Relacje

CHRIST AGONY / SECRETUM / IN DEMISE

19/10/2011  Access Metal Pub, Berlin

Pośród mazurskich jezior i lasów, pamiętających czasy pogańskich Pogezan czy Jaćwingów, gnębiące je krzyżackie zastępy które wzniosły tu liczne zamki, a do niedawna jeszcze niemieckojęzyczne babcie nucące wnuczętom do snu historię Anny z Tharau, wznosi się pewne małe miasteczko. Niegdyś zwane Mohrungen, dziś po prostu Morąg. Spośród innych mazurskich miasteczek nie wyróżnia się niczym szczególnym – jest ratusz, stacja kolejowa i gdzieniegdzie domki, jak to pisał już kiedyś jeden ze słynnych poetów… Mało kto wie jednak, że w pozornie przeciętnej mieścinie zrodził się przez dwiema dekadami pewien zespół metalowy – przez jednych ubóstwiany, przez innych nie cierpiany, w większości przypadków jednak – uznany za kultowy. To tutaj właśnie zasiane przez Cezarego A. nasienie dało początek jednemu z najbardziej plugawych i ekstremalnych aktów jakie tylko zrodzić mogła polska ziemia. Tutaj właśnie zrodził się CHRIST AGONY – band mroczny, bluźnierczy i w każdym calu niekonwencjonalny. Band, który zmieniał muzyków, znikał ze sceny, reaktywował się, przede wszystkim jednak – wydał kilka diabelsko dobrych albumów, rozsławiających imię Rogatego nie tylko w kraju, ale i za granicą. Pragnący rozsławić je zresztą nie tylko na niwie wydawniczej, lecz nawet i trochę koncertując na Starym Kontynencie… Plugawiąc go raz pierwszy przed piętnastu laty, nie wiadomo jednak czy zasiewając nasienie do tego stopnia głęboko, aby po upływie kolejnej dekady plus jeszcze lat kilku zbierać można było dojrzałe owoce diabelskich upraw… Tak, tak proszę państwa – może brzmi to wszystko nieco niczym durne frazesy, ale co niektórych fanów CHRIST AGONY zasmuci może trochę fakt, że nazwa kapeli nie potrafi przyciągnąć dziś za granicami kraju zbyt wielu chętnych do sal. O nowym albumie Cezara i S-ki ujętym tytułem „NocturN”, jak i towarzyszącej jego premierze europejskiej trasie koncertowej wiadomo było już w zasadzie od jakiegoś czasu. Nie zastanawiałem się wprawdzie jak wielu spośród tych, którzy przed laty obserwowali poczynania Agonii Chrystusa na scenicznych deskach do dziś ostało się pośród siedzących jeszcze w klimacie, ostatni przystanek wycieczki tercetu wyznaczony na Berlin zmotywował mnie jednak przede wszystkim do osobistego zmierzenia się z legendą, której drogi jakoś do tej pory się z moimi nie przecięły… Jakoś tak wyszło, ale jako że lepiej późno niż wcale, skwapliwie wdrożyłem tę zasadę w życie. Czy dobrze zrobiłem? Jak najbardziej. Bynajmniej nie z powodu który wymieniłem przed chwilą, jak też i nie dlatego że bałem się głosu z zaświatów, głoszącego o moim potępieniu za tak potworną zbrodnię. Gdybym nie znalazł się tego wieczoru w Accessie, Cezaremu A., Tomaszowi R. oraz Pawłowi J. byłoby nie tylko przykro – przypuszczalnie wkurwiliby się do ostateczności, gdyż wyniku oglądalności w postaci 20 zaledwie osób nie mają chyba nawet dziś w liczącej ponad 3 miliony luda mieście świeże kapelki, płodzące w garażach bądź piwnicach i wtłaczane potem na CD-Romy chrzęsty, stuki czy inne pierdzenia. A tak było właśnie w momencie, kiedy CHRIST AGONY jako gwiazda wieczoru opanowała niewielki podest klubu – już nawet dwa supporty, lokalne IN DEMISE oraz SECRETUM, grające zupełnie przeciętne (jeśli nie słabe) odmiany death metalu przyciągnąć potrafiły nieco więcej oglądających. Bynajmniej nie drastycznie więcej, ale chociaż o kilka więcej. Nic to dziwnego jednak, bo fakt obecności tego wieczoru w lokalu osób należących do ścisłego grona przyjaciół wyżej wymienionych rzucał się w oczy bardzo mocno, szczególnie w momencie gdy nastała przerwa na przebudowę majdanu po zakończeniu gry drugiego z nich… Polską legendę oglądało oprócz mnie może trzech innych straceńców, barmanka, do tego muzycy support aktów – oczywiście sami, bo wszyscy ich znajomi po zakończeniu spektakli czule i wzniośle się pożegnali, po czym podążyli do domów na kolację. Do rozłożonego na jednym ze stolików merchandise’u nie podeszła choćby raz jakakolwiek żywa dusza, na scenie zaś Cezar, Reyash i Paul robili przez blisko godzinę swoje – sumiennie i konsekwentnie, za co zasługują u mnie na szacuneczek co najmniej. Bez złości czy zniechęcenia, nie zwracając uwagi na to, że tak wielu postanowiło ich olać – zagrali przekrojowy i bądź co bądź bardzo przyzwoity koncert. Nawet dla siebie samych, przynajmniej udowadniając sobie, że wiedzą do czego służą instrumenty jak i przede wszystkim to, że z tak długim stażem i idącym za tym doświadczeniem jeszcze nie raz będą w stanie pokazać na co ich stać… Czy za kolejne kilkanaście lat doświadczą w Berlinie być może tak samo niewdzięcznej sytuacji? Osobiście życzyłbym im z całego serca jak najmniej takich, i to nie tylko w tym wielkim, jakże przepełnionym metalowcami molochu nad Sprewą…

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

CHRIST AGONY / SECRETUM / IN DEMISE


IN DEMISE

SECRETUM

CHRIST_AGONY



<<<---powrót