Relacje

KREATOR / MORBID ANGEL / NILE / FUELLED BY FIRE

01/12/2012  Huxley?s Neue Welt, Berlin

Zestaw zaiste piękny ? trzy wielkie i jedna nieco mniejsza może nazwa, wszystkie cztery za to trzymające się ściśle jednego kursu: ekstremy w najlepszym wydaniu. Wszystkie rozpętujące na scenicznych deskach audiowizualne piekło pierwszej jakości, przy czym długi staż tych trzech wielkich siłą rzeczy musiał się do tego przyczynić. KREATOR, MORBID ANGEL, NILE ? choćby tylko jedna z tychże pojawiła się na rozpisce jakiejkolwiek trasy koncertowej zahaczającej o stolicę Niemiec, bez wahania zameldowałbym się pod wskazanym adresem o każdej porze dnia i nocy. Czegóż chcieć zatem więcej, kiedy za jednym razem można je mieć wszystkie naraz? Chyba tylko nagły zgon musiałby przeszkodzić mojemu udaniu się na miejsce akcji ? ku umiejscowionemu w dzielnicy Neukölln całkiem obszernemu, powstałym na miejscu dawnej piwiarni klubowi Huxley?s Neue Welt, goszczącym już zresztą przed prawie stu laty kogoś także bardzo dobrze wam wszystkim znanego, występującego jednak przez zupełnie inną publiką. Domyśla się już ktoś z czytających kto zacz? Wiem, nie da się tak od razu? Przeczytajcie jednak do końca ? wówczas nie tylko wywnioskujecie cóż to za persona.
Złośliwość losu lub rzeczy martwych to zjawisko dające o sobie znać niezwykle często i chyba każdemu. W przypadku piszącego te słowa niemal zawsze stały pod takimi okolicznościami koncerty w Huxley?s ? przeważnie poprzez brak nazwiska na nieodzownej liście gości. Dmuchając na zimne i licząc się z podobną ewentualnością i tym razem, nie wyobrażałem sobie jechać na miejsce nie uzbrojonym w wydruk maila, będący żelaznym dowodem na przysługujący mi przywilej (zaznaczam, że za każdym razem udało mi się na szczęście wyjść na swoje, ile jednak czasu i nerwów kosztowało mnie latanie do kafejek i załatwianie tego na miejscu lepiej nie wspominać). Ku pozytywnemu zaskoczeniu nic podobnego nie miało tym razem miejsca, tyle że? zapowiedziany na 18.30 pierwszy zespół grał już o tej porze dobre pół godziny! Nie wiem dlaczego lokalny organizator nie trzymał się informacji podanych na oficjalnej stronie klubu, faktem jest jednak, że w momencie wejścia na wypełnioną dopiero w połowie salę tegoż, okupujący scenę FUELLED BY FIRE zaczynał właśnie ostatni kawałek. Nie zależało mi może specjalnie na upajaniu się dźwiękami owego amerykańskiego thrashowego combo, gdyż niespecjalnie znam jego dokonania, mały niesmak z powodu niesolidności mimo wszystko jednak pozostał. Tak i tak miałem w porównaniu ze znajomymi z rodzinnych stron o wiele więcej szczęścia, gdyż wskutek tak mylącego info spora część z nich zdążyła dopiero na trzy ostatnie kawałki NILE lub nie zobaczyła go wcale! Zaliczając się jednak do grona szczęśliwców, osobiście mogłem podziwiać poczynania kwartetu z Karoliny Południowej w całości. Nie byłem zaskoczony niczym, bo Karl i jego ?strój organizacyjny? to przecież normalka (hehe!), a pod względem muzycznym liczyć można było dokładnie na to, czego doświadczyłem w sierpniu i jeszcze kilkakrotnie w poprzednich latach. Sceniczny brutalizm NILE porażać będzie już chyba po kres istnienia tego zespołu, wydawałoby się też, że obecny i stały od kilku lat skład również uchodzić może za perfekcyjny, bo konfiguracja Sanders ? Toller-Wade ? Kolias ? Lollis funkcjonuje tak samo świetnie jak wszystkie poprzednie. Podejrzewam, że przesłuchania przy jakichkolwiek podmiankach przebiegać muszą niezwykle dokładnie, jak żyję nie przypominam sobie bowiem sytuacji aby NILE zwerbował na swój pokład byle kogo? Repertuarowo oczywiście miazga. ?The Blessed Dead? na dzień dobry, a potem już oczywiście seria strzałów w mordę i nokautów przy pomocy innych monumentów brutalnej sztuki ? zarówno tych nowszych, jak i starszych. Pozwolę sobie wymienić zaledwie ?Defiling The Gates Of Ishtar?, ?Enduring The Eternal Molestation Of Flames?, ?Sarcophagus?, ?Supreme Humanism Of Megalomania? , ?Cast Down The Heretic?? Już chyba tyle powinno was przekonać, że działo się naprawdę wiele. Co na deser? Wiadomo ? ?Black Seeds Of Vengeance?! Wspaniałomyślnie wybaczam już nawet Amerykanom braku mojego ukochanego ?Stones Of Sorrow? z jedyneczki na który czekam od kilku co najmniej lat, bo wobec ogromnej sympatii dla nich w sensie ogólnym, jak i z racji wysokich not za formę koncertową, po raz wtóry absolutnie mnie przekonali. No to co dalej? To, co kochałem od zawsze, a szczególnie już w erze pierwszych czterech albumów. Kiedy niemal rok wcześniej trasa koncertowa Morbidów ominęła Berlin, na domiar złego zaś koncert w Hannoverze poszedł w? anioły, rozczarowałem się lekko, choć bynajmniej nie zgryzłem, bo świadomość odnośnie wizyty Treya A. w moim mieście przy jakiejś innej okazji, przezwyciężyła wszystko. Można psioczyć na MORBID ANGEL ile sił, można wieszać na nich najgorsze psy, ale faktu, że na koncertach biją wciąż na łeb niejednego ? absolutnie zakwestionować się nie da. Ten, komu najnowszy krążek wciąż jest solą w oku, naprawdę powinien przestać się boczyć ? stare kawałki wciąż składają się na żelazny set amerykańskich klasyków, a jakby tego było mało, siła ich poraża tak samo jak za dawnych pięknych dni. Dla pań naturalnie atutem być może niezniszczalny David Vincent, który zapowiadając swoim seksownym barytonem każdy z kawałków, dawno już powinien zatrudnić się na stałe jako radiowy moderator (o ile nieoficjalnie już tego nie zrobił), aby móc podczas przerw w trasach efektownie podbudowywać swój domowy budżet? Żarty żartami, kto jednak już choć raz widział w akcji Morbid w składzie z tego ?chujowego? ostatniego albumu, z pewnością przyzna mi rację, że gitarowe łamańce Treya, uzupełniane przez Destructhora oraz sekcję Vincent ? Yeung, dają radę jak trza! Jak na tradycjonalistów przystało, lista koncertowych tracków MORBID ANGEL od lat zachowuje już niezachwiany porządek. ?Immortal Rites?, ?Fall From Grace?, ?Rapture?, ?Pain Divine?? Nie upieram się, że na każdym z występów pojawiają się one w takiej właśnie kolejności, gdyż czerpię jedynie z własnych doświadczeń. Oprócz tych przed chwilą wymienionych, również i tym razem doczekałem się w następnych minutach ?Maze Of Torment?, ?Existo Vulgore?, ?Nevermore?, ?Lord Of All Fevers And Plague?, ?Chapel Of Ghouls?, ?Dawn Of The Angry?, ?Where The Slime Live?, ?Bil-Ur-Sag? (jedyny grany chyba na żywo numer z ery ?povincentowej?, który notabene miałem już sposobność usłyszeć przed czterema laty podczas show w Hamburgu), ?God Of Emptiness? oraz wieńczącego całość ?World Of Shit?. Najbardziej zagorzali sceptycy sami mogą przekonać się zatem, że z ostatniej, wydanej po ośmioletniej przerwie chujni słychać na obecnych gigach zaledwie śladowe ilości, a co więcej ? moim zdaniem właśnie lepszą część tychże. Jeśli niektórych potrafi to na przyszłość przekonać ? to dobrze, jeśli nie ? ich strata. Piszący te słowa nie omieszka jednak zaznaczyć, że osobiście odchodził spod sceny bardzo, ale to bardzo usatysfakcjonowany.
KREATOR gości w Berlinie stosunkowo regularnie. Przy okazji wydania każdej nowej płyty, naturalnie Mille i banda nie zapomina też o stolicy swojego pięknego kraju ojczystego, a że ?Phantom Antichrist? od kilku miesięcy grzeje już sklepowe półki, dodatkowo zaś w ramach ruchów promocyjnych Nuclear Blast przewidziała właśnie niniejszy tour, nic dziwnego, że kwartet z Zagłębia Ruhry pojawił się nad Sprewą także i tym razem. To już drugi mój raz z KREATOR grającym w Huxley?s. Pamiętam jak dobrze wypadł za tym pierwszym (jeszcze przy okazji wydania ?Hordes Of Chaos?), słusznie podejrzewałem więc, że z pewnością wszystko pójdzie dobrze i teraz. Przy innej okazji ? w tym miejscu wracam do zagadkowej kwestii z początków mojego wywodu: ciekawe, czy znany ze swoich wybitnie antyfaszystowskich poglądów pan Petrozza wie, że to właśnie w owej hali przemawiał przed wieloma laty do tłumu rozgoryczonych intelektualistów pewien pan z wąsikiem, którego partia w owym czasie jeszcze raczkowała, hehe! Oceniając jednak zamiast jego wiedzy historycznej wyłącznie umiejętności stricte muzyczne, na tym polu po raz kolejny wpisuję mu w indeks ocenę bardzo dobrą. KREATOR to KREATOR, wiadomo więc, że każdy mający zamiar kupić najnowszy wymiot załogi z Essen może tego dokonać w ciemno, bo znajdzie na nim to, co znaleźć powinien ? solidną porcję teutońskiego thrashu w najlepszym wydaniu. Niemniej skutecznie materiał ów poraża uszy na żywca ? już zapodany na wejście utwór tytułowy podniósł ciśnienie o kilka co najmniej stopni. Koncentrując się na swoich reporterskich obowiązkach, początkowo nie byłem w stanie śledzić przebiegu całego przedstawienia ? wypełniwszy je jednak sumiennie do końca, mogłem już delektować się wszystkim, co tylko przewidywał ułożony na ten wieczór przez kwartet program. ?Enemy Of God?, ?Phobia?, ?Extreme Aggression?, ?People Of The Lie?, ?Death To The World?, ?Endless Pain?, ?Pleasure To Kill? ? choć intensywne machanie łbem raczej już mi się w dzisiejszych czasach udzielać nie potrafi, za sprawą takich kawałków niewątpliwie sprawiać może frajdę zwolennikom tegoż. Tak też było, ja natomiast obserwując przystrojoną w złowrogie dekoracje scenę oraz grających nań samych aktorów, w spokoju rozkoszowałem się dalszymi strzałami z setlisty. ?Violent Revolution?, ?United In Hate?, ?Betrayer?, ?Flag Of Hate? i ?Tormentor? ? takie właśnie utkwiły mi w pamięci podczas zestawiania w całość zamykającego występ KREATOR pakietu hitów. Przyznacie chyba, że było przy czym dobrze się bawić? Nie tylko za sprawą Stwórcy zresztą, bo także i dzięki dwom poprzedzającym go śmierć metalowym gigantom? Swoją drogą, jeszcze kilkanaście lat temu wspólny tour KREATOR z supportującym go zespołem posądzanego o brunatne sympatie Davida Vincenta wydawać by się mógł paradoksem co najmniej, ale widocznie nadeszła z wiekiem mądrość obu stron, pozwoliła odłożyć dawne zadry i awersje do lamusa. O to właśnie chodzi, bo przecież w metalu nie ma i absolutnie nigdy nie będzie miejsca na politykę! Ważne, aby dobrze się bawić, a sądząc po liczbie przybyłych i po ich reakcjach, można by mniemać, że chyba jest to jeszcze możliwe. Czyli po prostu alles perfekt ? grudzień otwarty został wyjątkowo mocnym akcentem.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

KREATOR / MORBID ANGEL / NILE / FUELLED BY FIRE - 01/12/2012 ? Huxley?s Neue Welt, Berlin


NILE

MORBID ANGEL

KREATOR



<<<---powrót