Relacje

BULLDOZER / AZARATH / WITCHMASTER / DEUS MORTEM

10.09.2011  Gdynia, Ucho

Ostatnio moi znajomi narzekają, że nie ma fajnych koncertów, albo że są za daleko, albo że nie ma z kim, bo się wszyscy zestarzeli, albo za drogo, albo... No właśnie, ale są takie koncerty na które nawet najzatwardzialsi specjaliści od trenowania mięśnia piwnego przed telewizorem nie tylko się wybiorą, ale nawet odkurzą swoje wypłowiałe kamizelki, tylko ?lekko skurczone w praniu?. Okazji do tego mieliśmy ostatnio kilka, ale o tym koncercie, a raczej o całej trasie koncertowej mówiono wszędzie, a to za sprawą takiego pewnego zespołu o nazwie BULLDOZER. Kto nigdy nie słyszał tej nazwy, niech od razu przestanie czytać tę relację i da sobie spokój w ogóle ze słuchaniem metalu. Poważnie. Mało się spotyka już dzisiaj weteranów thrashu, którzy byli na koncercie 17 listopada 1989 roku (no ja na przykład miałam wtedy aż 10 lat !), a ponieważ powstała potem jedyna płyta koncertowa w dorobku Włochów, to od lat się mówiło, że zespół powinien się reaktywować tylko po to by wrócić do Polski i nagrać kolejną. Jak na Polaków przystało, przeciętny fan muzyki metalowej ma przeświadczenie, że jest pępkiem świata, no i wszystko zaczyna się i kończy w ?The Voice of Poland?. Żarcik, ale do rzeczy.
Zespół się reaktywował, nagrał płytę jak dla mnie jedną z najważniejszych płyt ostatnich lat w dziedzinie thrashu, zagrał trochę koncertów, no i zapowiedział trasę po Polsce. No bez jaj, pomyślałam, ale bileciki zaraz zostały zakupione, a nam jedynie trzeba było poczekać jeszcze parę tygodni i... Nastał ten wspaniały dzień 9 września 2011 roku. Koncert zespołów AZARATH, WITCHMASTER, DEUS MORTEM, no i BULLDOZER w ramach trasy Blasphemers Campaign. Ponieważ koncert w Gdyni był ostatnim na trasie, miałam już pewne ?informacje? od znajomych z Polski co tam się działo, więc apetyt rósł i człowiek naprawdę się nie mógł doczekać. Przed klubem tłum, ale niepokojąco dużo młodzieży metalowej w koszulkach Witchmastera lub Azarathów z groźnymi minami obserwujących kolegów w ?kolorowych? kamizelkach z naszywkami. Nic to, wparowaliśmy do klubu zrobić nalot na sklepik z płytami, ale jak się można było spodziewać, wszystko praktycznie wykupione. Chociaż uwielbiam polskie zespoły, tego dnia byłam zorientowana jedynie na Bulldozera, więc kiedy zaczął DEUS MORTEM w spokoju sączyliśmy fifko przed klubem. No i tu nastąpiła mała niespodzianka, bo nagle przy nas przystanął sobie taki wysoki gościu, zdecydowanie w ?starszym wieku? i co mnie najbardziej zadziwiło, przez nikogo nie rozpoznany. Zadziwiło, bo kolesia buźka zdobiła aż trzy okładki płyt Bulldozera, a był to niejaki pan AC Wild! Szybko wydobyłam z otchłani torebki ?Regenerated In the Grave...?, by ?umilić? panu Continiemu odpoczynek przy fajce przymusem podpisywania mi płyty. Okazało się jednak, że choć AC Wild mocno skacowany, jest przemiłym towarzyszem rozmów i bardzo chętnie wdał się z nami w pogawędkę o ?starych, dobrych czasach?, ale i nie tylko. Popozowaliśmy wspólnie troszkę do zdjęć i ja popędziłam posłuchać Witchmastera.
No cóż. Zespół WITCHMASTER ma na północy swoistych wyznawców i szacując na oko, akurat na tym zespole, tego wieczoru było najwięcej fanów pod sceną. Ja sama jestem zdania, że jak chłopcy się już zbiorą do kupy i wyjdą na scenę, to grają kawał niezłego mięcha i zawsze z przyjemnością się ich ogląda, no i przede wszystkim słucha. Chociaż odbiór koncertu lekko zakłócało mi mało wybiórcze brzmienie, dające czasami wrażenie nieogarniętego chaosu, akustycy robili co mogli by jakoś wyjść z tego z twarzą (albo raczej z uchem ;) ). Fakt faktem, że na scenie tego akurat dnia też nie było najlepiej i to mogę śmiało powiedzieć o wszystkich zespołach, ale jak się potem dowiedziałam, zespoły dzień wcześniej zrobiły sobie ?zieloną noc`? i wszyscy występowali na mega kacu. Co do Witchmastera miałam okazję ich zobaczyć dwa dni później w Katowicach i szczerze mogę powiedzieć, że w Gdyni byli mocno niedysponowani i tę sztukę można zaliczyć do raczej przeciętnych w wykonaniu tego zespołu.
Zespół AZARATH namieszał ostatnią płytą i w odświeżonym składzie zawitał pod Trójmiejskie skrzydła, by kończąc swoją trasę uraczyć nas swoimi skądinąd wielkimi umiejętnościami instrumentalnymi. Odnoszę wrażenie, że obecny skład tego zespołu to najlepszy deal, jaki mógł się zdarzyć tej formacji i widać to nie tylko po ?Blasphemers Maledictions?, ale również po kondycji koncertowej szanownych panów. O Inferno nie będę wspominać, bo od dawna się przyglądam rozwojowi tego perkusisty i choć dalej można by się było ?przyczepić? do niektórych mankamentów, takich jak lekko nierówne nogi czy lewa ręka, która od zawsze sprawia mu kłopoty, to jednak perkusistą jest ,,prawie ?absolutnym? i miło posłuchać go w innych kapelach niż BEHEMOTH, gdzie niczym nie ograniczony może dać upust swoim własnym preferencjom i gustom. Necrosodom, znany szerszej publiczności z dokonań ANIMA DAMNATA czy DEUS MORTEM, rozgościł się już na dobre w tczewskiej formacji i mocno poprowadził zespół przez przeszkody takie jak ?Harvester of Flames?, ?Whip the Whore?, ?For Satan My Blood? czy ?Behold the Satan?s Sword?. Prawie godzinny set dał się we znaki wszystkim headbengersom pod sceną, a miłośników death metalu z najwyższej półki nie trzeba namawiać, by bliżej przyjrzeli się dokonaniom tego zespołu i w wolnej chwili udali się na koncert.
No i wreszcie przyszedł czas na ?wisienkę na torcie?. Nie będę udawać, że dużym zaskoczeniem dla mnie było to, że na koncercie Włochów została jedynie garstka maniaków i mocno podniosła się średnia wieku w pierwszych rzędach. Z jednej strony szkoda, że młodzi fani zrezygnowali ze spotkania z legendą, z drugiej strony - bez najmniejszych problemów człowiek mógł postać pod sceną i wsłuchać się w muzykę bez szansy na stratowanie. Zespół po reaktywacji uraczył nas świetnym albumem i to właśnie kawałek tytułowy z tej płyty rozpoczął koncert. AC Wild górując nad sceną ugościł nas świetnym wokalem i charyzmą, dzisiaj już coraz rzadziej spotykaną wśród frontmanów. Stojąc za monstrualną amboną, ubrany w długi do ziemi płaszcz robił wszystko aby zadośćuczynić tym wszystkim fanom, którzy czekali na ten moment z niedowierzaniem, że kiedyś nadejdzie. O dziwo, zarówno głównodowodzący, jak i Andy Panigada niczym nie ustępowali młodszym kolegom z zespołu i zadziwiali kondycją, co w przypadku Andy?ego przybierało najróżniejsze formy szaleńczych tańców z gitarą. Po piorunującym wstępie przyszła pora na jeszcze jednego ?kolegę? z najnowszego krążka: ?Use Your Brain? - poniekąd bardzo wymowny utwór. Następnie panowie ze słonecznej Italii zaserwowali nam blokowo z albumu IX: ?Desert!?, ?Ilona the Very Best?, ?Bastards?, ?The Derby?, z ?Neurodeliri?: ?Overture? gładko połączone z ?Neurodeliri?, ?Minkions?, ?We Are ... Italia? - nie wiedzieć czemu gromko odśpiewane przez wszystkich obecnych (chyba dużo Włochów tego dnia zawitało do Trójmiejskiego Ucha ;) ) oraz ?Impotence? i ?Micro V.I.P.?, a na dokładkę otrzymaliśmy kawałki z ?The Day of Wrath?: ?The Exorcism?, ?Cut Throat? i ?Whisky Time?, przy którym nawet zebrana młodzież nie bardzo wiedząca co to jest ten BULLDOZER, mocno się ożywiła. Na sam koniec otrzymaliśmy niesamowity ?Willful Death? i tylko szkoda, że zabrakło utworów z mojej ulubionej płyty ?The Final Separation?. Kilka z nich na pewno dałoby się zaaranżować scenicznie, ale i tak set lista nie pozostawiła wiele do życzenia. Na szczególną uwagę zwraca postać ?młodego? perkusisty Manu, który robi co może, aby pokazać jak powinno się grać porządnie thrash metal i łoił, aż miło dupska tym co jeszcze byli w stanie skakać. Bliżej zainteresowanych odsyłam do takich formacji, jak SIGHT czy DEATH MECHANISM, bo zespoły, choć młode, to mają już pierwsze sukcesy na swoim koncie i coś mi mówi, że o tym perkusiście jeszcze nie raz usłyszymy. Zespół poruszył widzów niezwykłą otwartością, a AC Wild zachowywał się tak, jakby nigdy z tej sceny nie schodził. Chociaż grali dla małej ilości osób i choć ewidentnie było widać, że zespół jest mocno zmęczony, warto było czekać by usłyszeć na żywo taką legendę. Po koncercie odbyło się after-party, na którym największą sensacją było pojawienie się Adama Darskiego, dla mnie jednak, mimo całego szacunku dla wyżej wymienionego, najsympatyczniejsze było sączenie ?kilku? piwek w towarzystwie przyjaciół, Andy?ego, Manu i Alberto.

autor:  Anna Litwin

BULLDOZER / AZARATH / WITCHMASTER / DEUS MORTEM - Gdynia, Ucho, 10.09.2011


BULLDOZER



<<<---powrót