<<<---powrót

Leśne Licho, Eho, MorHanA
17.01.2009, Warszawa, "Metal Cave"

17-go stycznia w warszawskim Metal Cave zagrały trzy bardzo młode jeszcze kapele, z których dwie naprawdę obiecujące - zatem po kolei. Na początek po tradycyjnych obsuwach jak na tego typu imprezy zagrało Leśne Licho. Prosty, surowy jeszcze bardzo folk metal - ale ciekawy w tym sensie, że szczery, z niezłą wokalistką (i wokalnie i wizualnie) i ambitny. Brzmieniowo to coś pomiędzy polskim Światogorem a baaaardzo wczesnym Falkenbachem, szybko, nieco melodyjnie i z ogniem, słowem krótki, ale treściwy set. Jak na zupełny debiut - całkiem nieźle i jak czas pokazał, była to kapela, które tego dnia wypadła najlepiej.
Kolejna ekipa to Eho, klimat zupełnie z czapy, w sensie dopasowania do pozostałych dwóch kapel, czyli coś pomiędzy indie rockiem, grunge a melodyjnym HC. Nie mam pojęcia czemu ta kapela zagrała tego dnia, w swojej lidze nie była zła, ale zmęczyła i siebie i publikę, która nie tego oczekiwała, koncert był reklamowany jako noc folkmetalowa, a Eho nijak nie mieściło się w ramach tegoż. Przez swój za bardzo odbiegający styl miałem wrażenie, że niemiłosiernie długo grają, a swoją drogą nie były to dźwięki, które mnie osobiście podniecają (i podobne były odczucia większości dość kameralnej w sumie publiki). Trochę stracony czas po obu stronach sceny...
I na koniec MorHanA - jest to na pewno muzyczne odkrycie stołecznej sceny metalowej. Młodziaki, ale otrzaskane z grą, flecistka grała w kapeli szantowej (co słychać - i dobrze!), skrzypaczka w klimacie Michała Jelonka (oczywiście nie aż tak znakomita jak Jelonek, ale ten klimat grania), gitarzystka z klimatów więcej HC punk (co nie zmienia faktu, że świetnie wpisała się w brzmienie MorHany), basista konkretny, bębniarz naprawdę nienajgorszy a lider - charyzmatyczny. Jak na debiut - brzmienie mp3-jek, które podesłali jako promo do mnie do radia (RadioWiD) naprawdę nieźle i nieprzeciętnie. Koncert natomiast wypadł słabiej ze względu na słabą akustykę Metal Cave - MorHanA w swym klimacie przypomina trochę Skyclad, a trochę Turisas, w związku z tym ma nieco bardziej rozbudowane instrumentarium niż przeciętna garażowa kapela heavy/thrashowa, toteż i w klubach o słabszej akustyce stoją na gorszej pozycji. Niemniej zawalczyli dzielnie, ich kawałki mają ogień i zagrzewają do boju, mieszanka folk/power i symfonicznego metalu jaki grają nie jest typowa dla naszej rodzimej sceny, to nie jest black z fujarką z klawisza, to jest faktycznie folk metal. Jak robiłem z nimi wywiad do radia, to stwierdziłem, że mają naprawdę poukładane w głowach i mam nadzieję, że wypłyną szerzej i rozwiną się. Podsumowując - w nieco spartańskich warunkach Metal Cave'u paradoksalnie najlepiej dała sobie radę kapela grająca prosto i przaśnie (w pozytywnym słowa znaczeniu), czyli Leśne Licho. Niemniej cieszy, że takie kapele powstają i u nas.
Po koncercie miało miejsce jeszcze afterparty w klimacie cośrodowych metalowych audycji radiowidowych, czyli sporo nietypowego folk metalu plus odpały na sam koniec.


autor: V.Ziutek



<<<---powrót