Relacje

NEGATIVE PLANE / GOSPEL OF THE HORNS / TRIBULATION / ESSENZ

24/07/2011  Berlin – Access Metal Pub

W tak wielkim mieście jak Berlin nie tylko duże hale i kluby spełniają role miejsc przeznaczonych na koncerty. Owszem, te nadają się do tych celów wybornie, nie brakuje jednak też i małych przybytków, w których imprezy bardziej kameralnych rozmiarów udają się tak samo świetnie jak te większe. Nie wspomniawszy już o tym, że na co dzień pozostają miejscem chętnie odwiedzanym przez czarną brać w celach czysto rozrywkowych, gdzie przy kuflu dobrego piwa tudzież butelce whisky, przy nieodłącznym akompaniamencie ukochanego metalowego hałasu, podyskutować można z grupką przyjaciół o każdym aspekcie szarej codzienności. Choć środek wakacji nie jest zbyt trafionym sezonem jeśli chodzi o koncerty tego typu w wielkim mieście, bywają jednak od tejże reguły także wyjątki. Nie wszyscy wyjeżdżają bowiem na urlopy, szczególnie gdy zasnute chmurami niebo i jesienne raczej temperatury niezbyt nastrajają do wylegiwania się nad brzegami okalających Berlin jezior. Oferta klubu Access w kooperacji ze znaną w pewnych kręgach firmą wydawniczo – koncertową Iron Bonehead Productions skutecznie przyciągnęła zatem w ostatnią niedzielę lipca kilkadziesiąt tych znudzonych i tym samym spragnionych mocnego uderzenia maniaków.
Access Metal Pub to niewielki raczej przybytek mieszczący się naprzeciw stacji S-Bahn Greifswalder Str. we wschodniej części Berlina. Okalające przerobiony na niego pawilon wysokie betonowe bloki wytłumaczyłyby zresztą bez słów jego lokację każdemu, kto niezbyt dobrze orientuje się w topografii stolicy Niemiec. W ciągu mojego kilkuletniego pobytu w tejże dorobił się już jednej przeprowadzki, wcześniej – nosząc jeszcze nazwę Blackland – znajdował się bowiem w innej części tej samej ulicy, tyle że bliżej centrum. Zmiana wyszła na dobre, gdyż przy obecnym położeniu zyskał o wiele bardziej. Większa przestrzeń, weranda nadająca się idealnie w letnie wieczory i noce na ogródek piwny, do tego bezpośrednia bliskość stacji S-Bahnu z żarciem wszelkiego rodzaju… Same pozytywy. Na miejsce przybyłem jakąś godzinę przed czasem, wierząc że spotkam kogoś ze znajomych, jednakże pomimo istnień zaludniających powoli wnętrze lokalu, jakiejkolwiek znajomej istoty nie przyuważyłem. Dopiero na kwadrans przed występem pierwszego z uczestników pojawiła się pierwsza i zarazem ta, na spotkanie z którą się umówiłem. Popijając spokojnie piwko rozpoczęliśmy zatem obserwację poczynań ESSENZ, który zgodnie z grafikiem objął scenę w posiadanie jako pierwszy. Choć w klubach podobnych niniejszemu rzadko kiedy spotyka się coś, co faktycznie zasługiwałoby na miano sceny, Access potrafi ten stereotyp skutecznie przełamać, gdyż niewysoki podest oddzielony barierką istotnie przynajmniej coś takiego przypomina… Lokalny tercet rozpoczął swój show w obfitych kłębach dymu, racząc zgromadzoną publikę jakimiś 40 minutami black metalu z licznymi elementami doom. Rodzaj muzyki granej przez ESSENZ nie do końca trafia w moje gusta, ale jak na otwarcie imprezy chłopaki spisały się całkiem nieźle. Podobnie jak TRIBULATION, grający bardziej już stawiane przeze mnie na piedestale klimaty. No cóż, szwedzki death metal to przecież dźwięki na których się wychowywałem, nic dziwnego zatem, że godnych spadkobierców grup które szanuję i szanowałem w dawnych dniach, zawsze obdarzam sporym uznaniem. Młodych Szwedów z Arvika widziałem do tej pory dwukrotnie i za każdym razem spisali się wzorowo. Do dzisiejszego dnia nie zaopatrzyłem się wprawdzie jeszcze w ich debiutanckie dzieło „The Horror”, wierzę jednak iż koniec końców takiż nastąpi i tak samo będę mógł stwierdzić, że materiał z krążka brzmi tak samo dobrze jak na żywo. Po TRIBULATION dostałem z kolei właśnie to, na co niniejszego wieczoru nastawiłem się szczególnie. Nie wiem czy pamiętacie, ale relacjonując dla was w zeszłym roku nieodżałowany festiwal, który właśnie postanowił w tym roku zwinąć żagle – Festung Open Air – nieskromnie przyznałem się do przepuszczenia we frajerski sposób zespołu, który bardzo lubię i na którym tak samo mi zależało. Wiem, wiem – to była nauczka że nie można przesadzać z alkoholem, ale z uwagi na fakt, że ostrzeżenie do serca sobie wziąłem, los okazał się przychylny i tegoż wieczoru gafa została naprawiona. Chodziło o australijski GOSPEL OF THE HORNS, który tym razem zobaczyłem bez jakichkolwiek problemów. Bardzo fajnie brzmią tego typu kapele w wersji na żywo. Gdyby tych czterech tasmańskich diabłów zechciało tak jeszcze przywdziać kolce i naboje byłbym podwójnie usatysfakcjonowany, gdyż zadziorny black/thrash metal w ich wykonaniu sprawiałby przez to jeszcze bardziej kąśliwe wrażenie! Nic to jednak, bo sama muzyka już się broni, gdy dodamy zaś do tego brzmionko, które tego wieczoru było cycuś – nie ma miejsca na biadolenie o niedoborach. Jedyny zarzut to czas setu, gdyż GOTH zagrał niecałe 35 minut. Tak czy siak usłyszałem jednak swoje ulubione tracki z „A Call To Arms” jak „Vengeance Is Mine”, „Absolute Power” czy „Chaos Bringer”, więc musiałbym być głupi aby jeszcze na cokolwiek narzekać. Nie było zresztą mowy aby grać cokolwiek dłużej, gdyż w kolejce pozostał jeszcze jeden band. W tenże sposób dobrnęliśmy do headlinera wieczoru, którym obrany został NEGATIVE PLANE. Zespół zagadka, przynajmniej jak dla mnie. Nigdy nie słyszałem zarówno o nim, jak i jego muzyki, rychło okazało się jednak że strata owa wcale nie była aż tak niepomierną. Dopiero w trakcie koncertu dowiedziałem się że goście legitymują się paszportami amerykańskimi, choć wcale nie to zaważyło na mojej niezbyt pozytywnej reakcji w związku z ich poczynaniami. Przecież blackowe kapele zza Wielkiej Wody potrafią wzbudzać u mnie ogromne zainteresowanie, o ile tylko potrafią za sprawą swojej oferty muzycznej. Przykro mi to stwierdzić, ale u NEGATIVE PLANE nie doszukałem się czegokolwiek, co choćby leciutko mogło połechtać moje zmysły. Dwaj kolesie w skórach i z kapturami na głowach, zero ruchu, wolne na ogół kawałki… Zdecydowanie nie to, czego zazwyczaj oczekuję od parających się diabelskimi dźwiękami hord. Uznawszy po trzech kawałkach, że udanie się do domostwa będzie najlepszym pomysłem, bez ociągania wdrożyłem tenże w życie. Szybka konsumpcja dwóch cheeseburgerów w Mc Donald’s przy stacji S-Bahn dopełniła mojej wizyty w bezpośrednim otoczeniu Accessu, po czym najspokojniej w świecie udałem się w kierunku swojej dzielnicy. Bądź co bądź – z całkiem miłymi wrażeniami. Coś w tym jest, gdy się mówi, że „mała rzecz, a cieszy”, hehe!

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

NEGATIVE PLANE / GOSPEL OF THE HORNS / TRIBULATION / ESSENZ, 24/07/2011, Berlin – Access Metal Pub







<<<---powrót