziwactwie jak URSKUMUG? Łapki w górę! Cosik milczycie, więc czym prędzej z pewną taką ekscytacją przejdę do meritum sprawy, czyli opisu drugiego wydawnictwa tej pochodzącej z Łotwy hordy. Pierwszą był CDR "Pareja" wydany własnym sumptem przez muzyków, więc siłą rzeczy tylko nieliczni mieli szansę to poznać. Wraz z dołączeniem do skromnej, ale zżytej z sobą familii kapel związanych z litewską Ledo Takas Records szansa na zapoznanie się z ich twórczością z pewnością wzrośnie. A przynajmniej powinna, bo na jałowej, choć produkującej setki bylejakich kapel blackmetalowej scenie narodziło się zjawisko nadzwyczaj oryginalne, a przy tym nie bawiące się w kompromisy. Paradoksalnie, pomimo, że Łotysze nie idą tropem takiej czy innej norweskiej grupy zespołów (czytaj: np. DARKTHRONE czy GORGOROTH), ich pokręcona, cholernie mroczna i nacechowana innowatorstwem muza powinna trafić nawet do najbardziej zatwardziałych zwolenników surowego black'u, ale też do poszukiwaczy rzeczy nowatorskich w muzycznej ekstremie. Wszystko to dzięki temu, że nawet jeśli inkorporują do swoich dźwięków dziwne sample, przeskakują z jednego bieguna tego gatunku w inny (czytaj: gwałtowne wolty od MAYHEM do ABORYM), to "Am Nodr" jest diabelnie bezkompromisową płytą, która mnie osobiście wbija w ziemię jak przykładowo split LEVIATHAN/SAPTHURAN. Jakichkolwiek przymiotników tu używać (psychodeliczna, chora, plemienna, odrażająca), ta muza oddaje ducha prawdziwego do szpiku kości black metalu. A pomimo tego jest w niej tyle różnych nieoczekiwanych pomysłów, które mogłyby wypełnić wiele, naprawdę innych krążków i podczas, gdy niektóre z nich ma się ochotę wyłączyć już podczas drugiego utworu, ten album ma się ochotę przesłuchiwać wiele razy i za każdym razem odnajduje się coś nowego. Jeśli ktoś twierdzi, że na gitarach odegrało się już wszystko, co możliwe, grubo się myli. Krauklis i Maero musieli chyba zakatować swoje instrumenty podczas nagrywania tych siedmiu utworów (nie licząc eksperymentalnego intro), bo to, co z nimi wyczyniają takie właśnie sprawia wrażenie. Uzyskali przy tym niesamowite rezultaty, które w połączeniu z odpowiednio dawkowanymi klawiszami, chorymi wokalami i klimatem całości po prostu urywają głowę, jaja i pozbawiają możliwości uzyskania równowagi, gdy już wycichną ostatnie tony "Mother of Halfworld". Inaczej tego nie potrafię określić, bo najzwyczajniej w świecie cieszę się, że są jeszcze muzycy z taką wyobraźnią, którą w dodatku potrafią odpowiednio wykorzystać i przelać to w dziwaczne, fascynujące i wizjonerskie dźwięki jakby nie z tej planety, a to już sztuka nie lada. Poszukajcie "Am Nodr" z logo URSKUMUG, a nie pożałujecie! PS. Okładka, mimo prostoty, jest porażająca i przerażająca.
ocena: 9/10
www.ledotakas.net
www.urskumug.lv
autor: Diovis


UMBRA NIHIL - "Gnoia"
(CD 2005 / Firedoom Music)
UMBRA NIHIL to kapela pochodzącą z północnej Finlandii, która swoje poczynania na scenie muzycznej rozpoczęła w 2000 roku, jest więc stosunkowo młoda. "Gnoia" to można powiedzieć ich pierwsza pełna płyta. Wcześniej wydali demo oraz split z AARNI. UMBRA NIHIL porusza się w kręgach obscure / psyche-doom metalu. Muzycy odwołują się do takich kapel jak UNHOLY, SWANS, CATHEDRAL. Nie jest to muzyka łatwa i przyjemna, na pewno bez przewagi melodii i wszelkich innych urozmaiceń przyjemnych dla ucha - takie elementy pojawiają się w bardzo oszczędnych ilościach. Co do wokalnej strony, to wokal również nie jest motywem przewodnim w utworach, czołowe miejsce zajmują przede wszystkim riffy. Atmosfera, która niesie za sobą "Gnoia" to dekadencki klimat, który bardzo by pasował do obskurnej, zadymionej knajpy dla miłośników melancholii :) Muzyka jest dość przytłaczająca i dołująca, ale co ważniejsze - zbyt monotonna. Może jestem za bardzo wybredna jeżeli chodzi o taki rodzaj muzyki, może za bardzo odwołuję się do MY DYING BRIDE? Nie wiem, ale wiem na pewno, że trochę za bardzo znudziła mnie ta płyta. Do trzeciego utworu jeszcze słuchałam z zaangażowaniem, lecz później płyta przeleciała sobie w tle.
ocena: 5/10
www.firedoom.fi
autor: Trinity


UNDERFLOW - "Mind Flayers"
(Demo 2005)
Przyznam, że ta trzycalowa płytka przeleżała trochę czasu na półce z płytami i wyczekała się zanim po nią sięgnąłem i z uwagą się wsłuchałem. Być może to i dobrze, bo mogło się zdarzyć, że ten stuff zaginąłby gdzieś w powodzi odsłuchiwanych przeze mnie demówek, wypełnionych przykładowo samym czystym death metalem. UNDERFLOW nie stara się usilnie grać ekstremalnie, nie sili się też na jakieś zbyteczne w tej stylistyce eksperymenty. Bo trzeba wiedzieć, że w muzyce poznańskiej ekipy pobrzmiewają jednocześnie klasyczny metal, jak i elementy thrash i death metalu. Z tym ostatnim wiążą się głównie niektóre wokale i kilka przyspieszeń. Słychać, że muzycy radzą sobie z instrumentami, starają się kombinować w ramach dość sterylnego gatunku i nawet szwankujące brzmienie na dłuższą metę nie męczy. Wychodzi im to na przykład dużo lepiej niż przereklamowanemu MESS AGE. Warto zwrócić szczególną uwagę na numer "Fallen Deva", w którym dzieje się najwięcej. Zmienia się tempo, wokale są różnorodne, a obok tradycyjnego gitarowego riffu słychać też akustyczny akompaniament. Ciekawym akcentem tego pięcioutworowego demo jest też "Raged Ice" z dźwiękami z hokejowego lodowiska i rock 'n rollowym motywem wklejonym między melodyjne, thrashmetalowe granie. Nie miałem okazji usłyszeć pierwszego demo nagranego w 2003 roku (jest co prawda dostępne na stronie zespołu, ale nie interesuje mnie ściąganie jakichkolwiek mp-chujek), jestem jednak przekonany, że UNDERFLOW zrobiło spory postęp i szczerze mówiąc liczę, że na następnym materiale zaskoczą bardziej i przede wszystkim zarejestrują go w lepszych warunkach.
ocena: 7/10
www.underflow.pl
manago@underflow.pl
autor: Diovis


URGRUND - "Unchangeable Fate"
(CD 2005 / Red Stream & Baphomet Records)
Jedna z ostatnich pozycji w katalogu Baphomet Records - URGRUND - zalatuje bardzo tym, co jakiś czas temu zaczęło do mnie docierać ze wschodniej części Europy. Mam tu na myśli takie kapele jak DISSIMULATION, MUST MISSA czy estoński LOITS. Ale oto dowiaduję się, że autorzy "Unchangeable Fate" pochodzą z Australii i trochę mnie to zdziwiło, chociaż biorąc pod uwagę inne składy stamtąd się wywodzące i obracające w podobnych necro-brzmieniach nie powinno. URGRUND to kolejny thrash/blackmetalowy powiew, który zwolennikom takich klimatów z pewnością przypadnie do gustu, bo jest tu wszystko, co w gatunku najlepsze. Nawiązania do klasyków pokroju BATHORY, a także norweskiej sceny z początku lat 90ych. Zapytacie zapewne, po jaką cholerę wypisałem wcześniej te mało znane nazwy? Wierzcie lub nie, ale pomimo ogromniastej odległości dzielącej te składy, bardzo łatwo można doszukać się pomiędzy nimi wspólnych mianowników. Taki skoczny "Scavengers", oparty na folkowym motywie przypomina zmilitaryzowane zapędy LOITS, którzy także bazują na muzycznych regionalizmach, z kolei gęstość i intensywność z jaką zostały porozmieszczane instrumenty przywodzi na myśl blackowe szaleństwa MUST MISSA i thrash'owy pęd znany właśnie z "Praeikimas" DISSIMULATION. Na pierwszy rzut oka album cechuje swoista nieprzystępność, nagromadzenie wątków, które nie każdemu mogą odpowiadać. Ale to bardzo złudne, bo pod mglistym soundem, skrywają się elementy dobrane w taki sposób, by słuchacz pod żadnym pozorem się nie nudził. Zabieg ten wyszedł australijskiemu trio bardzo dobrze i w dobie triumfu bardzo prostego (ale nie prostackiego!) grania i płytach takich kapel, jak chociażby AURA NOIR czy THE CHASM album taki jak "Unchangeable Fate" z pewnością zostanie zaakceptowany i bez kręcenia nosem przyswojony przez maniaków. Niezależnie czy jest to noszący znamiona epickości, a w gruncie rzeczy będący niezłym killerem "Collosal Fist" czy następujący tuż po nim, nieprzyzwoicie pancurski, kipiący brudem i koncertową energią "Raiding Monastaries" - we wszystkich tych konwencjach URGRUND potrafi się wyśmienicie odnaleźć. I to chyba, oprócz oczywistego hołdu składanego klasycznym dźwiękom, największa zaleta tego całkiem udanego materiału...
ocena: 7,5/10
wolfscross_ur@hotmail.com
www.urgrundheathens.cjb.net
www.redstream.org
www.infernalhorde.com/baphomet
autor: kaReL


UMBAKRAIL - "In Unity 'Paienne'"
(CD 2001 / Deadsun Records)
Francuska scena blackmetalowa poza nielicznymi wyjątkami nie wypuściła nigdy żadnej znaczącej formacji. Sytuację można porównać do tej we Włoszech i Hiszpanii, bo tam też przeważają kompletnie nieoryginalne hordy z bzyczącym brzmieniem i zapatrzenie w "troo black metal" :P Nieudolnie kopiują MAYHEM, DARKTHRONE, BURZUM i SATYRICON, i słowo "nieudolny" jest w tym momencie eufemizmem, bo aż się prosi użyć znacznie jakiegoś mocniejszego słowa, na przykład "gówniany". Z UMBAKRAIL (cóż to za debilna nazwa, swoją drogą!) jest akurat tak, że jedyny muzyk tworzący ten projekt, czyli niejaki Saam'ed, też jest zapatrzony w te wszystkie epickie i surowe blackmetalowe twory z Norwegii. Materiał, który opisuję, został nagrany w latach 2000-2001, ale skoro w 2005 roku ukaże się kolejny album, to czaję intencje wydawcy, że przesłał mi poprzednie dziełko UMBAKRAIL. A dziełko to bardzo pośledniej jakości, bo brzmi jak jakaś demówka i zlepek różnych pomysłów. Nie wiedzieć czemu, oprócz wówczas premierowych numerów gdzieś w środku umieszczono dwa fragmenty mini-albumu "Dome" z 1999 roku (tytułowy i "In Our Hearts"). Może taki był zamysł twórcy, może wydawcy... nie wiem... W każdym razie brzmienie jest słabiutkie i cherlawe, garki z komputera drażniące, wokal albo skrzeczący, albo zduszony (język francuski zdecydowanie nie pasuje do takiej muzy!), gitarowe solówki wypadają z melodii, a osobno napiszę kilka słów o klawiszach. Wioska, panie, wioska!... Zamiast nadawać całości jakiejś majestatyczności, skłaniają do śmiechu. Szczególnie instrumentalne "Like an Orckean Hunger" i "The Pagan Ceremony" brzmią jak MORTIIS na pierwszej demówce. Prawdopodobnie, gdyby Saam'ed bardziej się przyłożył i oparł na ciut ciekawszych i oryginalniejszych pomysłach, to wyszłoby coś całkiem strawnego, tymczasem popełnił najzwyczajniejszego gluta, który nie trafi ani do zatwardziałych blackmetalowych ortodoksów, ani też do tych, co "łykają" wszystko co czarne i "pachnie" Skandynawią...
ocena: 3/10
deadsun.free.fr
autor:Diovis


ULFSDALIR - "Christenhass"
CD 2004 / Christhunt Productions
Jakoś nigdy, poza kilkoma wyjątkami nie byłem fanem niemieckich zespołów. Nie wiem dlaczego, ale od wydania pierwszej płyty UNGOD - "Circle of the Seven Infernal Pacts" i płyt NARGAROTH nic z tamtych rejonów nie rzuciło mnie na kolana. Fakt, jakoś nie śledziłem tamtejszej sceny, głównie z powodu masy beznadziejnych grup NS. Kiedy trafił do mnie CD ULFSDALIR pomyślałem sobie, że trafiła się kolejna beznadziejnie głupia płyta. Umocniłem się w tym przekonaniu kiedy znalazłem parę informacji o tej kapeli - black metal z pogańskimi tekstami. To w wykonaniu niemieckim nie wróżyło niczego dobrego. Na szczęście muzyka broni się sama. Szybki, mroczny, ale i melodyjny czarny metal, od czasu do czasu jakieś ciekawe zwolnienie, niezły vocal nasuwający skojarzenia ze wspomnianym UNGOD. Brzmienie typowe - skandynawski sound, w dodatku nieciekawie nagrane partie instrumentów... Nie jest to na pewno kapela kultowa i zważywszy na fakt, że jest to trzecia płyta zespołu, nigdy nią dla mnie nie będzie. Zresztą po przesłuchaniu tego materiału nic nie zostało w mojej głowie. po prostu przeleciał kolejny CD. Maniacy podziemnych produkcji być może potraktują ten zespół i krążek jako cos ciekawego, a dla mnie to średniak i nie sądzę, abym jeszcze kiedyś wrócił do tej pozycji...
ocena:5/10
www.christhuntproductions.de
autor: sThor


UNPURE - "World Collapse"
CD 2004 / Agonia Records
O nadużywaniu słowa "kult" dyskutuje się już właściwie od lat. Dalej jednak szasta się tym określeniem na prawo i lewo, a w niektórych środowiskach wszystko co brzmi jak bzykanie komara jest kultowe i w ogóle "miód malina"... Również o szwedzkim UNPURE chodzą słuchy, że wraz z hordami typu WATAIN wypierają coraz bardziej komercjalizujące się MARDUK i DARK FUNERAL. Jeśli miałbym być stuprocentowo szczery, napisałbym, że autorzy tych słów to wyjątkowe nieciekawe indywidua. Bo gdyby ilość lat istnienia zespołu przekładać jako wprost proporcjonalny do stopnia komercjalizacji, to wszystkie zespoły istniejące więcej niż 10 lat powinny odejść na emeryturę do domu starców lub pojawiać się obok Eminema i NIGHTWISH we wszystkich telewizjach muzycznych i o wszelkich porach dnia i nocy, hłe hłe... Niektórzy to cholernie ciekawą logiką operują, niech ich szlag! Ale ja tu w końcu powinienem napisać coś o UNPURE i ich najnowszej płycie (pierwszej dla Agonia Records) pt. "World Collapse". Ogólne wrażenia mogę określić jednym słowem: nuda! Z jednej strony bowiem cały krążek oparty jest o kilkanaście prostych riffów w różnych wariantach, a z drugiej UNPURE szuka swojej tożsamości. Obok MARDUK'owatych numerów, zarówno tych szybszych ("Stolen Sun") i wolniejszych ("Mark of the Beast") czasem zdarzy się tej trójce Szwedów zapuścić w klimaty bliższe VENOM i MOTORHEAD ("Quest For Hell" przypomina miejscami diabelnie "Orgasmatron" dziadka Lemmy'ego!), a nawet bliższe klasycznemu heavy metalowi lub wczesnemu thrash metalowi w stylu "Kill 'em All" METALLICY ("Sabbath"). Nie oznacza to jednak, że "World Collapse" kipi od bogactwa dźwięków. Wszystko jest dość schematyczne, monotonne i przewidywalne, a maniakalna wręcz powtarzalność niektórych riffów (np. w "Swansong of the Ancient Stream") wręcz męczy, dręczy i odraża. Czy UNPURE należy się status kapeli równej wymienionym w tej recenzji kapelom (poza NIGHTWISH i Eminemem oczywiście, hehe)? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami...
ocena:5/10
www.agoniarecords.com
autor: Diovis

| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX