<<<---powrót

VADER / NEOLITH
8.05.2009. - "Cafe Mundo", Kielce

To wyglądało jak gdyby "jakiś" zespół grał kawałki Vadera - powiedział zawiedziony fan po majowym koncercie w "Cafe Mundo".

Impreza w kieleckim Mundo zapowiadała się fantastycznie. NEOLITH i VADER - formacje, które nie potrzebują dodatkowej reklamy. Chętnych do wysłuchania koncertu było wielu, niestety, klub okazał się być kompletne nieprzygotowany na taka ilość fanów. Niesamowitemu ściskowi i temperaturze sięgającej ostatnim kręgom piekła towarzyszyła kiepska niestety, oprawa muzyczna.

Jako pierwszy wystąpił rzecz jasna bieszczadzki Neolith, prezentując krótki set będący mieszanką death metalu, klimatów doom, black i thrash metalowych. Panowie zagrali bardzo zgrabnie, jak na warunki, które zaoferowali organizatorzy, racząc mocno stłoczonych pod scenką fanów kompozycjami sięgającymi 1991 roku. Dzięki temu, że każdy z nich zna się niewątpliwie na swojej robocie, udało im się dodatkowo rozgrzać gorącą już przecież publiczność przed występem legendy udowadniając, że w odróżnieniu od nie zaskakującym niczym szczególnym brzmieniu na płytach, Neolith zdecydowanie lepiej brzmi na żywo.

Vader, z którego pierwotnego składu ostał się jedynie (lub dla innych "aż") Peter, zaczął od intra, by następnie raczyć fanów klasykami, m.in. "Dark Age", "Sothis", "Silent Empire", "Blood of Kingu", "Black To the Blind", "Crucified Ones" "Carnal" i "Wings". Na koniec, pewnie z myślą o najmłodszych sympatykach ciężkiego brzmienia, tłoczących się pod sceną jak zastęp zuchów podczas nagłej, nocnej zbiórki w środku lasu, zagrali "Lead Us" i na tym zakończyli. Nie było bisów, choć fani tak podczas występu, jak i po jego zakończeniu dosyć często i głośno skandowali nazwę kapeli, entuzjastycznie reagując na niemalże każdy numer. Panowie zeszli ze sceny i tyle ich widzieliśmy. Sam koncert był nudny, mało dynamiczny, zmiennicy dawnych muzyków wypadli blado, grając nierówno i bez przekonania. Nie było brutalności, szybkości i bezkompromisowości, tak znamiennych cech przypisywanych od początku muzyce Vadera.

Po słabiutkim koncercie z okazji 25-lecia Vadera myślałem, że nie zobaczę już gorszego, a tu proszę, jednak można - skwitował występ jeden z kieleckich miłośników olsztyńskiej legendy i ja się pod tym niestety, podpisuję. Można tylko mieć nadzieję, że obecne niskie loty legendy są przejściowe i niedługo usłyszymy prawdziwe, death metalowe dźwięki, jakich nie powstydził by się sam Lucyfer witający potępionych przekraczających progi jego królestwa.



tekst: Agnieszka Nycz
zdjęcia: Piotr Morawski (Kotlet)




<<<---powrót