Relacje

TIDES FROM NEBULA / OBSCURE SPHINX / BESIDES

27.03.2014  Radom, “Czytelnia Kawy”

Przede wszystkim należy się kilka słów o radomskim klubie, w którym odbył się drugi koncert trasy promującej jeszcze wciąż świeże płyty TIDES FROM NEBULA oraz OBSCURE SPHINX. „Czytelnia Kawy” to mały klubik… właściwie to nie taki typowy klub, bowiem jest połączeniem miejsca spotkań fanów muzyki, kawy, dobrych deserów, książki i niezwykłego klimatu. Zgodnie z nazwą, wszędzie poumieszczano półki z książkami i będąc tam kilka razy tak bez okazji widziałem, że faktycznie czytelnicy i czytelniczki tam bywają. Właściciele „Czytelni”, dwaj bracia, dbają też o smaczne wypieki, dobre piwo i tytułową kawę, a od czasu do czasu pilnują o to, by odbywały się tam koncerty. Ten był dla mnie z jednej strony zaskoczeniem, bo tak ciekawe i niejako niszowe bandy, jak TIDES FROM NEBULA nieczęsto grywają w Radomiu, a z drugiej wiem, że właściciele klubu lubią tego typu dźwięki (sami je swego czasu tworzyli…). Po tej ‘laurce’ chyba będę miał u Was teraz fory, prawda panowie?... ;-)

Na miejsce dotarłem razem ze swoją małżonką nieco przed czasem, ale z zadowoleniem stwierdziłem, że mały, bo mały klub, ale wypełnił się tak w trzech czwartych (z czasem był prawie że komplet), więc nie jest źle jeszcze w narodzie i ktoś chodzi na tego typu koncerty. Wkrótce potem zainstalował się na scenie debiutujący w ubiegłym roku wydanym własnym sumptem album „We Were So Wrong” suport w postaci BESIDES. Galicjaki zagrali set wypełniony głównie numerami z tego materiału i dało się wyczuć, że jeszcze nie do końca czują się swobodnie na scenie (zwłaszcza, że w tym klubie czegoś takiego jak barierki czy postument, na którym jest scena zwyczajnie nie ma, więc kontakt z publicznością jest prawie na wyciągnięcie ręki, a i trema przez to może być większa). Gitarzyści głównie wpatrywali się w czubki swoich butów, bo na podłodze mieli porozkładane swoje efekty, jednak dzięki temu jakichś pomyłek nie stwierdziłem. Instrumentalny post-rock może nie porażał nadzwyczajnie, choć przyznaję, że poziomem nie odstawał od studyjnej produkcji i nie przynudzali tak, jak mogłem się obawiać. Brzmienie mieli dość klarowne, kawałki odpowiednio zbalansowane eksplozjami hałasu oraz większym spokojem i z czasem naprawdę mogą dorównać tym najlepszym.

Przed występem OBSCURE SPHINX była chwila na ustawianie sprzętu, a potem nastała prawie ciemność i zaczęli. Muzyka warszawskiej ekipy, promującej ich ostatni album „Void Mother”, nieco różni się od tej BESIDES czy TIDES FROM NEBULA, ale klimat równie przestrzenny, acz przy tym zdecydowanie bardziej mocarny brzmieniowo. Pośrodku stanęła wokalistka Zofia „Wielebna” Fraś z małym pulpitem, na którym miała rozłożone jakieś elektroniczne cacko i z niego wypuszczała w odpowiednich momentach sample. Krótko przystrzyżona blondynka, ubrana na czarno, przykuwała uwagę przede wszystkim swoim ruchem scenicznym, bo faktycznie, tak jak wyczytałem tu i ówdzie - wpada podczas kawałków w swoisty trans. Wokalnie wypadła podobnie jak na płycie - nawiedzony śpiew łączył się z bardziej wrzaskliwą manierą, a wspierał ją w tym jeden z gitarzystów - Olo. Brzmienie? Trochę przesadzili ze „ścianą dźwięku”, ponieważ gdzieś umykała ta przestrzeń i półakustyczność w niektórych fragmentach, a za to więcej było potężnych riffów i jeśli na studyjnej produkcji to wszystko jest odpowiednio wypośrodkowane, to na koncercie było mocniej metalowo, ale szacun za to, że OBSCURE SPHINX dobrze miesza elementy post-rocka, post-metalu, post-hardcore’a, sludge’u, stoner, metalu i ciężkiego rocka i ich występ to potwierdził. Najbardziej charakterystycznym numerem - można by rzec, że jak na razie sztandarowym - jest zaczynający się konkretnym zestawieniem akordów i riffów „Lunar Caustic”. Wersja „live” też była świetna! Jeszcze trochę pograją „na żywo”, uporają się z brzmieniem, jakie można osiągnąć bez studyjnych bajerów i będzie bardzo OK! Oczywiście, ograli się już wcześniej, gdy towarzyszyli BEHEMOTH na ich trasie, ale to jeszcze nadal młoda kapela, choć na przykład Yony to doświadczony muzyk i niektórzy mogą go kojarzyć na przykład z ROOTWATER. Na radomskim koncercie wypadli w każdym bądź razie więcej niż dobrze, skromnie dozowane oświetlenie podkreślało mroczny przekaz tej grupy, a odpowiedni zestaw utworów z obu dotychczasowych materiałów, z naciskiem na ten nowszy, też zdał swój egzamin.

Krótka przerwa i od razu dało się wyczuć, że najważniejszym zespołem tego wieczoru był TIDES FROM NEBULA. Muzycy pewni siebie, świetnie ustawione oświetlenie (miałem wrażenie, że oglądam koncert na szerokim ekranie w multiplexie i że klub jest jakby większy!) i czytelne brzmienie. Od pierwszych dźwięków wciągnęli swoją twórczością, która na koncercie była przekrojem ich trzech studyjnych płyt (czyli kolejno: „Aura”, „Earthshine” i „Eternal Movement”), do tego świetnie dobranych w kolejności, a jednocześnie tworzących pewną całość. Nieczęsto bywam na koncertach instrumentalnych zespołów i z radością stwierdziłem, że można słuchać czegoś takiego w wykonaniu TIDES FROM NEBULA długo i bez znużenia. To, co na krążkach jest czytelne, przestrzenne i w jakimś tam sensie wycyzelowane, „na żywo” nabiera mocy, brzmi potężnie i bardziej dziko. Ci czterej kolesie zdają się jakimś amorficznym tworem, który kiedy trzeba skupia się na dźwiękach, a kiedy trzeba potrafi energetycznie i prawie że fizycznie podpalić scenę swoim szaleństwem. Idealnie zgrane gitary, mocny bas i trzymająca w ryzach rytm perkusja umieją zaczarować przestrzennym, momentami ‘kosmicznym’ klimatem (klawiszami wspierali się niezmiernie rzadko, a często potrafili tę klawiszowość przekazać po prostu dzięki gitarowym efektom), ale po takich pasażach uderzają silnie i pozwalają się ponieść jakiemuś transowi, a przy tym gitarzyści i basista biegają i skaczą po scenie. Ten żywioł może nie przeniósł się na publikę, bo ta wzorem fanów z zagranicy raczej umiarkowanie podryguje i raczej patrzy i chłonie te post-metalowe dźwięki, ale to taka specyfika, której nie unikniemy podczas konfrontacji z TIDES FROM NEBULA. W „Czytelni Kawy” grali długo, gdzieś na pograniczu czytelnego brzmienia i granicy hałasu, tak w sam raz, by wyłapać wszelkie smaczki i czystą energię ich występu, a podczas bisów gitarzysta Adam Waleszyński pozwolił sobie zejść z umownej sceny i katował swój instrument otoczony wiankiem fanów i fanek. Fajnie, że taki patent ma miejsce na takim koncercie i chwała za to, że ludzie zrozumieli intencje wioślarza warszawskiej ekipy. Muzycy mogli wyjechać zadowoleni z tego koncertu, pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie i byli już gotowi na kolejny podbój naszego kraju (przed nimi było jeszcze kilka gigów w Polsce), a potem Westu.
Świetny koncert, jeden z lepszych, na jakich byłem w tym roku, a jeśli w przyszłości będę miał okazję zobaczyć ponownie te zespoły, to zrobię to chętnie. Tylko tego dymu chyba za dużo momentami wypuszczano na sali… I nie chodzi tu o ten papierosowy, bo wszyscy wychodzili popalić na zewnątrz… ;)

Tekst i zdjęcia: Wojciech „Diovis” Szymański

autor: 

TIDES FROM NEBULA / OBSCURE SPHINX / BESIDES - Radom, “Czytelnia Kawy”, 27.03.2014


BESIDES

OBSCURE SPHINX

TIDES FROM NEBULA



<<<---powrót