Relacje

DARK FUNERAL / ZONARIA / CARACH ANGREN / AKRIVAL/ ARROGANZ

A Declaration Of Hate Tour 2010:

10/04/2010  Berlin, HOF 23

Gdy po skończonej robocie w popołudnie ostatniego dnia pierwszej dekady kwietnia byłem już myślami przy zaplanowanym na tenże sam wieczór performensie zgrai Lorda Ahrimana i jego niemniej demonicznych kamratów, uświadomiłem sobie, że jedyną rzeczą pozostaje jeszcze wydruk maila, mającego na celu w razie nieprzewidzianych problemów potwierdzenie akredytacji. Wchodząc na stronę jednego z serwisów informacyjnych, na którym posiadam swoją zacną skrzyneczkę, widząc w pierwszej chwili czarno - białą szatę graficzną i dramatyczne doniesienia o tragedii dotyczącej ojczystego kraju, pomyślałem że chyba niezbyt dobrze się wyspałem lub mam do czynienia z pokłosiem jakichś primaaprilisowych żartów. Kiedy o punktualnych godzinach biuletyny informacyjne telewizyjnych i radiowych stacji niemieckich potwierdziły katastrofę samolotu rządowego, mającego na pokładzie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, jego żonę oraz wielu przedstawicieli świata polityki, wojska i działalności na rzecz społeczeństwa, rozwarta z wrażenia gęba nie zamknęła mi się chyba przez pięć minut. Stało się. Naprawdę. Spośród 96 członków polskiego rządu oraz osób towarzyszących im w drodze na uroczystości obchodów 40 rocznicy masakry polskich oficerów w Katyniu nie przeżył nikt. Dociekanie przyczyn, drobiazgowe analizowanie wypadku i sensacyjne doniesienia z minuty na minutę to oczywiście przy tego typu rzeczach normalka, ale słuchając o tym wszystkim doznawało się uczucia jakiegoś wewnętrznego rozdarcia i szczerego współczucia dla tych, którzy nie będąc może w gronie specjalnie lubianych przez nas, ale jakby nie patrzeć wpływowych osób, po prostu tak w jednej chwili odeszli... Śmierć jest jednak śmiercią i nie ma sposobu aby ją przebłagać, toteż oddając hołd wszystkim, którzy jakby nie patrzeć polegli w służbie narodowi, uznałem, że trzeba jednak żyć dalej, wrócić do codziennej rzeczywistości, bo za kilka godzin w końcu show DARK FUNERAL, którego polskim fanom z uwagi na zaistniałe okoliczności z pewnością nie będzie już dane we własnym kraju obejrzeć. Nie śmiejcie się zatem ze mnie kiedy obwieszczę, że ów live report to mój znak solidarności z wami, polskimi fanami metalu, którzy też na jakiś sposób zostali na dany moment pokrzywdzeni, bez względu na postawy jakie żywili wobec polskich elit rządzących. Wiem, że jest pośród was wielu, którzy tak samo jak ja lubią koncerty i podobnie jak ja odczuwali w momentach ich odwoływania złość, czasem nawet i słuszną, gdyż kurs polityczny ustanowiony przez partie, których przedstawiciele w tak tragiczny sposób właśnie odeszli skutecznie sprowadzał poprzez niektóre posunięcia piękny nadwiślański kraj niemalże do średniowiecza. Spróbujmy spojrzeć na to jednak przez inny pryzmat - gdyby sprawa Katynia wciąż pozostawała owiana tajemnicą tudzież zakłamaną, nigdy nie dowiedzielibyście się w jak haniebny sposób oddać musiało życie pokolenie waszych dziadków, abyście mogli dziś mówić w ojczystym języku... No dobra, dosyć tych żałobnych i historycznych wywodów. Co się stało już się nie odstanie, ja z kolei postaram się wynagrodzić po części to co wam w obliczu tego tragicznego zrządzenia losu przepadło i dlatego od chwili obecnej skupiam się wyłącznie na koncercie.

W rzeczy samej nie spodziewałem się, że po pięciu latach absencji w stolicy Niemiec frekwencja na koncercie DARK FUNERAL należeć będzie do mało imponujących. Mieszczący się we wschodniej części Berlina (dzielnica Weissensee) i pojemny nawet klub zrobił na mnie dobre wrażenie, ale metalowa brać tegoż grodu nie wypełniła wnętrza HOF 23 chyba nawet w połowie. Trudno mi oceniać, czy na niniejszy stan rzeczy miał wpływ odbywający się w oddalonym setki kilometrów Giessen i składający się z pierwszoligowych wykonawców "czarnej" reprezentacji festiwal Kings Of Black Metal, faktem jest jednak, że nawet jeśli część berlińczyków postanowiła udać się w poszukiwaniu mocnych wrażeń do odległej Hesji, nie przypuszczałem, że liczba miłośników Mrocznego Pogrzebu pozostaje w dosyć głębokim morzu tutejszych black metalowców tak niewielką... A może to mżawka i wiatr odstraszyły co niektórych? Nieważne. Planowo jako pierwszy z supportów zagrać powinien włoski NEFARIUM, jednakże to nie oni otworzyli berliński odcinek niniejszej krucjaty. W ostatniej rzekomo chwili zaszczyt rozpoczęcia ceremonii otrzymał pochodzący z brandenburskiego Cottbus ARROGANZ. Duet wspierany podczas koncertów przez sesyjnego perkusistę zaprezentował black metal, który kompletnie mi nie podszedł. Na szczęście dorobek ekipy o dwuletniej zaledwie egzystencji obfituje w niewiele perełek, które przy odrobinie dobrej woli nazwać można piosenkami, toteż nuda na większą skalę nie groziła. Nikt jakoś nie kwapił się do skandowania nazwy zespołu kiedy po zaledwie 20 minutach opuścił scenę, co dobitnie już chyba świadczy o co najwyżej przeciętnej wartości dokonań ARROGANZ. W związku z powyższym na podeście ulokować się powinien programowo wspomniany już wcześniej NEFARIUM, nadzieje wszystkich, którzy pragnęli ujrzeć Włochów okazały się jednak płonne, gdyż grupa odwołała niestety udział w trasie i zamiast nich lukę wypełnił ściągnięty w trybie zastępczym lokalny band. Bandem owym okazał się berliński AKRIVAL, który do tej pory miałem przyjemność oglądać zaledwie raz przed prawie czterema laty. Podobnie jak wówczas i tym razem nie potrafił mnie urzec, rzekłbym nawet, że kilkadziesiąt minut łomotu, który imitować miał czarny metal doprowadzić mógł niestety jedynie do wymęczenia narządu słuchu. Z tego co zauważyłem, poparcie dla AKRIVAL okazywane przez berlińską publikę potrafi gdzieniegdzie być aż nadto eksponowane, ale w czym tkwiła istota tego zjawiska - nie mam pojęcia. Może grająca na basie od jakiegoś czasu panna zaważyła na atrakcyjności kapeli, kto wie... Jedźmy dalej. Mała zmiana zarówno pod względem imidżowym, jak i techniki gry gatunku, nie wspomniawszy już o pochodzeniu. Tak oto bowiem działa swoje wytoczył CARACH ANGREN. Odziani w stylizowane na płaszcze Wehrmachtu odzienia Holendrzy uraczyli audytorium black metalem z klawiszami pokroju Kredek z najlepszego okresu kariery, nie do końca jednak mającym tutaj z tymże wiele wspólnego, a to głównie z jednego powodu. Wymieniony w powyższej linijce i bez wątpienia uatrakcyjniający brzmienie co niektórych czarnych bandów instrument słyszalny był niczym głos majstra z przeciwległego końca hali fabrycznej. Pomimo tegoż mankamentu CARACH ANGREN zagrał jednak show oparty na mocnym brzmieniu gitar i choć o całkowitym zauroczeniu mówić w moim przypadku raczej nie można, słychać, że niderlandzka horda to już nie zbieranina nowicjuszy o upaćkanych białą farbą twarzyczkach. Band istnieje bowiem już kilka lat, koncertów też pewnie co nieco już pograł, osobiście życzę mu zatem aby poziom piął się już tylko w górę. Mam nadzieję obejrzeć kiedyś kapelę w lepszej kondycji, a tymczasem poświęćmy parę słów ziomkom headlinera, którzy dzięki szczęściu będąc od jakiegoś już czasu wykonawcą z bardziej oficjalnego poziomu stanowili niniejszego wieczora ostatni już bastion na drodze do diabelskiej annihilacji. Po raz pierwszy zetknąłem się z ZONARIA ponad dwa lata temu, kiedy to supportowali podczas morderczego przemarszu przez Europę ekipę niejakiego Morgana H. Nie powiem, wywarli wówczas na mnie jakieś tam wrażenie - ostre riffy, okraszone mistycznym keyboardowym podkładem przywołującym na myśl skojarzenia z CRIONICS czy VESANIA przypadły mi do serca nawet więcej niż trochę. Powtórki z rozrywki doświadczyłem pod koniec tego samego roku, kiedy to mając w kieszeni cieplutki kontrakt z Century Media i jego pierwszy owoc w postaci krążka "The Cancer Empire" wspierali podczas koncertów hordę Satyra i Frosta. Udział w trasach u boku tak znaczących na scenie formacji to wyraźny objaw uznania dla Szwedów, którzy pomimo podobieństw do przeze mnie wspomnianych oraz kilku innych, których moglibyście sobie dopasować wedle własnego uznania, starają się tworzyć jednak własną wizję melodyjnego black/ death metalu. Zespół o stażu stosunkowo krótkim, złożony z nieznanych nikomu muzyków, mimo wszystko jednak - zapał, werwa oraz ambitne plany bycia coraz lepszym. Tak trzymać! W ramach gigu jako asysty dla DARK FUNERAL grupa skupiła się oczywiście i jak zwykle na materiale z dwóch i jedynych jak do tej pory albumów, które w scenicznej wersji wypadły jak zwykle dobrze, a wodząc okiem po dużej liczbie zgromadzonych pod sceną ludków odnosiło się wrażenie, że podobali się raczej większości. W ten oto sposób oczekiwania moje osiągnęły swój punkt kulminacyjny (wiadomo - im wyżej, tym lepiej), kiedy tymczasem...

No właśnie - do jasnej cholery!!! DLACZEGO??? Co się stało, do stu tysięcy diabłów? Nieprzypadkowo szafuję tu staropolskimi, piekielnymi i bez wątpienia poetyckimi epitetami oddającymi moje wzburzenie, bo mając w pamięci doskonałej jakości koncert zagrany przez Mroczny Pogrzeb podczas zeszłorocznego Party San wręcz pojąć nie mogę co tym razem tu nie zagrało? Czy odwieczną prawdą jest, że od każdej reguły istnieją wyjątki? Przypuszczam że tak, bo niemal każda relacja oraz osobiste przeżycia z debiutanckiej konfrontacji z DARK FUNERAL na żywo przed wieloma laty stanowiły wyraźne przesłanki bardzo mało przekonujących performensów tej hordy. No niestety, moi mili - prawda jest brutalna, ale Lord Ahriman i jego najemnicy nie powtórzyli niestety sukcesu z zeszłego roku. DARK FUNERAL zagrał koncert o soundzie fatalnym, czasami wręcz parszywym! Rozjeżdżające się brzmienie, perkusyjna kanonada Dominatora oraz wrzaski Caliguli, ginące nierzadko w gąszczu gitar i niemalże brak basu już na samym początku spowodowały, że przez pierwsze dwa utwory nie mogłem rozpoznać choćby jednego znajomego motywu. Niewykluczone, że na pierwszy ogień synowie Lucypera rzucili w publikę któregoś z reprezentantów tak długo oczekiwanej przez wszystkich świeżynki "Angelus Exuro Pro Eternus", szkoda to jednak ogromna zarówno dla tych, którzy wysączywszy za mało piw skupili się wyłącznie na repertuarze jak i samej płyty, która na pewno w moich osobistych podsumowaniach Anno Satanas 2009 plasuje się w pierwszej piątce. Na całe szczęście po upływie kwadransa nieco się polepszyło, przynajmniej do tego stopnia, że udało mi się rozpoznać "Shadows Over Transilvania", notabene mojego faworyta z kultowego już dziś debiutu. Daleko było jeszcze jednak do stanu rzeczy który uznałbym za zadowalający, no ale cóż... Promując "Angelus..." panowie zatrzymali się na chwilę przy "Stigmata", aby po kilku minutach kontynuować szlak starszych wydawnictw, co odzwierciedlenie znalazło poprzez "Atrum Regina", "Vobiscum Satanas", "666 Voices Inside", "Goddess Of Sodomy", "Open The Gates", "An Apprentice Of Satan" czy "Of Ice And Movement". Na porcję nowości pozwolili sobie ponownie już pod sam koniec show, kiedy to jako dwa wieńczące go akcenty ustanowione zostały "My Latex Queen" oraz "My Funeral". Koniec. Finito. W ten oto sposób Mroczny Pogrzeb dokonał swego i nie dając komukolwiek choćby cienia nadziei na więcej, ukrył się w mrocznych czeluściach kulis, aby zmyć z twarzy farbki i wyswobodziwszy się z okuć stalowo - skórzanych uniformów odpocząć przy puszce browarka, tudzież czegoś mocniejszego. W związku z powyższym nie pozostawało chyba nic innego jak zwinąć żagle, bo choć w perspektywie rysowała się niedziela i wizja dłuższego snu, wymęczenie kilkoma godzinami jazgotu dało o sobie znać aż za bardzo. Nie wiem tylko cholera, czy zbyt duża ilość wypitych piwek zaważyła na tym, że wsiadłem nie do tego tramwaju co trzeba czy też po prostu brak znajomości Berlina Wschodniego... Ah, ważne, że koniec końców dotarłem do swojego ukochanego Reinickendorfu usytuowanego na północnym zachodzie tej ogromnej metropolii, a zachowując się w miarę grzecznie (zaręczam, że nie trzaskałem drzwiami i nie kląłem głośno "scheisse" nie mogąc wygrzebać z kieszeni klucza) pozwoliłem sobie jeszcze na herbatkę, po czym udałem się do łoża, aby nabrać sił przed zaplanowanym już na kolejny dzień eventem. O tym jednak w oddzielnym raporcie, a póki co - dzięki wielkie dla DARK FUNERAL za koncert, bądź co bądź jednak liczę przy kolejnej okazji na powtórkę z Party San 09. Swoją drogą, ciekaw jestem reakcji muzyków na informację o sytuacji w Polsce, której przełożenie na życie kulturalne kraju było więcej niż przewidywalne, a już szczególnie wobec faktu, że za kilkanaście godzin Mroczny Pogrzeb powinien wystąpić w Katowicach... No, cóż... Przypuszczam, a nawet jestem pewien, że pomimo wrodzonej diabelskości piątka muzyków potrafi także myśleć w bardziej rozsądny sposób... To tyle. Wielkie dzięki wędrują też rzecz jasna do spotkanej na gigu ekipy Szczecin - szczególnie do Demona oraz pana Wiesława vel Natasa - już wy wiecie za co.

autor: Nikolaus (Mikołaj) Kunz

Arroganz

Akrival

Carach Angren

Zonaria

Dark Funeral



<<<---powrót