Relacje

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI / MŁOT NA CZAROWNICE

20.02.2015  Radom, Strefa G2

Gdy dowiedziałem się, że Roman Kostrzewski wraz z KAT-em zawita do Radomia, zdziwienie moje było dość spore. Z tego co mi wiadomo, dawno do tego miasta nie przyjeżdżał, a stały za tym różne kwestie, o których nie czas i miejsce pisać. Oczywiście pewne konserwatywne środowiska buntowały się, że tak kontrowersyjny człowiek pojawi się w Radomiu, ale koniec końców wszystko ucichło i koncert odbył się bez problemu. Nie było pikiety, nie było ?modlitewnego czuwania? w okolicach klubu, a na domiar tego frekwencja była całkiem wysoka. Moja znajoma wspomniała, że na Romana i KAT przyjdą nawet tacy, których nie można spotkać na innych rockowych koncertach odbywających się w mieście i faktycznie zauważyłem parę znajomych mi twarzy, które jakoś nie kojarzyły mi się z metalem czy nawet rockiem, a i trochę starej gwardii też dostrzegłem. Publika zresztą była mocno mieszana i jeśli miałbym pisać tu o granicach wiekowych, to było to od lat kilkunastu do dobrze ponad 50. Cóż, i samemu maestro Kostrzewskiemu stuknęło ostatnio 55 latek, więc to akurat mnie nie dziwi, że było sporo starszyzny, bo pewne sentymenty jednak pozostają ;). Ale do rzeczy. Koncert rozpoczął się z pewnym opóźnieniem, ale dzięki temu prawie wszyscy zdążyli i mogli zobaczyć przy okazji support, jakim był pochodzący z niedalekich Pionek MŁOT NA CZAROWNICE. To dość młoda kapela i jeszcze nieopierzona, ale mają potencjał w postaci charyzmatycznego i złowieszczo wyglądającego, choć jeszcze nie do końca wiedzącego jak się zachować między utworami wokalisty Dawida Siweckiego, a i sama muzyka, choć archaicznie brzmiąca, świadomie sięga po dobre wzorce, które można umieścić gdzieś między klasycznym hard rockiem a tradycyjnym heavy metalem. Swojsko brzmiące, polskojęzyczne teksty mogą oczywiście razić swoją grafomanią, ale parę ciekawych rzeczy też można z nich usłyszeć. Poszukajcie ich w necie i sami oceńcie. Ja osobiście życzę im jak najlepiej i żeby w przyszłości już nie byli tak stremowani, że grają przed niewątpliwą gwiazdą, jaką jest KAT.
Długiej przerwy po koncercie Młota nie było i bez zbędnych wstępów Roman z kolegami zaczęli swój akustyczny set oparty praktycznie wyłącznie na zawartości ostatniego studyjnego albumu ?Buk - Akustycznie?, gdzie, jak wiadomo, umieścili ?bezprądowe?, często bardzo pomysłowe wersje różnych swoich kawałków z tej niedalekiej, jak i bardzo odległej przeszłości. Już po pierwszych dźwiękach dało się wyczuć, że mimo braku przesterów i łomotu czują się w tej konwencji bardzo dobrze. Roman Kostrzewski był bardzo wyluzowany, choć przeszkadzał mu niewątpliwie katar, ale z samym wykonaniem poszczególnych kawałków i specyficzną, najczęściej wspominkową konferansjerką radził sobie znakomicie. Utwory z ?Buka? poszły w nieco tylko zmienionej kolejności, ale dramaturgicznie było jak najlepiej, bo te rzeczywiście balladowe pieśni, jak ?Robak? i ?Łza Dla Cieniów Minionych? były przetykane drapieżnymi jak na ?akustyki? kawałkami ?Czas Zemsty?, ?Diabelski Dom cz. 1? i ?Odi Profanum Vulgus?, a między nimi znalazło się miejsce na klasyki pokroju ?Śpisz Jak Kamień? i jak zawsze znakomicie brzmiący ?Głos Z Ciemności?. Interesujące było przy tym obserwowanie publiki, która tak naprawdę nie wiedziała jak zachowywać się podczas tego występu - czy podskakiwać w rytm tych ciut mocniejszych kawałków, czy bujać się przy tych wolniejszych, a może po prostu stać i słuchać. W każdym razie parę osób śpiewało z Romanem, a morza komórek zamiast zapalniczek nie odnotowano ;). Godzina minęła w miarę szybko i praktycznie bez przerwy gitarzyści wymienili ?pudła? na ?elektryki? i zaczął się już ten zdecydowanie metalowy show. Niestety, jak zawsze marna akustyka w klubie przełożyła się na to, że nieczytelne były wokale Romana, a i niektóre solówki zamieniały się w męczący szmeropisk lub ginęły gdzieś w tle, ale i tak ci, którzy dobrze znają twórczość KAT-a wyśpiewywali prawie całe teksty co bardziej znanych kawałków, a pod sceną - co widziałem chyba dopiero po raz drugi w ciągu kilku lat chadzania na koncerty w Radomiu - rozpętał się nieśmiały i nieliczny młyn, do którego i mnie zaproszono, ale odmówiłem, choć byłem blisko i parę osób odbiło się ode mnie powracając do mosh-pitu ;). KACI przyłożyli dość mocno i co mnie po raz kolejny zaskoczyło - zagrali dużo numerów bardzo starych i z lekka zapomnianych, choć nie brakowało i tych sprawdzonych hiciorów, jak i stosunkowo nowych rzeczy. Dość wspomnieć, że poleciały między innymi ?Morderca?, ?666? i ?Diabelski Dom cz. 3?, a ?Purpurowe Gody? sprawiły, że na sali pojawił się pierwiastek magiczno - erotyczno. O tym, że wśród publiki nieznany był zwyczaj skandowania podczas koncertów tytułu, na który czeka się najbardziej, to moje wołanie o ?Wyrocznię? spotkało się z zaskoczonymi spojrzeniami zebranych. Ale tak jak się spodziewałem, i ten kawałek się pojawił tego wieczoru :-). Pożegnali się, jak dobrze pamiętam, ?Ostatnim Taborem?, który jak wiadomo, jest kawałkiem jeszcze sprzed epoki ?trzech szóstek?, ale zabrzmiał wyjątkowo dojrzale i wcale nie tak staroświecko. Druga godzina minęła jeszcze szybciej, ale to nie dziwi, bo przywalili mocarnie. Były oczywiście podziękowania i znowu będę nieskromny - w pewnym momencie ludzie zebrani w klubie podchwycili moje zawołanie ?Sto lat!?, a Roman najwyraźniej się wzruszył i rzekł, że trzeba będzie tu przyjechać niedługo ponownie. Niestety, nie udało mi się dorwać Romana zaraz po koncercie i zapytać o parę rzeczy, bo narosło tego przez lata niewidzenia się z moim starszym kompanem, ale cóż, może następnym razem?...
Dobry był to koncert i aż się chce więcej takich imprez tu w Radomiu. A przy tej okazji, już na sam koniec szczególne pozdrowienia, wyrazy szacunku i podziękowania kieruję do Romana Kostrzewskiego.

autor: Wojciech ?Diovis? Szymański


<<<---powrót