Relacje

ONDSKAPT / THE ONE / SOMRAK

Ominious Worship Of The Divine Tour 2012

19/01/2012  Berlin, K 17

Pierwszy miesiąc Anno Satanas 2012 – pora na rozpoczęcie sezonu! W przypadku moim początek jego przypadł na drugą połowę stycznia, kiedy to wskutek zorganizowania niewielkiej trasy po Starym Kontynencie, swój punkt widzenia na woniejący siarką i jaśniejący piekielnym ogniem gatunek zwany przez co niektórych black metalem, przedstawić postanowiły trzy nie pretendujące może do tronu, lecz tym samym niemniej wartościowe zespoliki. Dla wszystkich nie znających jeszcze jakichkolwiek ich dokonań – w tym także poprzez pryzmat popisów scenicznych – spojrzenie owo zapowiadać się mogło nawet ciekawie. Choć osobiście zaliczam się do grona mogących się już o tym kiedyś przekonać, w związku z tymże pozostanie w domu przed telewizorem też nie byłoby głupim pomysłem, szczególnie wobec faktu, że pod wieczór zaczęło padać. Świadomość jak bardzo naraziłbym się wówczas Rogatemu przeszyła mnie jednak lękiem do tego stopnia, że nie zważając na zjawiska pogodowe żwawo ruszyłem ku miejscu akcji, co jak się potem okazało – nie tylko ze strony mocy piekielnych zapewniło mi przychylność, gdyż i zdecydowanie dostarczyło pozytywnych wrażeń.
Słoweński SOMRAK miałem przyjemność podziwiać prawie trzy lata wcześniej i choć na ówczesny moment kwartet w jakimkolwiek aspekcie nie wstrząsnął moją psychiką do żywego, nie odmówiłem sobie zweryfikowania jego aktualnej formy, co jak się okazało – całkiem wyszło mi na dobre. SOMRAK grając na scenie klubu wypadł w moim przekonaniu zdecydowanie korzystniej niż w wersji festiwalowej, choć sam nie wiem w czym ów szkopuł tkwił – może tak po prostu czasem bywa, że raz zespół wypada lepiej, a raz gorzej. Tak czy siak na minus na pewno bym im czegokolwiek nie zapisał, niewykluczone nawet, że po jeszcze kilku występach zacznę ich lubić. Po niecałych trzech kwadransach na niewielkim podeście swoje graty zainstalował THE ONE. Ów Jedyny to pomieszkujący od paru lat w Londynie i grający na gitarze Grek z Rodos, który w towarzystwie kolegi perkusisty ponad dekadę działa już w black metalowym biznesie, popełniając jak do tej pory dwa duże albumy i trzy pomniejsze wydawnictwa. Nie stwierdziłbym aby osobnik ów charakteryzował się wzrostem kolosa rozsławiającego ongiś imię jego rodzimej wyspy, na temat muzyki wypowiedzieć się mogę za to nieco obszerniej. Kilkadziesiąt minut występu THE ONE to już nie pierwsze moje doświadczenie w tymże wykonawcą, gdyż podobnie jak w przypadku poprzednika miałem okazję oglądać go podczas tej samej imprezy trzy lata wstecz. Nie odnotowałbym jakichkolwiek zmian zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Zgiełkliwy black metal w dwuosobowym składzie, mistyczne opary, charakterystyczny habit lidera – zero jakichkolwiek powtórek bądź niespodzianek, mimo tego jednak z czymś pozwalającym zawiesić oko nieco dłużej niż ustawowe pięć minut. Więcej niż pięć minut trwała za to przerwa potrzebna na kolejne przemeblowanie w celu podjęcia headlinera – fakt ów wart jest odnotowania jedynie ze względu na to, iż dawno już nie zapadł mi w pamięć kameralny koncert na którym aż tyle czasu potrzebne było na podłączenie kilku kabli i parę innych drobnych poprawek. Co niektórym z owego kameralnego grona, mogącym wykorzystać go na dotlenienie się na klubowym podwórku (w sensie zarówno pozytywnym, jak i negatywnym) było to przypuszczalnie bardzo na rękę, niezaprzeczalnym jest natomiast, że w ramach pauzy pomiędzy występami THE ONE i ONDSKAPT panowie odpowiedzialni za sprawy natury technicznej dali wszystkim prawie 40 minut wolnego.
Stykając się po raz pierwszy (i jak do tej pory ostatni) z ONDSKAPT w ramach sierpniowego Barther Metal Open Air, nie wyszedłem z ich koncertu jakoś specjalnie zachwycony. Wiem, że w stosunku do niektórych swoich krajanów parających się czarnym metalem, Szwedzi grają nieco nietypowo i słuchanie ich dokonań wiąże się nierzadko z odpowiednim podejściem. Wolniej, bardziej patetycznie, choć na pewno mrocznie – takimi słowami sklasyfikowałbym to, co do zaprezentowania ma ów kwintet z gitarzystą VALKYRJA w składzie. Lubującym się w szybkościach rozwijanych przez MARDUK, SETHERIAL czy DARK FUNERAL absolutnie bym tej kapeli nie polecał, pozwolę jednak zaznaczyć sobie, że choć sam w takowych właśnie klimatach gustuję, o fajności ONDSKAPT przekonałem się dopiero po koncercie obejrzanym tego wieczoru. Czy to owe specyficzne podejście udzieliło mi się więc dopiero teraz? Odpowiedzi na to pytanie nie znam, jednogłośnie stwierdzę jednak, że potężny sound, wisząca w powietrzu mistyczna atmosfera oraz dobór kawałków przyczyniły się tym razem do podniesienia w górę kciuków obydwu rąk. Upiorna aparycja muzyków i sztuczna krew przy takich gigach to na pewno dla wielu ortodoksów fetysz obowiązkowy, podobnie jak makabryczne dekoracje i rekwizyty. W programie oczywiście mieszanka wszystkich trzech albumów oraz EP-ki: „I”, “Feeding The Flames”, „Ominious Worship Of The Divine”, „Revelations Of The Another Time”, “II”, “Dark Path”, “Vehicle Of Stone”, “Djävulens Ande” oraz tutułowy track z “Arisen From The Ashes” na sam koniec. Wydawałoby się, że prawidłowo – nie pominięto żadnego z wydawnictw, choć gwoli sprawiedliwości z uwagi na niezbyt liczną ich ilość, logiczne jest zatem, że godzina do zaprezentowania kilku tracków z każdego wystarczy całkowicie. Podejrzewam, że ilość owa zadowoliła chyba raczej każdego – nikt nie prosił o więcej, a co ważne – przesytu też zapewne nie odczuwał. Osobiście sam byłem pod dużym wrażeniem i przy okazji kolejnego spotkania na scenie z owym szwedzkim kwintetem, liczę na podobnie dobrą formę. Nie ma zatem sensu dodawać w tym miejscu cokolwiek więcej – sezon rozpoczął się wyjątkowo pozytywnym akcentem.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

Ominious Worship Of The Divine Tour 2012: ONDSKAPT / THE ONE / SOMRAK, 19/01/2012 – Berlin, K 17


ONDSKAPT

THE ONE

SOMRAK



<<<---powrót