Relacje

PANDEMONIUM / BLAZE OF PERDITION / NORTHWAIL / GENITAL PUTREFACTION

29/10/2011   DK “Słowianin”, Szczecin

Podziwiam ludzi, którzy zamiast biadolić tudzież załamywać ręce z powodu braku imprez kulturalnych, wykazują własną inicjatywę i własnymi bądź połączonymi siłami dopinają swego. Szczególnie szanuję to w materii organizacyjnej, przede wszystkim jeśli o chodzi o koncerty w miastach traktowanych zazwyczaj na tym polu po macoszemu. Sam byłem jeszcze nie tak dawno mieszkańcem miasta nad Odrą z gryfem w herbie, więc wiem niestety jak to w nim z metalowymi eventami bywało… Sprawy potrafią nabrać jednak pozytywnego biegu jeśli ma się do czynienia z ludźmi wyznającymi zasadę „chcieć to móc” – założone w zeszłym roku przez grupę dobrych znajomych Stowarzyszenie Muzyki Extremalnej „Aaaaaaargh!” nie tylko potrafiło w ostatnim czasie wnieść nieco ożywienia w pasywne życie koncertowe szczecińskich metalowców poprzez organizację bardziej niszowych sztuk, bo także i paru całkiem poważniejszego kalibru. Do tej drugiej grupy zdecydowanie zaliczyć można zorganizowany bardzo przyzwoicie w przededniu Halloween koncert jednej z legend polskiego podziemia końcówki lat 80-tych w doborowym towarzystwie dwóch krajowych oraz nawet jednego zagranicznego (!) supportu. Zarówno odwiedziny rodzinnych stron, jak i ogólna ciekawość stały się zatem wystarczającymi impulsami do wzięcia udziału w tym zacnym przedsięwzięciu, nie wspominając już oczywiście o chęci ujrzenia kilku(nastu) towarzyszy broni z dawnych lat, którzy dopełnili liczby chętnych tego wieczoru mocnych wrażeń oszacowaną ogólnie na jakieś 150 istnień.
Choć nie wszystkie zespoły pojawiły się na miejscu o czasie planowanym i przewidzianym na próbę dźwięku, nic nie przeszkodziło aby sobotni koncert rozpoczął się o wyznaczonej godzinie i dlatego też wyznaczony na otwieracza GENITAL PUTREFACTION objął w posiadanie scenę klubu raczej punktualnie. To tenże band właśnie nieskromnie zaliczyć można jako zagraniczny, choć pamiętający go z czasów kultowego Sthrashydła najstarsi górale doskonale wiedzą przecież o polskim pochodzeniu. Od dwóch dekad załoga stacjonuje jednak w Berlinie, gdzie przechodząc w międzyczasie małe mutacje i metamorfozy, podniosła się po latach ze śpiączki i stworzywszy w nowym składzie świeży materiał postanowiła przypomnieć o sobie raz jeszcze. Nieskromnie pochwalę się, iż chłopaków znam nie od dziś i na niejednym z ich gigów miałem przyjemność się znajdować, nieładnie byłoby więc zbyt przesadnie ich krytykować, hehe! Wiem jednak że przesadne słodzenie także niczemu dobremu nie sprzyja, toteż postaram się być obiektywny choć odrobinę. Deathowa naparzanka w ich wykonaniu zajeżdżająca Szwecją ze starych dobrych lat rzuca się w uszy aż zbyt mocno, nic dziwnego zatem, że w koncertowym wykonaniu sprawdza się znakomicie. Przy barierkach kilkanaście zaledwie osób, choć to akurat nie powinno specjalnie dziwić. Nie tylko ze względu na porę, bo także i z innych powodów – za cholerę nie wiem jak to się mogło stać, że nienaganne podczas soundchecku brzmienie tym razem nieco się skichało! Istotnie, sound zlewał się momentami w magmę, nie jest jednak ściemą fakt jakoby do wszystkiego dołożyła się też nienajlepsza tego wieczoru forma pałkera – Christian, jedyny niemieckojęzyczny członek formacji zaprezentował się zdecydowanie w niezbyt dobrej formie i najprawdopodobniej cud tylko sprawił, że GENITAL PUTREFACTION wystąpił w ogóle. Nie będę już bawił się w szczegóły, mam jedynie nadzieję, że w przyszłości nie tylko on wypadnie nieco lepiej. Jak już wspominałem – nie było tragicznie, do poprawności trochę jednak brakowało, a szkoda, bo kawałki z nie wydanej wciąż jeszcze polskojęzycznej płyty „Stworzony przez bogów” skopać dupę potrafią nielekko… Po 40 minutach rzezi w polsko – niemieckim wykonaniu podest opanowali przedstawiciele lokalnego podwórka pod postacią NORTHWAIL. Black metalowy kwartet wydał całkiem niedawno ponownie własnym sumptem długogrający krążek, nic dziwnego więc, że grany tego wieczoru koncert stanowił doskonały pretekst do zaprezentowania tegoż. Czas przydzielony zespołowi obfitował zatem nie tylko w nowe kawałki, gdyż nie zabrakło także i pochodzących z poprzedniego albumu „Enigma”. Było mrocznie, epicko i w każdym calu blackowo, ludzi pod sceną jednak niewiele więcej niż w przypadku Genitali. Jak dla mnie nieźle, choć ogólnie bez sensacji. Inaczej sprawa miała się już jednak przy BLAZE OF PERDITION. Powiedziałbym, że ci goście po prostu wygrali zawody! Dziki, pełen jadu i nienawiści stuff – tak właśnie brzmieć powinien black metal i jeśli chłopakami zaopiekowałby się tylko jakiś rzetelny label na Zachodzie – oj, nie byłoby żartów! Dwójka wokalistów wspomagana przez sprawną maszynerię rozpętała na scenie prawdziwy rytuał zła i przemocy. W tej piekielnie dobrej muzie doszukałem się nawet fascynacji znanym i lubianym chyba przez was WATAIN, nie przesadzę jednak twierdząc, że pazur i agresja lubelskiej ekipy to coś więcej niż szlachetny szwedzki wzorzec. Co tu zresztą gadać, skoro mający swoje etaty w kapeli Wizun i Mścisław w niejednym już przedsięwzięciu maczali swoje brudne paluchy – zrozumiałe jest zatem, że nie mogło być opcji o skrewieniu w BLAZE OF PERDITION, czyż nie? Oby Rogaty był im przychylny na zawsze i wszędzie!
Słyszana już przeze mnie opinia jakoby ludzie z Łodzi należeli raczej do przyzwoitych, istotnie znalazła w wielu przypadkach potwierdzenie. Podążając tą ścieżką rzekłoby się więc zatem, że wykonawcy pochodzący ze słynącego z przemysłu tekstylnego i tym samym drugiego co do wielkości miasta w Polsce również powinni być dobrzy, hehe! Polscy metalowcy na zawsze kojarzyć będą to miasto z jedną chyba nazwą – skłamałbym twierdząc jakoby PANDEMONIUM uchodziło za jedyną załogę stamtąd, wkład kapeli w historię rodzimego undergroundu jest jednak wielki do tego stopnia, że niczym innym na tym polu stolica włókiennictwa poszczycić by się już chyba nie mogła, czyż nie? O wartości tak kultowych dzieł jak demo „Devilri” czy pełnowymiarowy krążek „The Ancient Catatonia” wypowiadali się przecież z ekstazą nie tylko obywatele bolszej Polszy – także i zagraniczna publika nierzadko uznaje do dziś oba materiały za absolutne klasyki diabelskiego hałasu znad Wisły. Każdy znający historię PANDEMONIUM wie jak potoczyły się jego później losy – ten, kto pozostał lojalny wobec Pawła polubił także brzmienie DOMAIN, kto zaś bardzo tęsknił za starym obliczem zespołu, poczekał jeszcze jakąś dekadę i dostał do rąk drugi album „Zonei”. Elektroniczne eksperymenty jednym się podobały, innych zdecydowanie raziły, faktem jest jednak, że PANDEMONIUM nie złożył broni i po kilku kolejnych latach wypuścił kolejną, zdecydowanie bardziej trafiającą w gusta większości płytkę „Hellspawn”. Nic dziwnego, że dobry materiał w dość sporym zakresie prezentowany musi być na koncertach, toteż i szczeciński nie mógł się bez niego obejść. Choć nie przerobiłem przed gigiem płyt kwartetu, udało mi się wyłapać nieco przemieszanych z intrami staroci i nowości, które wypełniły niemal godzinny set Łodzian. Niemrawej wciąż publice dane było m. in. usłyszeć „Frost”, „Whispered In The Dark”, „Unholy Existence”, „Hypnotic Dimension” czy „Hellspawn”. Dla rozkochanych w dokonaniach zarejestrowanych pod szyldem DOMAIN niespodzianką były z pewnością „Dingir Xul” czy „Gat Etemmi”, pojawiły się również dwa nowe zeszłoroczne strzały pod pod postaciami “Black Forest” i “God Delusion”, zapowiadające najprawdopodobniej nowy album, na który powoli już chyba pora… To jednak już wszystko co mógłbym w tej kwestii powiedzieć, bo więcej nie jestem w stanie. Dlaczego? Bo nie był to niestety przesadnie wspaniały koncert zespołu. Owszem, nie był zły, lecz do dobrego sporo mu niestety brakowało i wiem, że nie byłem w tej opinii osamotniony – może to właśnie sprawiło, że lud niespecjalnie entuzjastycznie przyjął poczynania okrętu flagowego pierwszej fali polskiego death metalu, który pół godziny przed północą zwinął żagle… Miejmy nadzieję, że to tylko jednostkowy epizod i hipotetyczny przyszły koncert PANDEMONIUM oszczędzi podobnych rozczarowań – zarówno w materii dźwiękowej, jak i w sensie ogólnym. Tak i tak dobrze, że odbywający się tego samego dnia mecz Pogoń – Arka nie obniżył aż tak drastycznie liczby oglądających, a sama impreza dzięki staraniom małego stowarzyszenia doszła ogólnie do skutku… Mam nadzieję znaleźć się na niejednej jeszcze takowej, organizowanej przez wciąż oddanych dwóm sprawom kamratów z dawnych lat – nie tylko ostrym dźwiękom, bo także i piwnym pojedynkom podczas samego koncertu oraz odbywającego się bezpośrednio po nim pubowemu afterparty, hehe! Podziękowania dla wszystkich, a już szczególnie dla Pawła i Ogóra – rządzicie!

autor:  Nikolaus (Mikołaj) Kunz

PANDEMONIUM / BLAZE OF PERDITION / NORTHWAIL / GENITAL PUTREFACTION - 29/10/2011, DK “Słowianin”, Szczecin


GENITAL PUTREFACTION

NORTHWAIL

BLAZE OF PERDITION

PANDEMONIUM



<<<---powrót