Relacje

VOMITORY / PROSTITUTE DISFIGUREMENT / SOLACE OF REQUIEM

3/11/2011  Berlin, K 17

Zazwyczaj koncerty tego typu bardzo potrafią mnie usatysfakcjonować. Nawet pomimo nielicznej frekwencji oraz niespecjalnie zaskakujących mnie wszechobecnych tam atrakcji. Death metalu nasłuchałem się już bowiem w życiu sporo, do tego nawet stopnia, że w pewnym momencie wyłazić mi zaczął bokiem, podobnie jak niegdyś pyzy z mięsem, które umiłowałem do tego stopnia, że gościły na moim stole niemal codziennie? Wszystko to potrafi wrócić jednak do normy, niespecjalnie może z uwagi na głód, lecz tylko ze względu na to, że rzecz nie konsumowana już dłuższy czas ponownie nabrać może całkiem dobrego smaku ? zarówno w materii kulinariów, jak i najbrutalniejszego wariantu muzyki metalowej. Tak też było właśnie trzeciego dnia brzydkiego zimnego miesiąca, kiedy kilku dobrze znanych przedstawicieli deathowej sceny postanowiło w ramach wspólnej trasy zahaczyć szczęśliwym zbiegiem okoliczności również i o moje miasto. Zestawienie trzech szkół brutalnego grania ? szwedzkiej, holenderskiej i amerykańskiej ? należących poniekąd do najlepszych na świecie nierzadko ma miejsce na jednym konkretnym gigu, wobec faktu, że wyżej wymienione należą także i do moich ulubionych, powód nie tylko pomocy przy tymże przedsięwzięciu, bo przede wszystkim obserwacja poczynań zespołów wydawałyby się chyba więcej jak uzasadnione.
Przetarcie szlaków należy często do niezbyt przyjemnego zadania, Amerykanie z SOLACE OF REQUIEM poradzili sobie jednak z tym więcej jak poprawnie. Nie powiem aby ich muza zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, nie stwierdzę jednak tak samo abym stojąc pod sceną czuł się jak u cioci na imieninach. Technika, blast, brutalizm ? wszystko ładnie i pięknie, ale to w zasadzie wszystko o czym by można w temacie tegoż kwartetu nadmienić. Dziwi mnie jedynie, że chłopaki istniejąc już taki szmat czasu (18 latek) nie tylko nie mieli szansy choć trochę rozreklamować swojej nazwy oraz to, że przy tak długim okresie egzystencji mają na koncie wyłącznie trzy albumy, przy czym pierwszy z nich ujrzał światło dzienne zaledwie przed siedmioma laty. Istotnie, rzadko który band zaczyna zabawę na poważnie nagrywając swój debiut po tylu latach od momentu założenia, nie bawiąc się po drodze w jakiekolwiek dema czy inne rozmaitości? Inna sprawa, że płyty SOR wydawane są własnym sumptem ? może to nieco by tłumaczyło, choć dotychczasowa i w sumie słuszna niewiedza z mojej strony o istnieniu bandu to też oddzielna kwestia? Nie bawiąc się w dalsze komunały przejdę zatem do PROSTITUTE DISFIGUREMENT. Okazję do oglądania Holendrów miałem już kilka miesięcy wcześniej, kiedy to niniejsze miejsce zaszczycili w ramach reaktywowanego, bądź co bądź zorganizowanego jednak z opłakanym skutkiem festiwalu Fuck The Commerce. To chyba pierwszy przypadek, kiedy wiedząc o obecności zespołu na który miałem chrapkę położyłem na wszystko lachę i pojechałem do domu. Niewyraźny nastrój jaki mnie wówczas ogarnął zaważył chyba na tym decydująco i stąd to wszystko. Mało co pamiętam już zresztą jak to wtedy było? Nic to jednak ? co ma wisieć nie utonie, więc okazja ujrzenia holenderskich niszczycieli w akcji nadarzyła się szybciej niż myślałem. Podopieczni z Neurotic Records pozamiatali tego dnia całkiem ładnie, jeśli udało im się zatem zrobić to także i wtedy ? głupi byłem niemiłosiernie. Najważniejsze jednak, że zaległość dało się nadrobić, a że Niels Adams wydziera się naprawdę nieźle, gorąco pragnąłbym aby jak najszybciej dotarł do naszego miasta również i z reaktywowanym niedawno CENTURIAN! Liczę na to gorąco i bardzo, ale to bardzo szczerze, przyznając jednak, że z bandem odpowiedzialnym za spłodzenie ?Descendants Of Depravity? bez wątpienia i przede wszystkim spisał się na medal.
Tych czterech brutalizatorów znają chyba wszyscy. Znam więc i ja, a wobec faktu, że w całym śmierć metalowym bajzlu na szwedzką modłę niewiele już pozostało takich załóg jak ta, powód mojej sympatii dla niej wydawać się może jak najbardziej uzasadniony. Ci faceci grają brutalny, krwawy death metal w najlepszym wydaniu, a co więcej ? robią już to ponad 20 lat, nie zmieniając się przy tym ani na jotę. Muzyka VOMITORY nie ewoluuje absolutnie, pozostając przez rzeczone dwie dekady brutalną sieką najlepszego sortu, nie skażoną ani miligramem komercji oraz wdzierających się wszędzie usilnie najnowszych trendów. Żaden z wiatrów czasu nie zachwiał ideałami Rzygowin, które od momentu wydania ?Rape In The Own Blood? kurczowo trzymają się raz wytyczonego kursu, zmieniając jedynie wydawców, okładki i brzmienie kolejnych krążków. A jeśli już ? tylko na lepsze, będąc zarazem wciąż takim samym! Kwartet z Forshaga zupełnie zasłużenie siedzi na cieplutkich fotelach Metal Blade od tylu lat ? na nich polegać to jak na Zawiszy. Z dwuletnią częstotliwością band przypomina o sobie, racząc wszystkich wielbicieli nowym, świeżutkim kawałkiem krwawego mięska z renomowanej jatki, niniejsza trasa zupełnie nieprzypadkowo stanowiła zatem doskonały pretekst do prezentacji najnowszego i tym samym ósmego już dzieła mordu ?Opus Mortiis VIII?? Zarzynanie rozpoczęło się jednak od ?Art. Of War? z ?Revelation Nausea? ? choć płytka ukazała się już 11 latek wstecz, kompozycje z niej nie tracą ze swojej siły absolutnie nic! Rzeź, blast i totalny rozpierdol od samego początku to zawsze też i dobry znak. Na strzały z nówki długo czekać jednak nie trzeba, gdyż otwierający ją ?Regorge In Morgue? już za kilka minut skutecznie rozsadza membrany głośników. ?Hollow Retribution?, ?The Dead Awaken?, ?Flesh Passion?, ?Stray Bullet Kill?, ?Forever Damned? ? oto kolejne ociekające krwią punkty programu, nie tylko z tegorocznego przedsięwzięcia, ale także i z poprzednich lat. Zapowiadane oczywiście przez Petera Östlunda, który dziwnym jakimś przypadkiem od kilku co najmniej lat pełni zaszczytną funkcję konferansjera grupy? Nic to jednak, bo przy takim gardłowym jak Erik Rundqvist względy zdrowotno ? oszczędnościowe są jak najbardziej wskazane, hehe! Osobiście najbardziej byłem pod wrażeniem soundu ? mało który band osiągnąć chyba potrafi tak paskudnie tłuste brzmienie, pasujące do takiego grania jak ulał? Nie pomniejszam oczywiście doskonałości dźwięku przy występach poprzedników, VOMITORY jednak zdecydowanie musiałoby otrzymać w tym rankingu palmę pierwszeństwa. ?The Carnage Rages On?, ?Redemption?, ?Great Deceiver?, ?Shrouded In Darkness?, ?Terrorize, Brutalize, Sodomize?, ?Chaos Fury? ? z przyjemnością wysłuchałem każdego z tych tracków, w którym klasyczna szwedzka łupanka schematu umpa-umpa tak perfekcyjnie zazębia się z amerykańskim przepisem na masakrowanie? Wydawać by się mogło, że niniejszym Szwedzi dojechali do końca i z bardzo zamierzchłych czasów nie zaprezentowali nic. Pomyliłem się grubo, bo bez tradycyjnego zugabe obejść się nie mogło, to znaczyło z kolei tylko jedno ? ?Raped In Their Own Blood? dopełniło setlisty i w ten sposób przekrój przez wszystkie wydawnictwa VOMITORY stał się faktem. Blisko godzinny show minął niepostrzeżenie i dla jakiejś setki zgromadzonych stało się jasne, że zamykamy nasz teatrzyk? Ksiądz Robak mówi: ?Posprzątać, oczyścić?, więc biorąc sobie do serca jego nakaz, za owo właśnie należało się wziąć. Poszło to jednak nad wyraz szybko, wracając zatem w domowe pielesze szybciej niż przypuszczałem, pomyśleć mogłem sobie tylko jedno ? death metal to jednak podstawa! Nawet gdy czasem ma się go powyżej uszu.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

VOMITORY / PROSTITUTE DISFIGUREMENT / SOLACE OF REQUIEM - 3/11/2011 ? Berlin, K 17


SOLACE OF REQUIEM

PROSTITUTE DISFIGUREMENT

VOMITORY



<<<---powrót