<<<---powrót

Blitzkrieg 2009 (VADER, MARDUK, CHAINSAW, ESQARIAL, 02.09.2009, Szczecin, DK "Słowianin"


Nie wiem czy to zwykły zbieg okoliczności czy też może coś innego, ale jakoś tak się w tym roku złożyło, że kolejna edycja Blitzkriegu pokryła się akurat z 70 rocznicą tego wydarzenia. Tym razem jednak ziemie polskie nie zostały najechane przez dwie grupy armii dowodzone przez feldmarszałków von Bocka i von Rundstedta, lecz zupełnie inne związki taktyczne, mające tylko jedno, lecz jakże szlachetne i bardziej humanitarne zadanie: zabić muzyką. Dla zaprawionej w wielu bojach Grupy Armii VADER, będącej za każdym razem trzonem uderzeniowym tejże krucjaty nie jest to jednak nic trudnego, biorąc pod uwagę jej wysoką sprawność bojową, która nigdy (na całe szczęście) nie ulega osłabieniu oraz niezwykle cenne wsparcie, którego udzieliły jej tym razem dwie rodzime grupy operacyjne - ESQARIAL i CHAINSAW oraz niezwykle groźny i niebezpieczny w bezpośrednim starciu sojusznik zagraniczny - Dywizja Pancerna MARDUK. Tak, tak, proszę państwa - kolejną edycję Wojny Błyskawicznej ponownie charakteryzowało duże zróżnicowanie stylistyczne uczestników, co dla wielu maniaków z pewnością stanowić może o jej atrakcyjności, choć nie bez znaczenia jest zapewne i fakt, iż udział szwedzkich pionierów black metalu w charakterze gościa specjalnego bez wątpienia zaważył nie tylko na jakości, ale przede wszystkim i na frekwencji tegorocznego przedsięwzięcia. Osobiście zamierzam skupić się wyłącznie na stolicy Pomorza Zachodniego, gdyż tamże właśnie miałem zaszczyt się znaleźć, biorąc pod uwagę nie tylko odległość dzielącą to miasto od mojego obecnego miejsca zamieszkania, lecz przede wszystkim także i urlop, sprzyjający tego rodzaju okolicznościom.

Choć do koncertu mającego się zacząć dopiero wieczorem pozostało bitych sześć godzin, ogólna nuda i remont łazienki zastany w rodzinnym domu stały się decydującym bodźcem do udania się na miejsce akcji już w samo południe. Decyzja owa okazała się całkiem dobrym posunięciem, gdyż zamiast hipotetycznego pałętania się pod nogami i przeszkadzania, spożytkowanie energii na pomoc przy wyładunku back-line’u przyniosło bardziej wymierne efekty, nie zapominając oczywiście o dotrzymywaniu towarzystwa wymienionym już tu gdzieś wcześniej szwedzkim znajomym. W porze obiadowej znalazł się też oczywiście czas na konsumpcję przywleczonych z kultowego baru "Kogucik" i nie jedzonych już wieki tostów z serem i pieczarkami, kiedy dodamy jeszcze zaś do tego muzykę towarzyszącą niezmordowanej ekipie Massive Music przy urządzaniu sceny, atmosfera wytworzyła się rasowa. W związku z upamiętnieniem wydarzeń sprzed 70 lat, obok rockowych dźwięków znalazło się również miejsce na pieśni wojskowe (naturalnie polskie). Szkoda trochę, że zabrakło "Umówiłem się z nią na dziewiątą", piosenki, której dźwięki wygrywał w warszawskich kawiarniach chociażby Władysław Szpilman, gdyż bez ściemy przyznam że bardzo ją lubię, ale nawet i bez tego klimacik połączony z patriotyzmem, a przede wszystkim dozą oryginalności, zachowany został w każdym calu. Szacunek. Dzięki temu czas pozostały do otwarcia bram Hadesu minął bardzo szybko, a w miarę napływania coraz większej liczby szczecińskich oraz reprezentujących w dużej mierze okoliczne miejscowości maniax, minuty dzielące nas od rozpoczęcia ceremonii także zleciały niczym z bicza strzelił. Nie spojrzałem na zegarek, toteż nie wiem, czy start nastąpił punktualnie co do minuty, poważniejszej obsuwy jednak też nie odnotowałem i zgodnie z zapowiedzią w okolicach 18.30 szlaki przetarł pierwszy z uczestników. Początkowy atak przypuścił spowity oparami zasłony dymnej ESQARIAL, rzucając w publikę mieszankę pochodzącą z wszystkich ważniejszych punktów swojej dyskografii. Wrocławianie uraczyli jeszcze w zeszłym roku wszystkich swoich miłośników nowym albumem "Buried Ground Strategie", toteż wszyscy, którzy pokochali ten stuff mogli z pewnością przeżyć przy jego rytmach kilka ekstatycznych chwil. Nawiasem mówiąc, tytuł ostatniej płyty doskonale pasuje do ekipy Pająka z uwagi na jej pochodzenie, gdyż "taktyka spalonej ziemi" stała się przecież determinantą otoczonej wiosną 1945 r. przez sowieckie oddziały twierdzy Wrocław, funkcjonującej wówczas urzędowo jako Festung Breslau. Historyczna konotacja dotycząca drugiej wojny światowej znalazła zatem ujście, najważniejsze jest jednak, że kilkadziesiąt minut technicznego death metalu z domieszką progresu przyciągnęło pod scenę przynajmniej jakieś trzy tuziny luda. Atmosfera stawała się z minuty na minutę coraz cieplejsza i coraz więcej osób ruszało z siedzeń swoje zacne sempiterny, aby sącząc zakupione w trudzie i znoju w obleganym non stop barze ciepłe piwo móc oglądać popisy kolejnych uczestników teatrum. Mała zmiana klimatu i stylistyki - na deskach pojawił się bowiem CHAINSAW. Nie pamiętam kiedy oglądałem grupę na żywca po raz ostatni, musiało to być przypuszczalnie wieki temu, toteż trudno ocenić mi na chwilę obecną jej ówczesne sceniczne poczynania, uznałem jednak, że w związku z powyższym okazja do przypomnienia sobie jej w akcji jest bardzo dobra i nawet pomimo faktu, że muzyka CHAINSAW to nie do końca moje klimaty, postanowiłem poświęcić chłopakom choćby kilka minut uwagi. Motoryczny i energetyczny heavy metal według przepisu tego kwintetu zabrzmiał jednak bardzo przekonująco, dokładając zaś do tego walory wizualne (rozwiewane podmuchami wentylatora włosy Maćka), pokusiłbym się o wystawienie mu co najmniej oceny dobrej. Wszystko co dobre szybko się jednak kończy, toteż set bydgoszczan również musiał przeminąć, zauważalne było jednak, że moment który właśnie nadszedł stał się najgoręcej oczekiwanym przez prawie wszystkich zgromadzonych pod strzechą klubu. Nie da się ukryć, że 90 procent stanu audytorium przybyła właśnie na występ Szwedów i wraz z minutami upływającymi do rozpoczęcia występu MARDUK temperatura na sali podnosiła się o kilka stopni coraz wyżej. Kiedy znana wszystkim dywizja pancerna pojawiła się wreszcie na placu boju, wrzask euforii przeszył gęste powietrze, a tłocząca się naprzeciw niego ludzka ciżba przypominała niemalże ludność rzucającą się na transport z zaopatrzeniem podczas klęski głodu. Zupełnie nieprzypadkowo, gdyż głód na muzykę tego komanda wśród polskiej metalowej braci zawsze pozostaje niezaspokojonym, biorąc zaś jeszcze pod uwagę jego wizytę w mieście, gdzie diabeł nawet nie mówi dobranoc, bo się boi, da się to chyba zrozumieć? Koszmarny jak zwykle i lodowato demoniczny Mortuus już od samego początku wprawił publikę w amok, dzieląc i rządząc na całej szerokości sceny przy wsparciu swoich niemniej groźnych towarzyszy broni, spośród których Devo wciąż pozostaje chyba najmniej ruchliwym. Nie wpływa to aczkolwiek wcale negatywnie na jakość produkowanych przez jego instrument dźwięków, uzupełnianych przez jadowite riffy Morgana i porażające blasty Larsa B., który już chyba powoli może pretendować do miana jednego z lepszych kotlarzy w całym black metalowym bajzlu. Krew, żelazo i smród śmierci biły na kilometry z każdego zaprezentowanego przez MARDUK kawałka: "The Levelling Dust", "With Satan And Victorious Weapons", "Still Fucking Dead", "Baptism By Fire", "Beyond The Grace Of God", "Materialized In Stone"… Pojawił się także zapowiadający nadchodzący nie tylko wielkimi, bo ogromnymi krokami nowy album "Wormwood" track zatytułowany uroczo "Into Utter Madness". W nawałnicy koncertowych blastów trudno było ocenić, czy odbiegał jakoś stylistycznie od tego, czym czwórka zwyrodnialców raczy nas na każdym swoim krążku, przypuszczam jednak, że nawet i w wersji studyjnej brzmi jak kawał krwistego mięcha, do którego zdążyliśmy przywyknąć. Hm, już 24 września przekonamy się zresztą co i jak… Resztę setu wypełniły takie perełki jak "Azrael", "Throne Of Rats", "On Darkened Wings" oraz wieńczący misterium zbrodni "Cold Mouth Prayer". Oglądając MARDUK w akcji stosunkowo często muszę przyznać, że podczas ich koncertów osobiście nie czuję już wilgoci w kroku, wiem jednak, że wszyscy, którzy przybyli tłumnie niniejszego wieczoru sprawdzić ich kondycję, z pewnością dostali to czego pragnęli. Osobiście sam się rzecz jasna w ten poczet zaliczam, jako przyjaciel zespołu (wiem, że jestem chwalipięta) nie wyobrażam sobie przecież aby mu bruździć, he, he! Czekam na nowy album i rozpoczęcie trasy, choć o jakość tego co ma nadejść jestem tradycyjnie spokojny.

VADER. Gwiazda wieczoru oglądana już wielokrotnie i za każdym razem tak samo skutecznie niszcząca, spowodowała u mnie jeszcze przed koncertem swego rodzaju lęk. Kolejny (i miejmy nadzieję, że bardziej owocny niż poprzednie) etap żywota pod banderą Nuclear Blast pozornie wróży wiele dobrego, ostatnie zawirowania personalne w zespole przywiewają jednak tysiące pytań. Czy będą w stanie przejść samych siebie? Czy nowi muzycy zagwarantują zespołowi trwałość i chemię, niezbędną do jego dalszego egzystowania i tworzenia kolejnych monumentów ekstremy, znanych i cenionych pod każdą szerokością geograficzną? Tego nie wiemy, choć znając wytrwałość i determinację Petera pozostaje nam głęboko wierzyć, że przy jego zdolnościach dowódczych Grupa Armii VADER nie wywiesi tak prędko białej flagi… Zostawmy może te rozważania. Show w nowym składzie był nie tylko moim pierwszym, jaki miałem okazję w tejże konfiguracji widzieć, wiem zatem, że masy podobnych domysłów towarzyszyły także i innym oglądającym. Ku mojemu jakże pozytywnemu zaskoczeniu okazało się jednak, że rozrywające na strzępy brzmienie charakteryzujące ten zespół podczas każdego występu na żywo nie straciło nic z mocy, a towarzyszący Peterowi najemnicy z pewnością wiedzą do czego służą instrumenty. No cóż - zatrudnienie Reyasha na potrzeby basu w INCANTATION w całej rozciągłości odzwierciedla zakres i jakość umiejętności muzyka, a Vogg i Paul pomimo zdecydowanie niższej średniej wieku też przecież z niejednego pieca już chleb jedli… Jeśli wszystko utrzyma się dzięki nim na takim samym poziomie jak poprzednio, wygląda na to, że nie ma się czego bać. Wiem, że wstydem niesamowitym jest moja słaba znajomość najnowszego dzieła "Necropolis", jednakże pochodzący z niego otwieracz "Devilizer" utwierdził mnie w przekonaniu, że o jakiejkolwiek lipie na pewno mowy być nie może. Przeskok do "Final Massacre", a potem kontynuacja nowego krążka jako "Never Say My Name" coraz bardziej utwierdzały mnie w tym przekonaniu, kiedy uszy moje zostały zaatakowane jednak przez "Wings", uznałem, że wszystko w porządku. Stary dobry VADER, bez dwóch zdań. Krwawe Impresje znalazły odzwierciedlenie poprzez "ShadowFear", "Death In Silence" udowodniło z kolei wysoki poziom prowadzenia przez generała i jego podopiecznych sztuki wojny. Słuchając sobie dwóch nowych kawałków a potem "Testimony", otrzymałem jednak od dowódcy armii sojuszniczej SMSową depeszę dotyczącą możliwości żywieniowych na tyłach pola bitwy. Biedny feldmarszałek Hakansson przebywający w swej kwaterze na kółkach zgłodniał niemiłosiernie, toteż chcąc okazać się wzorowym żołnierzem, no i dobrym kolegą przede wszystkim, zobowiązany byłem przeprosić w duchu Petera i w towarzystwie głównodowodzącego MARDUK udać się do pobliskiego Mc Donalda (nic lepszego w okolicy niestety się nie uświadczy, gdyż "Kogucik" oraz bar z pasztecikami są już o tej porze zamknięte). Spacer oraz pobyt w gastronomicznej trucicielni zajęły nam niestety kawałek czasu, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności zdążyłem jeszcze na "Carnal", będący stałym, ale w tym przypadku ostatnim już punktem programu w repertuarze VADER podczas tegorocznego szczecińskiego etapu Wojny Błyskawicznej. Ale nie ma co - VADER zabił, poprzednicy tak samo, a biorąc pod uwagę dosyć dużą frekwencję i możliwość ujrzenia pysków wielu starych znajomych wieczór należał do zdecydowanie udanych. Na pewno warto było urozmaicić sobie urlop w rodzinnym mieście poprzez udział w siódmej edycji Blitzkriegu. Panowie - do zobaczenia w Berlinie!

tekst i zdjęcia: Nikolaus (Mikołaj) Kunz aka Manstein

Blitzkrieg 2009 (VADER, MARDUK, CHAINSAW, ESQARIAL, 02.09.2009, Szczecin, DK "Słowianin"



Vader
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Marduk
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Chainsaw
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Esquarial
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5
Blitzkrieg 5 Blitzkrieg 5


<<<---powrót