Relacje

HUNTER, COWDER, SYMETRIA

14.10.2011  Wspak, Kielce

Studencki Wspak okazał się klubem o niebo lepiej przystosowanym do koncertowych imprez niż Woor, w którym miałem okazję gościć kilka dni temu. No, może poza oświetleniem, które ustawione na samym początku imprezy zastygło w swej jednorodnej formie, przekreślając tym samym wiele aspektów prawdziwego koncertowego klimatu. Narzekając dalej można ciągnąć, że wielu posiadaczy biletów musiało mierzyć się z problemem wejścia na teren imprezy, a to z powodu swej... niepełnoletności. Z tego co usłyszałem, nikogo poniżej szesnastu lat nie wpuszczano bez opiekuna, co może znaleźć swoje usprawiedliwienie w przekroju wiekowym publiki, wśród której mnogości swych rówieśników raczej nie uświadczyłem. Podczas występów grup supportujących odniosłem wrażenie, że stylistycznie mogłyby one równie dobrze otworzyć występ COMY. Ciężko już zliczyć ilość krajowych teamów o zainfekowanej przez łódzką formację twórczości. Pierwsza na scenie SYMETRIA pokazała się więc z rockowo - metalową muzą, w której, zgodnie z moim odczuciem, przeważały elementy szybszych numerów COMY, choć okazjonalne zwolnienia, funkujące gitary czy wokalną manierę Ryśka Riedla (towarzyszącą rhythm & bluesowemu feelingowi) też można było odfajkować. Był teledyskowy ?Taniec z Diabłem?, ?Niewolnicy Wolności?, czy cover Tadeusza Woźniaka ?Zegarmistrz Światła? dostosowany do stylu, w jakim panowie grają. Mimo poprawności technicznej zespół mnie nie porwał, w sporym przeciwieństwie do publiki, która wraz z pierwszym lepszym ciężkim riffem ruszyła do pogowania. COWDER to stołeczny band, któremu - podobnie jak przykładowo THE NATURAL BORN CHILLERS - zdarza się grywać dla aktorów teatralnych, lecz oprócz tego również dla ringowych pięściarzy, co swą koszulką i wypowiedziami wokalista zespołu wyraźnie podkreślał. Ich muzyka to całkiem niezły, polskojęzyczny i miejscami ciekawie pokręcony metalcore o punkowej bezpośredniości. Widać i słychać, że posiadają osobowość, w której znowuż - konkretne pięć minut znajduje sposób śpiewania Roguca, nie zakłócający w większym stopniu indywidualnej, scenicznej pewności od nich emanującej. Kolej na gospodarzy, a poszczególne pozycje z ich repertuaru mają to do siebie, że człowiek mimowolnie nabiera do nich bardzo osobistego stosunku. Przekonałem się o tym już niejednokrotnie, odfajkowując dla przysłowiowej zasady niektóre kawałki z ich studyjnych płyt, przy innych zaś zapadając w euforyczny trans. Mając w pamięci występ, którym w rzeszowskiej Akademii HUNTER upolował, jakieś sześć lat temu, wszystko co się rusza i któremu nawet spodkowy występ z Jelonkiem w składzie (Metalmania 2006) nie był w stanie zagrozić, podejrzewałem jednak, że grupa da radę. Drak, Simon, Pit i Daray wyszli na scenę przy dźwiękach klawiszowego intra, po którym rzucili w rozentuzjazmowaną młodzież partiami ?Dura Lex Sed Lex? i ?Armii Boga? między które, o ile pamięć nie zawodzi, wciśnięto ?Wyznawców? z poprzedniej płyty studyjnej. Podczas odegrania utworu ?Nikt?, frontman dopuścił do mikrofonu drugiego gitarzystę, który minimalnie pogubił się w drugim refrenie, na szczęście bez dramatycznych konsekwencji. Fenomenalnie wypadł ?Arges? będący moim zdaniem jednym z najlepszych kawałków formacji, perfekcyjnie oddający - takoż zekranizowany przez Coppolę - temat wampirycznego zatracenia. Ubrany w klimaciarski cylinder Drak miał świetny kontakt z młodocianą publicznością. Gdy usłyszał od nich ochoczo skandowane ?jeszcze, jeszcze...? zarzucił im, że są bardzo chciwi i dzieciaki w lot odgadły, że czas na ?Greed?. Gdy padały propozycje kolejnych utworów, mózg grupy odrzekł, że ?miał zaproponować coś żwawszego? i padło na ?So?. Doceniając zaangażowanie młodych, zdradził, że ma dla nich coś wyjątkowego, czyli utwór, który - z niezrozumiałych dla mnie powodów - na koncertach HUNTER gości raczej rzadko. Przejmująca ?Loża Szyderców? kupiła więc wielu lirycznym wstępem i mocnym, rockowym refrenem. W okolicach końcówki występu, dziękując publiczności za przybycie oraz pani organizator za wyrozumiałość, nie omieszkał wyróżnić orderem zasług pracowników ochrony, którzy co rusz lustrowali stage divingującą młodzież zatroskanym wzrokiem. ?Najgorsze dopiero przed Wami? - rzucił im na pocieszenie i odegrany został świetnie przyjęty ?T.E.L.I...?. Zespołowi stuknęło niedawno ćwierć wieku, stąd utwory z debiutu musiały znaleźć w setliście swe honorowe miejsce. Jakże mnie to cieszy, gdyż ?Requiem? to przecież wspaniały album, co udowodniło wykonanie ?Żniwiarzy Umysłów? oraz polskojęzycznych wersji ?Freedom? i ?Blindman? rozmieszczonych proporcjonalnie między propozycjami z wydawnictw późniejszych. Nikt nie wyobraża też sobie koncertu HUNTER bez największego przeboju w jego karierze i nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem gdy napiszę, że ?Kiedy Umieram? wszyscy przyjęli z otwartymi ramionami. Na bis poszedł ?Strasznik?, a koncert zakończył kolejny, wyczekiwany przez wszystkich, kapitalny utwór z ?Hellwoodu? (z którego usłyszeliśmy jeszcze ?Labirynt Fauna? i ?Zbawienie?), czyli majestatycznie sfinalizowany ? Śmierci Śmiech?. Nie był to na pewno kolejny, standardowy koncert, który dane mi było zrelacjonować, co osobiście liczę in plus z uwagi na ciekawą formę jaką przybrał, podobnie jak nie pozostawiające po sobie zbyt długiej listy życzeń nagłośnienie.

autor: Kępol

HUNTER, COWDER, SYMETRIA - 14.10.2011, Wspak, Kielce


SYMETRIA


COWDER


HUNTER



<<<---powrót