Relacje

SHINING / ENTHRONED / SVART CROWN / BOTRITIS CINEREA

Samhain Festival

29/09/2010   Berlin, K 17

Przyznam się szczerze, że od zawsze mi się nie podobała durna moda na komercyjne święta tudzież zwyczaje. Mówi się jednak, że przeciw tradycji się nic nie zwojuje, toteż chcąc nie chcąc muszę się pogodzić, że duża część europejskich społeczeństw pałuje się takimi idiotyzmami jak chociażby Halloween. Także i w Niemczech się to przyjęło (niestety!) i do bólu doprowadza mnie fakt, że wystawy sklepów zabawkowych bądź papierniczych uginają się pod naporem gadżetów imitujących kosy, ludzkie czaszki bądź kapelusze Baby Jagi. W całym tym morzu idiotyzmów dobre jest jednak to, że przy szczęśliwym zbiegu okoliczności maniacy metalu dostać mogą jakiś dobry koncert, a gwoli sprawiedliwości - wampiryczna otoczka towarzysząca całej tej hecy stanowi dobre tło do tegoż. Miało zatem nosa kierownictwo K 17 organizując u schyłku dziesiątego miesiąca roku mały festiwalik, skierowany pod względem repertuarowym głównie do miłośników czarnego metalu. Wyszło tak jednak tylko za sprawą przebiegającej przez moje miasto trasy koncertowej z udziałem kilku reprezentantów niniejszego gatunku. Zabarwiony depresją stuff SHINING w połączeniu z piekielnym jadem ENTHRONED i SVART CROWN - wszystko to sprawiło, że w ostatni piątek października główną halę klubu postanowiło odwiedzić coś ze dwie setki luda.

Jak na początek weekendu nie była to oczywiście liczba zbyt imponująca, biorąc jednak pod uwagę dosyć bogatą ofertę koncertową ostatnich dni, jak i fakt odwiedzin czołowego bandu tej trasy na początku marca, da się to wszystko powiązać w logiczną całość. Otwarcie bram zaplanowane na godzinę dobranocki niestety nie odbyło się zgodnie z planem, ale mnie osobiście przestał już dziwić zanikający ostatnimi czasy u Niemców nawyk punktualności. Po jakichś trzydziestu minutach można było jednak już obserwować poczynania pierwszego z anonsowanych na niniejszy wieczór bandów. Pierwotnie jako support wystąpić miał miejscowy TATTERED SOUL, krótko przed koncertem doszło jednak do zmiany i zamiast niniejszego imprezę rozpoczął inny lokalny rozgrzewacz pod postacią BOTRITIS CINEREA. Od razu napiszę, że zachwycać się nie było absolutnie czym. Tercet próbował łupać prosty black metal, ciężki do sklasyfikowania jeśli chodzi o porównanie z czymkolwiek, a że brzmienie pozostawiało bardzo wiele do życzenia, to już osobna para kaloszy. Zapytany o wrażenia przez samych muzyków nie ośmieliłbym się jednak skrytykować zespołu oficjalnie, bynajmniej nie z obaw, że będą mnie straszyć po nocach, lecz z uwagi na fakt, że odwiedzający wiele koncertów prywatnie wokalista Vargas to ogólnie miły facet i w związku z tym trochę nie wypada walić prosto z mostu. Popisy BOTRITIS CINEREA oglądało jednak niewielu, więc fakt ten tak i tak mógł dać im co nieco do myślenia. Liczba obserwatorów wzrosła jednak nieco przy poczynaniach SVART CROWN. Czwórka Francuzów poczęstowała audytorium black metalem przyprawionym gdzieniegdzie elementami death i choć osobiście strugi nie popuściłem, dało się zauważyć, że oferta ich trafiła na bardziej podatny grunt. Nie rozpoznałem osobiście na scenie żadnej znajomej gęby, ale o ile dobrze mi wiadomo, pałker tegoż bandu Gael Barthelemy bębnił kilka lat temu w amerykanckim DIABOLIC. Fakt ten nie wpłynął bynajmniej na ubóstwienie SVART CROWN, gdyż grupę podsumować mogę najwyżej w swoich klasyfikacjach jako poziom średni, ale w porównaniu z poprzednikiem to właściwie... nawet nie było porównania, hehe! Na pewno nie było to coś co wstrząsnęłoby mną do głębi, ale obejrzeć można zawsze. A zatem - idąc tropem jednego z najładniejszych języków świata przystąpić chyba możemy do opisu poczynań kolejnego z uczestników władającego tymże, notabene jednego z moich faworytów. Szczerze powiedziawszy, nie wiem czy muzycy ENTHRONED faktycznie rozmawiają na co dzień po francusku, ale jako że pochodzą z Belgii, gdzie mowa ta istotnie należy do jednego z urzędowych języków, myślę że w małym przynajmniej stopniu z pewnością jest im znany. Nie jest jednak istotą moich opisów ocena zdolności lingwistycznych muzyków tejże zaiste bluźnierczej hordy, więc skupię się wyłącznie na stronie artystycznej ich wizyty w klubie. Wierzcie mi, ale widziałem ich właśnie po raz czwarty i bez ogródek wyznaję, że był to najlepszy show ENTHRONED jaki kiedykolwiek widziałem! Nie wiem czy to zasługa Regain, która skupiając zespoły z wysokiej półki potrafi je tym samym natchnąć do co najmniej przyzwoitego poziomu - może to ma jakieś znaczenie, może coś innego odegrało tu rolę, ja sam wiem natomiast jedno - koncert Belgów zmiótł wszystko! Na chwilę obecną (i przypuszczalnie nie tylko obecną) formacja występuje jako kwintet, gdyż zatrudnienie sesyjnego gitarzysty pozwala Nornagestowi skupić się wyłącznie na wokalach. Co do jego umiejętności w tej kwestii co niektórzy mają duże zastrzeżenia, choć osobiście nie znalazłbym powodu aby się do czegokolwiek przyczepić. Inna sprawa, że muzyk niniejszy to już jedyny przedstawiciel dawnego ENTHRONED, nie znaczy to jednak wcale że dzisiejsze oblicze zespołu nie ma już nic wspólnego z black metalem - zgodzicie się chyba ze mną gdy stwierdzę, że gdyby tak się stało to byłaby tragedia? Najnowszy album "Pentagrammaton" pomimo pewnych elementów modernistycznego spojrzenia na gatunek wciąż śmierdzi siarką, smołą i diabłem, nic zatem dziwnego, że pochodzące z niego nowości zaprezentowane zostały przez chłopaków niezwykle chętnie. Co się pojawiło? "Rion Riorrim" i "Ornament Of Grace" to dwie z pierwszych świeżynek, które udało mi się wyłapać. Po kilkunastu minutach mała wycieczka w rejony poprzedniej płyty, a w jej ramach "The Burning Dawn". Na kolejny strzał z nowej płytki długo czekać nie trzeba było, bo "The Vitalized Shell" pojawił się niezwykle szybko. Zanim rozbrzmiał jednak ten ostatni, wszyscy rozkochani w starociach, a szczególnie w kultowym debiucie "Prophecies..." dostać mogli to, co od dłuższego już czasu stanowi stały punkt programu każdego występu ENTHRONED - "At The Sound Of The Millenium Black Bells". Całkiem niezły kawałek, choć osobiście wolę kilka innych z tego albumu. Powrót do nowej płyty - "Nehast", a potem kolejny staruszek, tym razem z "dwójki" - "The Ultimate Horde Fights". Ładna śpiewna intonacja Nornagesta wplotła się w zapowiedź "Through The Cortex", po niej nastąpił "Pentagrammaton", niniejszym zakończył się jednak cały bluźnierczy set belgijskiej hordy, która niestety pominęła albumy numer 3, 4, 5 i 6. Wiem, że nie są to najbardziej lubiane przez nich krążki z całej dyskografii, osobiście jednak lubię przekrojowe koncerty i chętnie usłyszałbym coś z tychże. Nawet i bez nich bawiłem się jednak świetnie, zauważając, że nie byłem jednym jedynym. Bo nie ma co - na pewno Rogaty maczał w tym swoje paluchy. Ave!

Co do SHINING - ilekroć oglądam tę grupę, zawsze towarzyszą mi ambiwalentne odczucia. Zetknąłem się już z opinią co niektórych że Szwedzi w ogóle nie grają black metalu, a zdaniem kilku moich znajomych - jeśli już, to odłam tegoż rodzaju muzyki zasługuje na miano "Schwuchtel Metal" (potoczne w Niemczech określenie geja). Z jednym zgodzę się na pewno - propozycja tegoż zespołu to z pewnością twórczość nie dla każdego, a na pewno już nie dla kogoś kto mdleje na widok okaleczającego się kolesia lub zraża go ostentacyjne palenie fajek na scenie. A tak właśnie poczyna sobie Niklas Kvarforth - typ ma w dupie nie tylko dobre maniery, bo wali mu kompletnie wszystko i wszyscy. Podejrzewam, że gdyby zgromadzeni na jego występie demonstracyjnie opuścili salę, miałby to zapewne też i gdzieś i w towarzystwie całych tych popaprańców z którymi brzdąka dalej robiłby swoje, czyli wył, ryczał i chlastał się w narkotycznej ekstazie. Można po prostu lubić SHINING albo można ich nienawidzić - jestem przekonany, że żadne półśrodki nie wchodzą tu raczej w grę, choć sam czasem tak na dobrą sprawę się zastanawiam po której stronie miałbym się sam ustawić... Ale co mi tam. Kit z formalnościami! Widziałem zespół w akcji już po raz czwarty i nie chcąc się po tenże sam raz powtarzać, pozwolę sobie tylko napisać, że ten zespół nie zmieni się nigdy. Choćbym miał zetknąć się z nimi jeszcze po raz piąty, siódmy i dziesiąty, zawsze będzie to kapela nieobliczalnych i walniętych kolesiów z których Kvarforth pozostanie niezmiennie na czele. Depresja, chore schizy i inne rzeczy, które trzeba by zobaczyć na własne oczy, bo na opis słów brak - wieczny znak firmowy SHINING, który ma w sobie coś co odraża, a jednocześnie przyciąga. Pomimo niedawnej w sumie wizyty (marzec bieżącego roku) Szwedzi zgromadzili całkiem niezłą liczbę oglądających, a to z kolei świadczyć może o fakcie, że jest jednak dla kogo takie coś organizować. No, cóż... Różne są na tym świecie przypadki, każdy ma jakiegoś bzika - jak to głosił kiedyś tekst piosenki dla dzieci. Choć nie cierpię komercji, o której wspomniałem już na początku i w tych wierszach podkreślam to raz jeszcze, zdecydowanie mogę przyznać jednak, iż w kwestii urozmaicenia durnowatego Halloween władze K 17 spisały się na medal. Miły koncert, miły wieczór.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

BOTRITIS CINEREA

SVART CROWN

ENTHRONED

SHINING



<<<---powrót