<<<---powrót



CLOSTERKELLER

Jeśli taki weteran, jak ja może mieć jeszcze jakiegokolwiek idola, to bez wahania wskażę za każdym razem Anję Orthodox. Tak inteligentnych, niepokornych i mających NAPRAWDĘ SWOJE zdanie osób w naszym kraju praktycznie nie ma, bo z ekranów gadają i śpiewają dla nas sztuczne lub po prostu debilne i puste głowy ruszające ustami i nic poza tym. A CLOSTERKELLER to zespół, który nie tylko dla mnie jest najważniejszą polską rockową kapelą, a do tego grają praktycznie bez przerwy od ponad 20 lat. Najnowszy album "Aurum" był i wciąż jest - czy tego chcecie, czy nie - ogromnym wydarzeniem, trasa promocyjna, jaką zagrali, była czymś więcej niż tylko zachętą do zakupu płyty, a magia muzyki i tekstów tej kapeli wciąż trwa i najwyżej pokukać im gdzieś w tle mogą artyści z tak zwanych najwyższych półek polskiej sceny muzycznej. Wiem, że brzmi to jak subiektywna laurka, ale nic na to nie poradzę, że zjadłem już prawie wszystkie zęby na słuchaniu plastikowego szajsu, jakim nas karmią media w tym naszym kraju i Closter jest jedyną w swoim rodzaju wysepką prawdziwej muzyki i prawdziwej klasy. Tuż po zakończeniu trasy "Abracadabra Aurum Tour" udało mi się w końcu porozmawiać z Anją i jeśli choć trochę ruszyły kogoś z Was dźwięki CLOSTERKELLER'a, to bez dwóch zdań polecam poniższą rozmowę. I jeszcze jedno - nie rozmawialiśmy o Dodzie, Agnieszce Chylińskiej, polityce i innych sensacjach, i nie będę odsyłał w tej kwestii do brukowych pisemek...

MROCZNA STREFA [Diovis]: Witaj Anja! Niestety nie było nam dane porozmawiać przy okazji zeszłorocznej, jubileuszowej trasy, czego szczerze żałuję, bo wydarzenie było przednie, ale i tym razem okazji do rozmowy nie brakuje. Nowa płyta już od jakiegoś czasu dostępna, kolejna trasa za nami... No właśnie, jak wspominasz "Abracadabra Aurum Tour"? Które koncerty uważasz za najlepsze, a które za te mniej udane? Nie obyło się przecież bez problemów zdrowotnych...
CLOSTERKELLER [Anja Orthodox]: "Faktycznie większość trasy upłynęła nam pod znakiem grypy. Wszyscy - i Closterkeller i Chilloud w którymś momencie poddali się chorobie. Ja miałam trzy koncerty bardzo trudne z tego powodu, bo śpiewałam z wysoką gorączką i ledwie stojąc na nogach. Ale tak poza tym, to trasa była super. Piękne przyjęcie publiczności i w ogóle... No i nareszcie mogliśmy pograć coś nowego, a nie tylko w kółko te same od lat utwory - "Władza", "W moim kraju" czy "Agnieszka". Które koncerty lepsze i gorsze, to trudno mi powiedzieć. Ludzie wszędzie równie wspaniali. Różnice można by wskazywać tylko jeśli chodzi o lepsze czy gorsze warunki w klubach, nagłośnienie i takie tam bzdury. Ale to w końcu tylko nam robi różnicę."

MS: A czemu wybraliście na support właśnie THE CHILLOUD? Chłopaki coś tam próbują, sporo w ich występach energii, ale jakoś tak nie do końca mogę się zgodzić, że byli właściwym zespołem, by otwierać Wasze koncerty...
ANJA O.: "A ja uważam, że byli właściwym. Podobali się nam i właśnie ich zaprosiliśmy. Są zdolni, mają wielki ogień w sercach i naszym zdaniem zasługiwali, aby z nami pojechać. Poza tym jako ludzie są świetni i daje się z nimi dogadać na wielu polach, co w wypadku długiej trasy jest mega ważne."

MS: Spotkałem się z pojedynczymi na szczęście zarzutami, że na występach byliście zbyt stateczni, jednak moim zdaniem Wasze występy nie polegają na rock 'n rollowym zachowaniu na scenie, bieganiu, skakaniu etc., a na tym, że jest to widowisko pełne emocji, swoiste misterium, prawda?
ANJA O.: "Ja miałam suknię na kołach, krynolinę ze złotej lamy, czarny welon i skrzydła. Oprócz tego buty na wysokich szpilkach. Trudno żebym w takim stroju szalała i trzepała głową. Dopiero bym idiotę z siebie zrobiła. Toteż moje zachowanie warunkował w 100% strój. A chłopaki? No bez przesady! Przecież oni się bardzo fajnie ruszają. Ale jak ktoś się przyzwyczaił do koncertów np. hardcore'owych, to może dla niego oni i będą statyczni. Niemniej to inna muzyka i trudno żeby wykonawcy się miotali jak porażeni prądem kiedy grają nastrojowe bądź bardzo poważne utwory. Nie rozumiem w ogóle w czym ktoś tam mógł mieć problem. Może trafił akurat na koncert gdzie Mariusz czy Krzysiek mieli gorączkę od tej grypy? Raz to nawet Mariusz się przewrócił na bębny jak za mocno machnął głową w tym stanie."

MS: Wygląda na to, że ten nowy skład zespołu już okrzepł i masz w tej chwili najlepszy zestaw muzyków w historii CLOSTERKELLER. Zgadzasz się z tą opinią?
ANJA O.: "Muzyka to nie zawody sportowe i ciężko jest jednoznacznie ocenić który skład był lepszy lub gorszy. Obecny z całą pewnością jest bardzo profesjonalny i dojrzały. I stąd taka płyta, i takie dobre koncerty. Gra nam się teraz znakomicie i nie widzę w ogóle potrzeby, aby coś teraz zmieniać."

MS: Na koncertach w ramach tegorocznej trasy wprowadziliście swoiste novum, bo główną część koncertu wypełniła zagrana w całości najnowsza płyta "Aurum". Przed Wami niewielu odważyło się to zastosować, bo albo nie wszystkie utwory nadają się do koncertowych wykonań, albo była obawa, jak to odbiorą ludzie. Chylę czoła przed CLOSTERKELLER, bo według mnie pomysł jest świetny, a wykonanie było palce lizać. Jak doszło do tego, że wcieliliście tę ideę w życie?
ANJA O.: "To niezupełnie było novum. Dokładnie tak samo wyglądała trasa po wydaniu płyty NERO w 2003 roku. I wiedziałam w związku z tym doskonale czego się spodziewać. Przede wszystkim tego, że ludzie będą wołali "Władza"! I takie tam. Full pretensji i fochów. Ale przecież nie możemy się przed takim czymś uginać, bo jakby tak było, to byśmy do tej pory nie wyszli z repertuaru z płyty PURPLE. Doskonale pamiętam jak wielkie awantury były gdy np. graliśmy materiał z nowej kiedyś płyty VIOLET na przykład. I za każdym razem te same hasła - że nowa płyta jest do bani i ludzie chcą stare utwory. Ech... Na szczęście przy okazji trasy AURUM tolerancja naszych odbiorców była niesamowita. Spokojnie powiem, że co najmniej 3/4 publiczności było zachwyconych, że słuchają tej nowej płyty w całości. Zresztą była to jedna, jedyna okazja na coś takiego, bo po trasie od razu część utworów wypadła z setlisty. Na przykład "Królewna z czekolady"."

MS: Inną rzeczą, która chyba po raz pierwszy pojawiła się podczas koncertów zespołu jest improwizowane granie w iście prog-rockowym stylu po zakończeniu odgrywania materiału z "Aurum", a przed zestawem starszych utworów. Kto był pomysłodawcą tego instrumentalnego przerywnika?
ANJA O.: "Pomysłodawcą samej idei byłam ja. Bo potrzebne mi było coś takiego, abym mogła się po prostu przebrać. Wiedziałam, że Mariusz uwielbia improwizacje sceniczne, więc poprosiłam ich o taki przerywnik. No i super to grali. Za każdym razem inaczej. Ale jeśli chodzi o Closterkeller, to nie można powiedzieć, że była to pierwsza w naszej historii próba improwizacji. No skądże! Wiele razy przy różnych okazjach tak graliśmy. Czasem np. gdy coś się zepsuło komuś z muzyków i czekaliśmy na naprawę. :-) A tak w ogóle, to często w czasie samych utworów Clostera coś tam sobie zmieniamy na bieżąco, jak serce poprowadzi."

MS: Jeszcze porozmawiamy o najnowszym albumie za parę chwil. Ja jednak chciałbym zapytać najpierw o samą genezę "Aurum". Już wcześniej nadawałaś "kolorowe" tytuły płytom swojego zespołu, więc domyślam się, że i tym razem "złoto" ma wymiar symboliczny?
ANJA O.: "Muzyka na AURUM w połączeniu z piękną, bogatą oprawą graficzną tworzy z pewnością najszlachetniejsze dzieło Closterkeller. Stąd w tytule metal szlachetny. Naszym głównym celem było stworzenie płyty PIĘKNEJ. Po prostu pięknej, tak aby zapadała ona głęboko w serce słuchającego i pozostawiła na nim niezatarte wrażenie. A złoty kolor jest piękny. Więc musiał być taki tytuł."

MS: Wiele osób z emfazą wręcz komentowało Twoje ubiory podczas występów na trasie. Nie jestem znawcą, więc jedynie przysłuchiwałem się różnym opiniom, ale generalnie się podobało, zwłaszcza dziewczynom. Zawsze dbałaś o wizerunek, czego dowody mamy na różnych teledyskach, w postaci sesji zdjęciowych i całego image'u na koncertach, a wiele fanek wręcz stara się wzorować na Twoim stylu ubierania. Co kierowało tym razem przy Twoim doborze ciuchów, które wykorzystałaś na trasie koncertowej?
ANJA O.: "Intuicja. I tyle. Co tu więcej powiedzieć. No i tym razem dodatkowo tytuł płyty narzucił sporo. Suknia, w której występowałam, jest tak nota bene moja suknią ślubną. Dokładnie tak wyglądałam, jak braliśmy ślub z Mariuszem.. I skrzydełka były, i czarny welon."

MS: Przejdźmy może w końcu do najnowszego krążka CLOSTERKELLER. Przy pierwszym przesłuchaniu stwierdziłem, że podjęliście odważną decyzję, bo pierwsze dwa utwory są wręcz epickie, monumentalne, podczas gdy większość wykonawców umieściło by takowe gdzieś w środku lub pod koniec. To taka moja dygresja, ale przez cały czas gnębi mnie pytanie: dlaczego właśnie tak?
ANJA O.: "Dlatego tak, bo my chcemy tworzyć sztukę, a nie produkt, który najlepiej "wejdzie" słuchaczom i potem się najlepiej sprzeda. Nie chodzi nam o efekciarstwo, ale o stworzenie wyraźnie określonego klimatu. Te dwa utwory "Ogród" i "Złoty" znakomicie wprowadzają w klimat tej płyty. Są takim bardzo wyrazistym intro mówiącym słuchaczowi, że ta płyta będzie taka właśnie, a nie inna. Poza tym monumentów Ci u nas dostatek, tam dalej znalazło się ich jeszcze kilka. :-)"

MS: Podczas koncertów podkreślałaś, że ta piękna część płyty zaczyna się od "Między Piekłem a Niebem". Zgadzam się z tym w pełni, choć przede wszystkim rzuciło mi się w uszy, że "Aurum" to najbardziej zróżnicowany materiał w dorobku Twojego zespołu. Pomieszaliście tu wszystko to, co najlepsze w CLOSTERKELLER i podnieśliście to na wyższy i przy tym bardzo świeży poziom. Myślę, że takiego powrotu można było się spodziewać, ale i tak jestem zaskoczony, że nagraliście tak rewelacyjny krążek. Jak długo powstawał materiał na tę płytę i czy było dużo kłótni o to, co ma się na niej znaleźć, a co nie? ;)
ANJA O.: "Kłótni to nie było, gdyż ten zespół ma swoją Wyrocznię - czyli MNIE. ;-))) Ja bym w życiu nie powiedziała, że to jest najbardziej zróżnicowany krążek Closterkeller. Moim zdaniem jest bardzo spójny, pomimo, że są na nim utwory i szybkie i wolne i nostalgiczne i czadowe. No ale masz prawo do swojej oceny. A skąd się wzięło to, że taka płyta nam wyszła? To nie przypadek wcale. Jak promowała nas nasza firma: "Jest to dojrzała płyta, stworzona przez doświadczonych i świadomych siebie muzyków". I to prawda. Stąd taki efekt, a nie inny. 20 lat doświadczenia to jest majątek. Nie do kupienia za żadne pieniądze. I nie do podrobienia. Toteż zobaczysz jaka będzie kolejna! :-)))"

MS: Parę osób twierdzi, że ten album ma za mało drapieżnych fragmentów, a za dużo tych spokojnych. Wiadomo, że jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził, ale kiedy słuchasz tej płyty, jak oceniasz ten balans między bardziej rockowym i bardziej nastrojowym obliczem zespołu?
ANJA O.: "Jak mówi przysłowie: "Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził". Toteż my zamiast próbować osiągnąć to niemożliwe, postanowiliśmy dogodzić sobie. I stworzyliśmy taką płytę, jaką my czuliśmy i jaka nam się podobała. Nigdzie nie ma wyznaczonego wzorca, jaka powinna być płyta Closterkeller, czy w ogóle jakiegokolwiek zespołu. Ile ma być procent czadu, ile klimatu., jaka średnia ważona bmp i jaka mediana tonacji. ;-))) To jest sztuka, a nie matryca."

MS: Z tego co pamiętam, mieliście nakręcić teledysk do "Nocarza". Czy zdjęcia doszły do skutku i czego możemy się spodziewać?
ANJA O.: "Powstają dwa teledyski naraz robione przez tego samego reżysera. Toteż pomimo, że pierwszy został nakręcony "Nocarz", to priorytet ma "Nie tylko gra" jako numer tzw. "singlowy". On lada moment wejdzie do rozgłośni - na początek w Antyradio. I clip do niego jest potrzebny już. No i jest - akurat dzisiaj widziałam jego ostateczny montaż. A co do "Nocarza", to zapewniam wszystkich, że to będzie teledysk nie z tej ziemi... Widziałam pierwsze fragmenty i padłam. Ponieważ to nie jest teledysk oficjalny (bo robi nam go ekipa entuzjastów powieści Magdaleny Kozak), to tam nie będzie żadnych ograniczeń. To nie będzie teledysk "promocyjny", tylko taki po prostu - aby zrealizować odjazd nocarskich fanów i nasz przy okazji. Tam jest masakra! Krew, śmierć, sex i walka. A zakończenie to już w ogóle... Nie mogę się go doczekać. Ale w TV go na bank nie puszczą."

MS: No właśnie, podejrzewałem, że nie będzie okazji, by zobaczyć ten video clip wszędzie tam, gdzie powinno się go pokazywać i jak zawsze prościej będzie go obejrzeć na przykład na YouTube, w związku z tym ciśnie się na usta pewien taki żal, że od lat (właściwie to od zawsze) CLOSTERKELLER jest pomijany przez większość większych mediów. Jak to jest, że jedna z ciekawszych kapel w historii polskiego rocka, która jest szanowana i uwielbiana przez młodszych i starszych słuchaczy nie jest grana w radiu, nie pisze się o Was w prasie (niekoniecznie brukowej), a teledyski (a macie kilka naprawdę zacnych obrazków) nie są pokazywane przez stacje muzyczne?
ANJA O.: "Pozwól, że nie wypowiem się na ten temat, bo pociągnęłoby to za sobą serię procesów o zniesławienie. A mnie nie stać na odszkodowania."

MS: Mechanizm promocyjny w naszym kraju (i nie tylko) jest w ogóle nadzwyczaj dziwny. Gra się do znudzenia pewną grupę artystów i "artystów", a ludzie kupują i tak BEHEMOTH'a, CLOSTERKELLER'a oraz inne "niszowe" zjawiska. Ładuje się mnóstwo kasy w sesje nagraniowe, robi ogromną promocję, a i tak te ignorowane rzeczy sprzedają się lepiej. Jak to wytłumaczysz jako osoba znająca ten biznes na wskroś?
ANJA O.: "No bo po prostu tępa szara masa, za którą uważają odbiorców niektórzy decydenci od show biznesu, wcale nie jest taka tępa i szara. Te lansowane i tworzone na siłę rzeczy są tak do dupy, że nawet ktoś nie znający się na muzyce czuje, że to kaszana. I tyle. Na szczęście mamy jeszcze Internet - medium niezależne, gdzie nikt nie jest w stanie wyrzucić zawadzającej konkurencji tak jak z mediów innych. No i stąd ta mimo wszystko popularność normalnie grających zespołów. Ale jeśli chodzi o "ładowanie kasy", to powiem, że tym razem, w wypadku płyty AURUM to i w nas została władowana kasa. No może nie taka wielka jak w niektóre supergwiazdy, ale i tak duża. Koszt produkcji AURUM w studio był tak ok. 6 razy większy niż przy płycie NERO. No i to słychać. :-) Poza tym okładka - też widać, że nie była tania. I za to jesteśmy super wdzięczni Universalowi. Oni na serio - zrobili to z uznania dla tego, jaki im materiał na demo przynieśliśmy."

MS: W TV można Cię zobaczyć sporadycznie i to raczej jako Anję Orthodox, na przykład w VH1 czy w "Małej czarnej" w TV4. Jak traktujesz te wizyty i udział w takich czy innych programach? Czy jako sposobność do wyrażenia własnych opinii, czy przy okazji także promocję zespołu?
ANJA O.: "A różnie. Czasem zgadzam się, bo temat jest ciekawy, czasem bardzo mnie proszą i w końcu się uginam. Lubią ze mną rozmawiać w takich programach, bo jestem wygadana, mam coś do powiedzenia i używam bogatej, ładnej polszczyzny. :-) Bo ja jestem z tego starego pokolenia, które jeszcze czytało... ;-) Czasem tez idę do programu z wyższych pobudek, tak jak niedawno do TVP Info. Mimo, że wiedziałam, że będę z panem Wojciechem Cejrowskim zestawiona, co dla mnie jest mało fajnym doświadczeniem, to postanowiłam się poświęcić i jednak pójść. Bo pomyślałam, że w przeciwnym razie trafi tam ktoś, komu on "da radę" i poglądy zdrowe i normalne jakie ja reprezentuję, zostaną zmanipulowane i przedstawione w krzywym zwierciadle. Tematem była "wolność twórców" w zakresie obrażania uczuć religijnych, chodziło, że Nergal podarł Biblię na koncercie. Otorbiłam się psychicznie i nie dałam się wyprowadzić z równowagi, wmówić sobie i widzom, że jestem satanistką i że nie wiem co to Biblia. Twardo trzymałam, że ludzie mają prawo do własnych poglądów itp. Ofensywa w studio była troje na mnie jedną. Ktoś inny mógłby pęknąć. Toteż czasem te moje wyjścia są nawet czymś w rodzaju misji... ;-)"

MS: Płytę "Aurum" firmuje Universal Music Polska. Wielkiego wyboru, jak chodzi o polskich wydawców, pewnie nie mieliście, ale zawsze ciekawi mnie dlaczego dany zespół z takim bagażem doświadczeń decyduje się na podpisanie kontraktu z tą, a nie inną firmą fonograficzną?
ANJA O.: "No bo właśnie ma bagaż doświadczeń! Poza tym w tej firmie wydaliśmy większość naszych starych płyt. I one na początku 2009 roku tak w ogóle wróciły do Universalu po wygaśnięciu 10-letniej licencji dla Metal Mindu. Ale tak naprawdę wszystko było dziełem trochę przypadku. W każdym razie w końcu przyszłam tam z naszym demem i materiał się tam bardzo spodobał. Uzgodniliśmy czego oczekujemy od siebie nawzajem i ponieważ dokładnie się zgadzaliśmy, to podpisaliśmy kontrakt. Mimo, że to wielka firma, to nie narzucali nam w ogóle nic jeśli chodzi o muzykę. Powiedzieli, że oczekują od nas tylko jednego - pięknej płyty zespołu Closterkeller. A oni zajmą się resztą. Układ idealny!"

MS: Powrócę jeszcze do zawartości nowej płyty, ale w kontekście tekstowym. Teksty zawsze były mocną stroną CLOSTERKELLER. Powiedz mi, jak Ty to robisz, że nawet pisząc o "królewnie z czekolady" nie popadasz w banał, w przesadną górnolotność czy zwyczajny kicz?
ANJA O.: "Bardzo tego pilnuję. Praca nad tekstem zajmuje mi w ogóle dużo więcej czasu i wysiłku niż układanie muzyki. Jak napisałam wcześniej - ja jestem bardzo oczytaną osobą. I to w pięknej, wartościowej literaturze. Stąd też u mnie bardziej niż przeciętne bogactwo słownika. No i wyczucie kiczu. A poza tym, to po prostu ja mam talent literacki. W szkołach zawsze należałam do polonistycznej czołówki. Miałam wspaniałych nauczycieli, dzięki którym też taka jestem jak teraz."

MS: Zawsze podobało mi się, że piszesz teksty na różne tematy, często czerpane z własnego życia lub z tego co obserwujesz, co Cię oburza itd. Stąd mieliśmy kiedyś bardzo zgrabne obrazy sytuacji panującej w Polsce w "W Moim Kraju", a obok tego bardzo osobiste liryki w rodzaju "A Ona, Ona". Lubię wiele tekstów z "Aurum", ale jednym z tych, które przeszyły mnie na wskroś jest "Matka". A które teksty z nowego albumu wzbudziły w Tobie najwięcej emocji podczas ich pisania?
ANJA O.: "Z pewnością "Matka". Tutaj boleśnie rozbijałam się wciąż o szybę niemożności oddania słowami tak potężnych emocji, o jakich tam jest mowa. Wszystko co napisałam było płaskie i miałkie w zestawieniu z tematem. I nadal nie jestem w pełni z tego zadowolona. Ale nie dałam rady już wyżej wejść. "I skończona bajka" - mój bardzo osobisty i autentyczny tekst. Przedziwne, ale jest to pierwszy tekst, który spowodował wypłynięcie zawstydzonej łezki z oka niejednego mężczyzny. Tak mi pisali w mailach. A mówiłam, że tylko kobiety mogą go zrozumieć. "Dwie połowy" - wielkie emocje z własnego życia w nim opisałam. I nadal mnie on bardzo porusza."

MS: Z tego co się orientuję, jesteś wielką fanką gier komputerowych, stąd pewnie na nowym krążku znalazł się numer "Nie Tylko Gra"? Co to za dzieci tam śpiewają razem z Tobą?
ANJA O.: "Te dzieci to mój syn Adam zduplikowany studyjnie. :-) Należała mu się ta partia, bo przecież to on jest moją wielką inspiracją do tego tekstu. W tym utworze pojawiają się dźwięki jakie większość rodziców słyszy zza drzwi pokoju nastolatka. Przydałyby się jeszcze odgłosy z Teamspeak'a, ale podarowałam już to sobie, bo włączyła mi się cenzura obyczajowa... ;-) Adaś, jak nagrywał te fragmenty, to oczywiście był o wiele młodszy niż teraz gdy ma 16 lat. Nawet już jak to nagrywał, to musiał trochę modulowac głos na dziecięco. Ledwie zdążyliśmy... ;-)"

MS: Wróćmy jeszcze na chwilę do jednego z utworów. Nie dostrzegłem jakiejś większej dyskusji na forach internetowych odnośnie utworu "I skończona bajka". Tymczasem jest to swoisty ciąg dalszy "Babeluu" z "Violet". Mnie porusza ten tekst i jego interpretacja w połączeniu ze świetnymi dźwiękami. To chyba jeden z bardziej osobistych utworów na "Aurum", prawda?
ANJA O.: "Zdecydowanie. Opisałam tam moje autentyczne przeżycie, gdy mój ok. dziesięcioletni synek przychodził ze szkoły i żalił się na różne niesprawiedliwe czy niemiłe rzeczy, które go tam spotkały. A ja zrozumiałam, że ramiona mamy nie odgrodzą go już od całego zła świata tak jak to mogło być wcześniej. I że za jakiś czas już w ramionach innej kobiety będzie się chował. No taki los..."

MS: Żeby już tak spiąć klamrą ten wywiad, skoro zacząłem od wspomnień z trasy, to warto zapytać o najbliższą przyszłość CLOSTERKELLER. Co dalej? Jakie plany?
ANJA O.: "Chcielibyśmy w roku 2010 wydać kolejną płytę. Tak jakoś pod koniec roku. I to jest nasz priorytet. Na trasie jesienią zapewne przedstawimy jakieś dyskretne jej zajawki. Poza tym zamierzamy tak po prostu - grać koncerty. Wiem, że w marcu zagramy wreszcie w Anglii. Dostawałam ciągle e-maile stamtąd z prośbami o koncert. No to będzie!"

MS: Dzięki serdeczne za rozmowę! Na koniec możesz dodać coś od siebie, bo pewnie nie zdołałem poruszyć wielu ważnych kwestii.
ANJA O.: "A ja mam wrażenie, że opowiedziałam Tobie już pół swego życia! Nic nie dodam, bo potem nie będę miała o czym mówić na drugi raz. :-)))
Pozdrawiam i dziękuję!"

MS: Pogadamy za czas jakiś, obiecuję! I będzie o czym :-))))

autor: Diovis
(grudzień 2009 - styczeń 2010)



<<<---powrót