Relacje

AURA NOIR / BLOODTHIRST / WITCHMASTER / VOIDHANGER / EXHALATION

12.09.2011  Katowice, Mega Club

14 godzin. Tyle trwa podróż z Gdańska do Katowic naszymi drogimi Kolejami Państwowymi, ale czegóż się nie robi by zobaczyć Najbrzydszy Zespół Świata. Co prawda dzień wcześniej grali w Warszawie, ale po gigu BULLDOZER'a, który odbył się dzień wcześniej w Gdyni trzeba było zregenerować nadwątlone siły i doprowadzić się do jako takiego stanu, by na katowickim koncercie pokazać, że skoro Aggressor może, to ja też.
W Mega Clubie stawiliśmy się punktualnie o 18:00, by już za chwilę usłyszeć chłopaków z EXHALATION. Pod sceną garstka ludzi, ale niczym nie zrażona ekipa z Będzina zagrała szybki set i zaraz zrobiła miejsce dla VOIDHANGER. Szkoda, że nie miałam okazji posłuchać ich setu wcześniej, bo ekipa chociaż nagrała już płytę, od czerwca nie może jej wydać. Koncert bardzo precyzyjny, w świetnym tempie, ale nie można się spodziewać niczego innego po muzykach, którzy na co dzień piłują w INFERNAL WAR. BLOODTHIRST z tego składu supportów był moim faworytem (z racji zupełnie prywatnej sympatii do thrashu). Poznaniacy jak zwykle stanęli na wysokości zadania, mimo lekkich problemów z brzmieniem. WITCHMASTER pokazał na co ich stać, a ja miałam okazję porównać ich formę i zaangażowanie sprzed dwóch dni w Gdyni. Powiem szczerze, że chociaż oba koncerty kopały po tyłku, ten z Katowic był zdecydowanie równiejszy. Panowie sprawiali wrażenie bardziej wypoczętych i nastawionych na rzeźnię, którą serwowali w prawie godzinnym secie. Swoją drogą, to pozazdrościć kondycji.
Kiedy na scenę "niepostrzeżenie" wszedł Gang Parszywych Bękartów, jak pieszczotliwie nazywa kolegów z zespołu Aggressor, w klubie zawrzało. Ekipa z Oslo od razu przywaliła jazgoczącymi riffami i mocarnym brzmieniem. Appolyon z utworu na utwór rozkręcał się coraz bardziej i udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych: jak większość muzyków w czasie koncertu traci formę, on ją zyskiwał, jak by czerpał moc od fanów, którym urywało głowy pod sceną. Niespożyta energia, fenomenalny głos i świetny gitarzysta. Po prawej stronie sceny bardzo skupiony i poważny, ale w genialnej formie Aggressor (Carl-Michael Eide), niestety siedzący na specjalnym krześle, wywoływał wielki entuzjazm i w przerwach między kawałkami słychać było maniaków skandujących jego imię. Po wypadku w 2005 roku nie doszedł do siebie i 70-procentowy paraliż dolnej części ciała uniemożliwia mu 'latanie nad sceną', ale niezłomny duch black metalu pozostał ten sam. Nie da się nie wspomnieć o panu Blasphemerze na wiośle, który po odejściu z MAYHEM na stałe zawitał w szeregach AURA NOIR. Skład uzupełnił Kristian Valbo, garowy na co dzień grający w DEJECT i OBLITERATION. Muzycznie, panowie zagrali coś dla każdego, więc oczywiście nie mogło zabraknąć utworów z "Black Thrash Attack" ("Destructor", "Eternally Your Shadow", "Conqueror" - zagrany na bis, "Black Thrash Attack"), "Hades Rise" ("Iron Night/Torment Storm", "Shadows of Death", "South American Death", "Hades Rise") czy w końcu z mojego ulubionego "The Merciless" ("Hell's Fire", "Black Deluge Night", "Condor", "Black Metal Jaw", "Upon the Dark Throne").
W setkach już mogę liczyć koncerty, na których byłam. Gdybym miała przygotować ranking tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie, katowicki koncert AURA NOIR byłby w pierwszej piątce.
PS. Podziękowania za zdjęcia dla Przemka Szarka.

autor: Anna Litwin

AURA NOIR / BLOODTHIRST / WITCHMASTER / VOIDHANGER / EXHALATION - Katowice, Mega Club, 12.09.2011



<<<---powrót