Relacje

INQUISITION / REVENGE / CORPUS CHRISTII / THE STONE

30/09/2011  Berlin, K 17

Gdyby na wszystkich black metalowych koncertach dopisywała taka publika, niewykluczone, że gatunek ów stałby się całkiem dochodowym źródłem utrzymania wielu organizatorów oraz organizujących tego rodzaju gigi właścicieli malutkich labeli. Bez wątpienia bowiem odwiedzający ostatniego dnia września niemiecką stolicę zestaw czterech kapel, złożony od A do Z z przedstawicieli diabelskiego łojenia, przyciągnął liczbę maniaków gwarantującą czysty zysk. Niemałe znaczenie mają w takich przypadkach zapewne też i dni tygodnia ? wiadomo, iż perspektywa weekendu zawsze sprzyja uczęszczaniu na wszelkiego rodzaju imprezy. Penetratorom piekielnych czeluści nazwy pokroju INQUISITION, REVENGE, CORPUS CHRISTII i THE STONE od dawna nie są czymś nowym ? także pomimo wybitnie podziemnego statutu jawią się one atrakcyjnie każdemu lubującemu się w niekomercyjnym odcieniu czarnego metalu i pewne jest, że na koncercie ich nie pojawi się żadna przypadkowa osoba. Wiadomo, że w kwestiach tych Niemcy zawsze prezentowały się lepiej od Polski, stąd też przy sprzyjających okolicznościach całkiem pokaźna ich liczba wypełnić musiała w piątkowy wieczór główną halę znanego klubu. Dwóch co najmniej setek potępionych dusz doliczyć się można było bezproblemowo.
Na start wyznaczony został przedstawiciel ziem bałkańskich pod postacią THE STONE. W swojej wieloletniej karierze obserwatorskiej oglądałem Serbów ze trzy czy cztery razy, przy czym jak to zazwyczaj bywa ? poziom ich występów też różnorako się miewał. Tym razem niniejszy zaliczyłbym niestety zdecydowanie do słabszych ? nie wiem co się na to złożyło, ale kwintet nie wypadł tak jakbym sobie tego życzył. Trochę szkoda, gdyż cała trasa była w zasadzie pretekstem do prezentacji najświeższego, bo wydanego zaledwie dwa tygodnie wcześniej długograja ?Golet?? Kawałki siłą rzeczy zostały zaprezentowane, ale ogólnie jakoś brzmiało to wszystko bardzo mało przekonująco i w rezultacie wcale nie żałuję spędzenia czasu przeznaczonego THE STONE na zupełnie inny sposób. Zauważyć dało się, iż skład osobowy podopiecznych Folter Records uległ chyba w międzyczasie jakimś zmianom ? obecna konfiguracja w pewnym stopniu różniła się od tej widywanej przeze mnie w poprzednich latach? Może to też miało jakiś wpływ na ogólną prezencję? Nie wiem już sam. Na całe szczęście całkiem fajnie wypadł CORPUS CHRISTII. Nieświęta horda to w zasadzie jeden tylko człowiek kryjący się pod niemniej mrocznym pseudo Nocturnus Horrendus, bądź co bądź jednak diabelnie utalentowany, czego dowodem są spłodzone przez niego już w liczbie siedmiu sztuk albumy długogrające. Najnowszy z nich ujrzał zdradzieckie światło dzienne pod koniec czerwca bieżącego roku, z racji jego wysokiej jakości posunięcia promocyjne Candlelight wydawać by się mogły zupełnie zrozumiałe. Siła ?Luciferian Frequencies? niezwłocznie przetestowana zostać musiała podczas wojażu Portugalczyków po kontynencie. Użycie liczby mnogiej jest w tym miejscu całkowicie nieprzypadkowe, gdyż wiadomo że na podobne okazje nawet i jednoosobowy band stara się o muzyków sesyjnych. Zadbał więc i o nich sam Nocturnus Horrendus, który z tej okazji skupić się mógł jak zawsze jedynie na wokalach i tym samym bez jakichkolwiek przeszkód celebrować zło, plugastwo i nadejście Rogatego. CORPUS CHRISTII występując jako kwintet uraczył audytorium nie tylko kęsami ?Luciferian??, gdyż smaczne cząsteczki poprzednich albumów również pojawiły się w jadłospisie. Jak dla mnie zawsze są to kawałki z ?Tormented Belief?, pozostającego najlepszym krążkiem w dorobku kapeli ? nie wiem czy to przypadek, ale trójka chyba nieprzypadkowo bywa liczbą magiczną, a takim właśnie jest w kolejności przed chwilą wymieniony? Lubię ten zespół, a że w ogólności wypadł całkiem przekonująco, nie widziałbym powodu aby do czegokolwiek się przychrzanić. Po przerwie wypadało zatem wziąć głębszy oddech, aby przygotować się na totalną zagładę i apokalipsę mającą zostać rozpętaną przez zespół, który w odróżnieniu do wszystkich uczestników trasy nie miał zaszczytu być przeze mnie oglądany ani razu. Nie znaczy to oczywiście, iż dokonania REVENGE jak i pozycja tegoż w hierarchii najbardziej zasłużonych piewców sonicznego diabelstwa stoją u mnie pod znakiem totalnej ignorancji ? co to, to nie! Nie miałem po prostu wcześniej okazji oglądać bandu w akcji, a jako że co się odwlecze to nie uciecze ? doczekałem się. O takim zespole zazwyczaj powiedziało by się ?kochaj albo rzuć?. Nie ma tu jakiejkolwiek wypośrodkowanej opcji i każdy wiedzący z czym toto się je, albo jest wpiekłowzięty, albo nie przekonany. Twórczość REVENGE to z pewnością ciężki orzech do zgryzienia. Wierzcie mi, ale obejrzałem z ogromną chęcią i z przestrachem jednocześnie te kilkadziesiąt minut potwornej, apokaliptycznej nawałnicy dźwięków, które z pewnością wypełnią atmosferę w dniu końcu tego nędznego świata. J. Read, Vermin oraz towarzyszący im rzygający piekłem bassman urządzili istny holocaust ? wyobrażam sobie jednak, jak wielka skala zniszczeń towarzyszyć musiałaby ich występowi gdyby tylko pojawili się z zacnym Pete?m Helkampem w składzie! Niestety jakoś tak wyszło że zagrali bez niego, nawet i ten ubytek nie odbił się jednak rażąco na poziomie gigu twórców tych trzech monumentów zniszczenia i chaosu. ?Triumph. Genocide. Antichrist?, ?Victory. Intolerance. Mastery? czy ?Infiltration. Downfall. Death? ? każdy reprezentujący je track niszczył jeszcze skuteczniej od wybuchu nuklearnego w Hiroszimie. W takim szaleństwie jest widać jakaś metoda ? gdyby nie, grono oglądających trójkę kanadyjskich antychrystów nie byłoby tak liczne. Podobnie jak oni wszyscy liczę na to, że jeszcze się kiedyś spotkamy!
Dwóch niewysokich Amerykanów rozpętujących piekielną burzę jedynie przy pomocy perkusji, jednej gitary oraz niesamowicie nawiedzonego głosu widziałem już w akcji dwukrotnie, trzeci raz skutecznie utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że ilekroć by jeszcze zawitali w progi jakiegokolwiek przybytku w moim mieście, zawsze tak samo chętnie pójdę dotrzymywać im szyku. INQUISITION to może zdecydowanie inna baja w stosunku do REVENGE chociażby, nie od dziś jednak tych dwóch niepozornych człowieczków słynie z piekielnego rzemiosła opatrzonego certyfikatem najwyższej jakości. O ogólną formę mogłem być zatem całkowicie spokojny, szczególnie mając jeszcze w pamięci zeszłoroczny ich show w mniejszej sali tegoż samego klubowego kompleksu. Charakterystyczny jak zawsze corpse-paint, posągowe estradowe skupienie, wygrywane kąśliwe riffy oraz ten powodujący gęsią skórkę głos ? oto główne cechy Dagona, będącego za każdym razem mistrzem rytuału. Do tego mniej widoczny, lecz tak samo ważny, bo odpowiedzialny za rozpętywanie burz blastów Incubus ? czego chcieć więcej? Kult sam w sobie! Najważniejsze są oczywiście tracki, więc i tym razem INQUISITION zaprezentował emanujące diabelską aurą potpourri swoich najsłynniejszych hymnów, skupiając się naturalnie w większości na tych pochodzących z najnowszego ?Ominous Doctrines Of The Perpetual Mystical Macrocosm?. Ujęty tak długim tytułem piąty studyjny wymiot kolumbijskich Amerykańców na samym już początku doczekał się koncertowej prezentacji poprzez otwieracz ?Astral Path To Supreme Majesties?. ?Command Of The Dark Crown?, ?Cosmic? Invocation Rites? oraz ?Desolate Funeral Chant? dopełniły jego programu, z przedostatniej i równie znakomitej ?Nefarious Dismal Orations? usłyszeliśmy natomiast oprócz utworu tytułowego ?Where Darkness Is Lord And Death The Beginning? oraz? coś jeszcze, o czym rzecz jasna wspomnę potem. Dwa najlepsze krążki duetu uzupełniły rzecz jasna starocie ? oczekiwany i przyjęty przez większość z aplauzem po zeszłorocznej absencji ?Crush The Jewish Prophet?, ?Embraced By The Unholy Powers Of Death And Destruction?, ?Imperial Hymn For Our Master Satan? oraz ?Empire Of Luciferian Race?. Całość oficjalną zakończył ?Ancient Monumental War Hymn? ze wspomnianej już uprzednio ?Nefarious??, a że kawałek ten nie tylko uchodzi za jeden z najlepszych w dorobku tej jakże nieświętej Inkwizycji, bo i na zamknięcie nadaje się znakomicie ? nie ma wątpliwości. Pojawiły się także ze dwa może bisy, lecz śledząc już poczynania Dagona i Incubusa z telebimu w drugiej z sal hali głównej (gorąc i zatłoczenie dały się we znaki nielekko) nie byłem w stanie już ich rozszyfrować. Nic to jednak, bo wrażeń nawarstwiło się jak na jeden dzień sporo ? doskonałe zespoły, świetne brzmienie sceniczne (z małym wyjątkiem u THE STONE, bo w końcu nic bez ale), ogólnie też i elitarna atmosfera dzięki wszystkim bardziej i mniej znajomym, którzy zdecydowali się uczestniczyć w berlińskim odcinku trasy Ominous Doctrines Over Europe 2011? Rogaty mógł mieć tego dnia powód do radości. 2011?

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

INQUISITION / REVENGE / CORPUS CHRISTII / THE STONE - 30/09/2011, Berlin, K 17


THE STONE

CORPUS CHRISTII

REVENGE

INQUISITION



<<<---powrót