Relacje

CHAOS DESCENDS FESTIVAL 2015

17/07 ? 18/07/2015   Ferienland Crispendorf bei Schleiz (Niemcy)

Umarł król, niech żyje król ? ów slogan zna każdy z was słysząc go zapewne też wiele razy. Dlaczego więc nie miałby on znaleźć i odniesienia wobec metalowych spędów? Retoryczne pytanie. Jak zapewne pamiętacie, opisywany rok temu festiwal Hell?s Pleasure oceniony został w moich wersach niezwykle pozytywnie, choć fakt jego zgonu niestety nie mógł zostać pominięty. Propaganda psze państwa, to już chyba tylko w Korei Północnej jako tako funkcjonuje? Kto dokładniej czytał moje słowa pamięta jednak też zapewne dywagacje odnośnie wypełnienia owej luki, co dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności doszło do skutku z bardzo pozytywnym skutkiem. A jakim dokładnie? Ano takim, iż już w tym roku wszyscy którzy niniejszy spęd zdążyli polubić, otrzymali jego ekwiwalent w postaci Chaos Descends Festival. Przedsięwzięcie owo to bowiem nic innego jak kontynuacja Hell?s Pleasure ? kierownictwo imprezy zmieniło jedynie szyld oraz miejsce akcji. Nie wiem już ile prawdy jest w stwierdzeniach jakoby do zmiany formy przyczyniły się kwestie natury biurokratyczno ? gospodarczej, faktem jest natomiast że pomysł ten nie tylko chwycił, lecz i po raz kolejny zadowolił wszystkich, którzy traktowali dotąd niskobudżetowy event jako ważny element koncertowego kalendarza. Wobec ujęcia Chaos Descends w ramach swego rodzaju organizatorskiego debiutu śmiało mówić można także o sukcesie tegoż, gdyż przybyłych tym razem do Crispendorf maniaków z pewnością zebrało się około tysiąca, a może nawet i nieco więcej.

Pamiętający czasy Niemieckiej Republiki Demokratycznej ośrodek wypoczynkowy, oddalony notabene zaledwie 30 minut jazdy samochodem od pełniącej dotąd funkcję miejsca akcji miejscowości Pößneck, w ostatnich latach sprawdził się doskonale na potrzeby innego open airowego spędu ? odbywającego się tu regularnie pod koniec sierpnia Wolfszeit Festival. Choć oferta wyżej wymienionego ukierunkowana zostaje raczej na pagan/black metalową publikę, nic nie stanęło na przeszkodzie aby mógł również przejść tam swój chrzest bojowy bardziej zróżnicowany stylistycznie Chaos Descends. Już sam areał zrobił na mnie pozytywne wrażenie ? obszerne pole ze sceną oraz rozmieszczonymi wokół distros i budkami z napojami wyskokowymi, baza noclegowa w postaci domów wypoczynkowych oraz mnóstwem miejsca na rozbicie namiotów, okalający całość las plus jeszcze dodatkowa atrakcja w postaci dziecięcej kolejki, którą za stosowną opłatą można było odbyć przejażdżkę? Całkiem nieźle jak na sam początek. Wiadomo jednak, że w przypadku festiwalu punkt ciężkości (dosłownie i w przenośni) stanowią wrażenia audio-wizualnie, a tych nie brakowało już od samego początku. Program rozpoczął się gdy mniej więcej punktualnie na deski wytoczył się KHTHONIIK CERVIIKS. Ekipa z Dortmundu zaprezentowała kilkadziesiąt minut nieco chaotycznego, ale w sumie całkiem ciekawego okultystycznego death metalu z blackowymi naleciałościami, toteż całkowicie zgadzam się z opinią mojego szanownego znajomego z Sosnowca, że nawet wobec spłodzenia zaledwie kilku demówek poziom kapeli pozostaje naprawdę przyzwoitym. Po upływie godziny mała odmiana ? zachowująca wszelkie wyznaczniki brutalizmu, aczkolwiek reprezentująca inną szerokość geograficzną horda. W sumie też nie aż tak odległą, bo Dania to dla Niemiec niemal to samo co dla Polski Czechy, a pochodzący właśnie z ojczyzny klocków lego UNDERGANG zameldował się na scenie jako drugi w kolejce. Nie powiem, również bardzo ciekawy egzemplarz ? bynajmniej nie z powodu serwowanego przezeń brutalnego śmierć metalu, lecz choćby i z powodu faktu wykonywania większości repertuaru w mowie ojczystej, co wśród reprezentantów tejże sceny nie jest raczej zjawiskiem częstym. Wrażenia również pozytywne, choć dudniący bas mógł dla co niektórych być swego rodzaju mankamentem. Przenieśmy się zatem teraz nieco dalej na zachód. Słynącą z legend o karzełkach oraz garnkach ze złotem zieloną wyspę zna w Trzeciej Rzeczypospolitej na chwilę obecną bardzo wielu obywateli tejże ? rzadko kiedy w kontekście mitycznych opowieści, za to zdecydowanie częściej z praktyki. Odkąd III RP powiększyła grono krajów sławetnej Unii, oferta zarabiania Euro właśnie na tejże stała się dla ludu znad Wisły jednym z popularniejszych sposobów powiększania zasobów portfela. A po co to nawiązanie? Bo obecny na feście irlandzki VIRCOLAC działa zaledwie od dwóch lat i posiada oficjalnie na koncie tylko jedno demo, mimo to prezentuje się w swoim fachu niezwykle solidnie. Także i na żywo ? ciężki, opatrzony zazwyczaj średnio szybkimi tempami death metal, kojarzący się momentami z Autopsy i urozmaicony raz po raz doomowymi zagrywkami, sprawdził się w scenicznym wydaniu bardzo dobrze. Do ciekawostek należała z pewnością i grająca na basie pani, choć w gruncie rzeczy coraz częściej przestaje być to jakimkolwiek drastycznym odbiegiem od normy, a o gustach jak wiemy się nie dyskutuje. Ważne jest, że Wilkołak pozostawił tak samo pozytywne wrażenie jak dwa poprzednie bandy. STARGAZER niestety nie wypadł już w moich oczach aż tak bardzo przekonująco. Owszem, zespół sam w sobie ciekawy bardzo, jednakże nieco pokręcony repertuar sprawił, że do muzy serwowanej przez owe australijskie combo muszę prawdopodobnie jeszcze bardziej dojrzeć. Całkowicie odpuściłem sobie za to Finów z RANGER, gdyż będąc nieco spragniony i głodny postanowiłem w towarzystwie sąsiadującej obok mojego namiotu ekipy z Dresden wrzucić co nieco na ruszt. Pod sceną zameldowałem się dopiero na NEGATIVE PLANE (wrażenia bardzo średnie), a potem obserwowałem wnikliwie SATURNALIA TEMPLE. Przyznam od razu, że ze stoner doomowymi dźwiękami absolutnie nie jestem za pan brat, w przypadku Szwedów towarzyszyły mi jednak zupełnie inne odczucia ? ciężkie, przywodzące na myśl pełznące tabuny przedpotopowych gadów dźwięki naprawdę poruszyły moje zmysły! Pomimo trzeszczącego basu była to bardzo wartościowa oferta, stanowiąca całkiem niezłą odskocznię od rzeźniczej masówki, którą tak bardzo się delektuję. Muza jak walec, do tego mroczna, wokalista raczył się po raz Jägermeisterem ? no fajnie było po prostu! Mam nadzieję ujrzeć owe combo jeszcze przynajmniej raz, a tymczasem pozwolę sobie przejść do bandu, który dla wielu kultem absolutnym jest i basta. Inaczej się nie da ? bez BLASPHEMY nie byłoby chyba mowy o brutalnym metalu, a że band nie zamierza składać broni, uświetnienie ich gigiem debiutanckiej edycji Chaos Descends z pewnością przyprawiło o nocne zmazy wszystkich wyznawców Bluźnierstwa. Występ Kanadyjczyków traktować można nie tylko jako ewenement z racji samego w sobie majstersztyku, bo do rangi takiej urasta w tym przypadku także z powodu dotychczasowej absencji formacji na jakimkolwiek festiwalu open air. Kto choćby raz widział BLASPHEMY na żywca, wie doskonale czego można się po nich spodziewać. Piszący te słowa raz już tego doświadczył i bynajmniej nie ma tu na myśli kilogramów żelastwa w postaci nabojów czy kolców, lecz czystej dźwiękowej zagłady na najwyższym poziomie. Ten straszliwy noizz produkowany przez czterech nawiedzonych osobników ma w sobie coś, przez co nie potrafi się przejść obok niego obojętnie ? czasem prostota, surowizna i kompletny zwis na wszystkie standardy, z drugiej strony jednak ? chaotyczna wirtuozeria, nadająca temu wszystkiemu sens, którego nie da się po prostu opisać słowami. Repertuar? Nie mogło być inaczej jak tylko przy udziale tracków z kultowego dema i równie kultowych dwóch albumów, przyjemnie było zatem poniszczyć błony bębenkowe przy klasykach pokroju ?Desecration?, ?Nocturnal Slayer?, ?Goddess Of Perversity? czy ?Ritual?. Wiadomo, że to tylko część całości, kto jednak ciekaw jak takowa prezentuje się od A do Z, powinien czym prędzej zaległość ową nadrobić poprzez przyjazd do ojczyzny Goethego, gdyż Kanadyjczycy grywają w niej w ostatnich latach stosunkowo często. Jeśli zaś o samą ojczyznę twórcy ?Fausta? się rozchodzi, na deser zagrał właśnie jeden z jej przedstawicieli. Po nawałnicy zafundowanej przez kultowców z kraju pachnącego żywicą, dzieła zniszczenia dopełnili spadkobiercy potęgi Sasów. W przypadku tym mowa o ASCENSION, gdyż to ten właśnie band, wywodzący się z Sachsen-Anhalt, wyznaczony został na zamknięcie pierwszego dnia. Decyzja okazała się trafna jak w papę strzelił. Brutalny i bardzo modernistyczny black metal w wykonaniu tego kwintetu potrafił urzec mnie już kilka lat temu w ramach innego festiwalu, dodatkowo kilka jego wydawnictw stoi dumnie na półce z moimi srebrnymi krążkami, nie dziwota więc, że i tym razem wykwitł mi na twarzy wcale niemały banan. Owiani dymem muzycy oraz sączący się z repertuaru okultyzm doskonale potrafił uwidocznić atmosferę każdego z albumów ? przede wszystkim najnowszego, zatytułowanego ?The Dead Of The World?, choć wiadomo że nie mogło zabraknąć też i kawałków z poprzednich płyt. Być może co niektórzy spieraliby się jedynie o ustawienie ? fakt, ASCENSION nie ma może takiej pozycji jak ich poprzednicy, osobiście uważam jednak, że jak na band zamykający późną nocą festiwalowe misterium nadaje się doskonale. Wędrując w stronę namiotu zastanawiałem się zatem co przyniesie nowy dzień?

Inaugurację otwarcia dnia drugiego zapoczątkował ALBEZ DUZ. O istnieniu owego zespołu jak dotąd nie wiedziałem, co w zasadzie nawet i mnie samego nieco dziwi, a przede wszystkim dlatego, że band pochodzi z mojego miasta. W sumie jednak nie też dziwota, bo w blisko trzy i pół milionowej metropolii metalowych bandów przecież jak psów i nie każdy musi mi być znany. Inna kwestia, że klimaty wykonywane przez ową kapelkę to też nie do końca mój ulubiony smaczek, ale jako że nie samą rzezią człowiek żyje, obejrzenie doomowo ? gotyckiego aktu wcale mi nie zaszkodziło. Muza ciężka i fajna, aż dwie przedstawicielki płci pięknej w składzie (bynajmniej nie piszczące i piejące, lecz uderzające w struny gitary i basu), ogólnie udany koncept ? bardzo fajna odmiana wobec blackowo ? deathowej masakry, w której lubuję się na co dzień. Na takową też jednak nie musiałem czekać długo, gdyż meldujące się już jako następne w kolejce REVERIE i POSSESSION potrafiły mnie może nie uszczęśliwić i uskrzydlić, lecz na pewno w jakimś stopniu zadowolić. No cóż, death metal to w końcu muza która na koncertach sprawdza się wyśmienicie, nie dziwota więc, że rzemieślnicy pokroju wyżej wymienionych również dali radę. Skoro już jednak o deathowych dźwiękach mowa, warto kontynuować ten wątek nie tylko w związku z linią programową, ale też i z racji fenomenu pewnego pięknego północnoeuropejskiego kraju, który w odróżnieniu do mnogości posiadania bandów spod znaku wypaćkanych na biało buziek i Szatana czczonego najchętniej w mrokach zaśnieżonych lasów, śmierć metalowych zespołów wypuścił jak na lekarstwo, a co za tym idzie ? rzadko słyszy się, aby którykolwiek z takich odważył się gdziekolwiek indziej niż poza własnym podwórkiem zagrać koncert. Stąd też duży szacun dla EXECRATION. Norweski kwartet nie tylko przełamuje ten stereotyp, ale też i gra całkiem przyzwoitą muzę. Czterdzieści minut obcowania z Norwegami również przyprawiło mnie o zadowolenie, jako że jednak brzusio w międzyczasie dopominać się zaczął o uzupełnienie swojej zawartości, postanowiłem odpuścić podziwianie popisów DANAVA i udałem się na posiłek (świeże ogórki rządzą!) Do obowiązków obserwatorsko ? fotograficznych powróciłem dopiero z momentem zameldowania się na deskach SULPHUR AEON. Także i tym razem death metal inspirowany Lovecraftem spełnił moje oczekiwania, a basista bardzo słusznej wagi bez wątpienia odzwierciedlał potęgę Wielkiego Przedwiecznego, który jak na razie spokojnie śpi. Pora zatem przejść do dwóch kolejnych punktów programu ? WITCH CROSS i SWANS. Pierwsi z wymienionych łoją staromodny heavy metal mniej więcej tyle samo lat ile ja sam żyję. Duńczycy nigdy nie należeli jednak do czołówki klasyków, stąd też moje średnie dosyć zainteresowanie ich ofertą, którą łowiłem jedynie w formie fonicznej. A co do SWANS? Hm, tutaj pewnie nie tylko ja miałbym zagwozdkę. Bardzo, ale bardzo dziwny to twór. Istniejący z przerwą ponad trzy dekady, mający na koncie całkiem niemało wydawnictw, no i nieźle pojechany przede wszystkim! Z metalem ma toto w sumie tyle wspólnego, co piszący owe słowa z dynastią Habsburgów. Skąd zatem takie cudo na metalowym festiwalu? Ano zapewne stąd, że psychodeliczno ? awangardowo ? eksperymentalne wynalazki często podobają się i metalowcom, co nie tylko skutecznie obala stereotyp o ograniczeniu intelektualnym tej subkultury, bo też i pozwala zrozumieć jak wielki wpływ na tworzenie naszego ukochanego hałasu potrafią mieć takie właśnie cacka? Nie omieszkam też zaznaczyć jak otwartogłowym trzeba być aby obcować przez ponad dwie godziny z taką muzą jaką funduje SWANS ? tyle właśnie trwał koncert Amerykanów, którzy zgromadzili pod sceną całkiem niemałą widownię. Wniosek z tego więc, że inteligentni metalowcy znajdują się również i pośród tych odwiedzający festiwale i bez wątpienia wielu takowych znajdowało się pośród oglądających VARATHRON. To Grecy właśnie wyznaczeni zostali na zamykacza całości imprezy, ja z kolei skłamałbym, twierdząc że wcale nie z ich powodu przywlokłem w owo miejsce swój tyłek. Okazja do ujrzenia synów Hellady umknęła mi niestety w moim mieście, cieszyłem się zatem, że takowa nadarzyła się całkiem rychło. Cóż zatem napisać mogę o owej greckiej hordzie? Zagrała bardzo wyborny koncert, a to chyba tylko z racji mistyki charakteryzującej jej muzę. Niejeden z was wyczuł już chyba niepowtarzalny klimat starożytności i specyficznej olimpijskiej aury wszechobecny w twórczości wielu greckich bandów, więc nawet bez oglądania VARATHRON z łatwością zrozumiecie co mam na myśli. Najnowszy album ?Untrodden Corridors Of Hades? daje temu wyraz nie tylko w wersji studyjnej, choć podczas blisko godzinnego show Greków znalazło się i miejsce na starsze kompozycje. Wielki Zeus natchnął swoich podopiecznych niezwykłą weną, przez co mogli nie tylko zadowolić wszystkich wyciskających z siebie pod sceną ostatnie poty, ale też i podratować zawartość własnych portfeli, co wobec długotrwałego kryzysu z pewnością wyszło im na dobre. Wszystko co dobre szybko się jednak kończy, więc?

Pierwsza edycja Chaos Descends Festival jest odtąd historią. Organizatorom udało się nie tylko z powodzeniem zapoczątkować kontynuację spuścizny po poprzednim festiwalu, ale też i zrobić to z całkiem ładnym efektem końcowym. Nie zabrakło im pomysłów na zaproszenie prezentujących wysoki poziom zespołów, także i wybrany na miejsce spędu teren okazał się strzałem w dziesiątkę. Dodając jeszcze do tego osobiste doznania w postaci całkiem ładnej pogody, udziału niezawodnej ekipy ze Śląska (ahoj Gliwice & Sosnowiec!) oraz ogólnego nastroju, jaki miał podczas owych dwóch dni miejsce, pozostaje tylko dojść do wniosku, iż kontynuacja Chaos Descends to naprawdę bardzo ambitny plan. Ja już oczekuję odsłony Anno Satanas 2016. Wam też radzę się skusić.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

CHAOS DESCENDS FESTIVAL 2015


VARATHRON

ASCENSION

ALBEZ DUZ

POSSESSION

EXECRATION

SULPHUR AEON

SWANS

KHTHONIIK CERVIIKS

UNDERGANG

VIRCOLAC

STARGAZER

NEGATIVE PLANE

SATURNALIA TEMPLE

BLASPHEMY



<<<---powrót