Relacje

ACID DRINKERS / THE SIXPOUNDER

09.10.2011  Woor, Kielce

Co zagwarantowało wrocławskiemu THE SIXPOUNDER zwycięstwo w zeszłorocznym Wacken Metal Battle? Pełnej odpowiedzi na powyższe pytanie nie da się uzyskać ograniczając swe działania empiryczne do wysłuchania debiutanckiej ich płyty i muszę uderzyć się w pierś pisząc, że na taką właśnie okazję czekałem. Zdarza się czasem zobaczyć gig, na którym publika uprasza swoim zachowaniem muzyków supportu o niezwłoczne opuszczenie sceny. Nie tym razem. Można puścić wodze dedukcji i dojść do wniosku, że udział Filipa w pierwszej edycji The Voice of Poland podreperował co nieco rozpoznawalność grupy, ale koniec końców muzyka i tak zawsze musi obronić się sama, a ta dokładnie tak zrobiła. Mniej więcej dziewiętnaście minut po planowym czasie, publika przywitała THE SIXPOUNDER niczym gwiazdę i gdyby nie problemy techniczne, wytoczenie działa można by uznać za w pełni udane. Przy jakim utworze z ?Going to Hell? Permition Granted!? zrobić to najlepiej? Proste, że przy ?Plastic Bag?. Cudownie chwytliwy, a zarazem całkiem brutalny wjazd doprowadził do wrzenia nasze płyny ustrojowe i nikt nie robił nawet kwaśnej miny ze względu na nieudolne nagłośnienie. Metoda pod tytułem: ?Nie ważne jak, ważne by głośno? wydaje się być flagowym sposobem naszych krajowych klubów na wszelkie problemy natury realizatorskiej. Trudno, ludzie i tak przyjdą, i tak machną czuprynami, ale z dwukrotnego braku prądu to już chyba tylko zespół tej klasy mógł wyjść obronną ręką. Zasilanie padło w dwóch pierwszych utworach, a Shrill i reszta ekipy zachowali się dokładnie tak, jakby tego typu sytuacje mieli przećwiczone na próbach. Mały komentarz Phila i jedziemy dalej. W dalszej części występu niespodzianek już nie było i nic nie stanęło na przeszkodzie by publika skakała przy ?Crimson Skies?, ?Creation: 1?, czy ?For Those Who Betrayed?. Obowiązkowe ?Last True Cowboy Manifesto? zostało poprzedzone opowieściami Filipa o czasach rewolwerowych pojedynków, kiedy to whiskey lało się strumieniami. ?Stephanie? został zaś ukazany jako ?instrukcja obsługi zrywania z dziewczyną?. Koniecznie trzeba zaznaczyć, że każdy zespół chciałby mieć na koncercie takie wsparcie. Gdy czas sceniczny THE SIXPOUNDER dobiegał końca, i zostały im już tylko dwa covery, Filip zaczął namawiać publiczność do wykrzykiwania kultowej nazwy. Dzielił audytorium wzdłuż i wszerz i zachęcał wręcz ludzi, do wywoływania gwiazdy wieczoru na kilkanaście minut zanim sam opuścił scenę. Usłyszeliśmy jeszcze od nich małą wariację na temat ścieżki dźwiękowej do filmu ?Ghostbusters? i przeróbkę ?Ace of Spades? (wiadomo kogo), podczas której wokalista wyciągnął basistę przed szereg i okrzyknął Titusa ?Polskim Lemmym?. Zaiste, piękna i podniosła chwila! Nie czekaliśmy zbyt długo na pojawienie się tych, których logo widniało na biletach. Pojawienie się nie byle jakie, bo Titus już od samego początku zaznaczył, że rarytasów tego wieczoru nikomu nie zabraknie. Z ?Infernal Connection? ciężko wręcz wymienić jakikolwiek numer, który pominęli. Mnie w pamięci szczególnie utkwiły: wyśpiewany przez Jankiela ?Slow and Stoned (Method of Yonash)?, ?Hiperenigmatic Stuff of Mr. Nothing?, ?Backyard Bandit? i jak się można było spodziewać - zabójczo rytmiczny ?Anybody Home??!!?. Kolejną świetną płytą ACID DRINKERS, o której autorzy wciąż wydają się pamiętać jest ?High Proof Cosmic Milk?, z której padł idealnie sprawdzający się w warunkach koncertowych utwór tytułowy, ?Human Bazooka? oraz petardowy ?Rattlesnake Blues?. Liczyłem na wyśmienity ?Swallow the Needle?, ale ciutkę się zawiodłem, a z ?Verses of Steel?, z której on pochodzi, kowboje zagrali w zasadzie niezgorszy ?Silver Meat Machine? i iście rock?n?rollowy ?Blues Beatdown?. No i mimo ozdabiającej tył sceny grafiki, mogącej podpowiadać, że repertuar będzie retrospektywny, tego wieczoru należał on w większości do tak zwanych utworów adaptowanych. Stało się to jasne w chwili, gdy Titus pochwalił się publiczności, że ?Fishdick Zwei - The Dick is Rising Again? pokrył się złotem i nie ma się też co dziwić, gdyż jakby nie patrzeć, jest to ostatni regularny krążek studyjny ?Kwasożłopów?. Do brawurowych momentów z pewnością zaliczyć wypada doprowadzenie gitary basowej do stanu twardej erekcji oraz wykonanie ?Et si tu n'existais pas? Joe Dassina, podczas którego Ślimak pokazał rogi za mikrofonem, a za perkusją zastąpił go pan techniczny, przynajmniej z tego, co ustaliłem. Titus wrzucił Lemmy?ego Kilmistera i Franka Sinatrę do tego samego worka z napisem ?Mężczyźni z Charakterem?, a ?New York, New York? dopełnił całej reszty. Teledyskowy ?Hit the Road Jack? Raya Charles?a na scenie bez reżyserowanych inscenizacji, za to z jajem i energią porwał chyba każdego, podobnie zresztą jak Zeppelinowy ?Bring It On Home?. Odkurzono nawet część pierwszą zbiorku z przeróbkami, a odbyło się to wraz ze zbiorowym wykonaniem obu części ?Another Brick in the Wall? PINK FLOYD. Pierwszy koncert, na którym usłyszałem taką ilość przeróbek i który odbył się w tak silnych oparach czci oddanej klasyce i to nie tylko rock?n?rolla.

autor: Kępol


<<<---powrót