Relacje

ARTROSIS, FIREFLOWER -

02.12.2011  Wspak, Kielce

Wielu miłośników muzycznej sztuki wyższej wlewało mi chochlą olej do głowy, przekonując, że ARTROSIS to zespół mający bardzo wiele wspólnego z ambitniejszą sceną artrockową, znający genezę uprawianej przez siebie stylistyki i umiejętnie z niej korzystający. Kępol „wiedział lepiej”. Mimo iż zespół ten znam od debiutanckiej płyty „Ukryty Wymiar”, której dane mi było wysłuchać jeszcze w wersji kasetowej i mimo, iż takie utwory jak choćby „Żywiołom Spętanym” czy „Nazgul” przypadły mi do gustu, nie mogłem jakoś do końca kupić tych wszystkich „Szmaragdowych nocy w kryształowych zamkach”. Tak jakby ANANKE czy wczesny QUIDAM, którymi obecnie się zachwycam, nurzali się w oparach innej stylistyki lirycznej [śmiech]. Zespół jednak odstawiłem, a samym koncertem zainteresował mnie Diovis i po wszystkim jestem mu szalenie wdzięczny. Odrobiwszy pracę domową z ostatniej płyty zielonogórskiej formacji, zatytułowanej „Imago” zakotwiczyłem w swej głowie, z początku nieco tłumioną świadomość, że kawałek muzyki to – trzeba przyznać – niekiepski. Na koncert dotarłem ze swym wieloletnim kompanem, Damianem i załatwiwszy kwestie uczestnictwa w imprezie, usiedliśmy w sali oczekując dalszych wydarzeń. Gdzie są wszyscy? Zachorowali? Kończą browarek i za chwilę wejdą? Może w ogóle pominęli support i mają zamiar dotrzeć do klubu tuż przed wyjściem gwiazdy? Niestety, kielecki Wspak świecił tego wieczoru pustkami, a przez blisko pół występu otwierającego gig FIREFLOWER uwaga: nikogo nie było pod sceną! Młodsi koledzy headlinerów zagrali jednak, nie pozbawiony drobnych błędów, lecz tak naprawdę bardzo dobry koncert. Autorskie utwory takie jak „Odd One Out”, czy „Unsatisfied” wypadły całkiem nieźle, a covery („Zombie” THE CRANBERRIES czy „Szklana Pogoda” LOMBARDU z riffem z „Beat It” Jacksona we wstępie) dały solidnego kopa. Dobra wokalistka, świetnie radząca sobie z tak zwaną czystością śpiewu, jest ich niewątpliwym, scenicznym orężem. Chwilkę zajęły próby nagłośnienia i na scenie pojawił się Maciej Niedzielski, klawiszowiec ARTROSIS, który zaczął tworzyć klawiszowo - elektroniczne tło nim zorientowałem się, że dobiegły one końca. Choć tak w zasadzie nie wiem, czy słowo „tło” jest adekwatne w odniesieniu do jednego z najważniejszych komponentów muzyki ARTROSIS, ale przyjmijmy dla wygody. Samplowane „dzięcięce głosy” z ostatniego utworu na „Imago” zaczęły recytować: „Zegara równy ton zaprasza przeznaczenie, przerywa twój nietrwały sen. Homogeniczny rytm godzina po godzinie, nic nie trwa wiecznie, panta rhei...” Powoli wchodzą pozostali, mikrofon przejmuje Medeah, nogi jak z waty, buzia otwarta, przysłowiowa czapa z głowy. Mocnym zaczęli akcentem, nie ma co. Wokalistka sympatycznie przywitała się z publiką i nie zwracając większej uwagi na fakt dla ilu osób gra, starała się docenić ich przyjęcie. Oznajmiła, że ta trasa to jedyna okazja by usłyszeć na żywo cały materiał z „Imago”, z którego, nie licząc wyśmienitego „Panta Rhei”, genialnie wypadły takie kawałki jak rekomendowany przez nią utwór tytułowy, „Już tylko śnij”, „Tysiąc prawd”, „Za wszystko - nic”. Proste, że ci ludzie nie od dzisiaj stąpają po scenie, co widać wyraźnie w estradowym behawiorze Medei i jej obyciu w branżowym środowisku, zwłaszcza w sytuacjach w których potrafiła dogadywać się „na gesty” z dźwiękowcem, jednocześnie śpiewając. Podkreśliła to tuż przed wykonaniem utworu „Nazgul” mówiąc: „większości z Was nie było jeszcze nawet na świecie kiedy ten utwór hulał w radio”. Znalazło się jeszcze miejsce dla tytułowego kawałka z płyty „Pośród kwiatów i cieni”, który również został zapowiedziany jako „staroć”. Bisy odbyły się w formie wykonanej przez samą Medeę i Maćka, piosenki „Szmaragdowa Noc” i powtórki z „Nie Tamta Już” gdy ponownie dołączyli do nich pozostali muzycy, wśród których od początku nie było basisty. Gdy stałem przy scenie dźwięk się ciągle sprzęgał, dzwonił w uszach, przesterował, itp., lecz gdy usiadłem sobie później nieco dalej, okazało się, że koncert jest całkiem dobrze nagłośniony [śmiech]. Gigi odbyły się właściwie planowo (można uogólnić), nie odwlekając się zanadto w czasie. Tylko ta nieszczęsna, mierzalna w wartościach dwucyfrowych, frekwencja...

autor: Kępol
zdjęcie: Damian Iłowski


<<<---powrót