<<<---powrót



THY DISEASE

O tym, że polska death metalem silna wie już właściwie każdy, a powyższe twierdzenie nie jest bynajmniej ani wyświechtanym, pustym sloganem, ani hiperbolą w wypowiedziach tych, co to czasem przejaskrawić sobie pewne fakty lubią. O autorach najważniejszych polskich muzycznych materiałów eksportowych powiedziano już dość. Ja nadmienię tylko tyle, że spłycać polską scenę ambitnego ładowania do działalności takich conquerors jak VADER czy BEHEMOTH mogą chyba tylko cierpiący na krótkowzroczność ignoranci, bądź tacy, którzy sięgnąć głębiej ochoty nie mają. Przed państwem THY DISEASE - polska, krakowska cyber/deathmetalowa formacja, która w kwestii grania nie ustępuje nikomu... w niczym. Poniżej prezentujemy wywiad z bystrym wokalistą kapeli - Michałem "Psycho" Senajką, do którego udzielenia okazji nie brakowało... ale o tym już sam wywiad...

MROCZNA STREFA [Kępol]: Hej! Na wstępie chciałem pogratulować wam nagrania tak eklektycznej i przemyślanej płyty. Po prostu chce się do niej wracać.
THY DISEASE [Psycho]: "Witam wszystkich i dziękuje za cieple słowa."

MS: Wasze trzy pierwsze albumy zostały wydane przez Metal Mind Productions. Później zdecydowaliście się na współpracę z Empire Records. Ostatecznie stanęło na labelu Michała Wardzały. Która z tych trzech wytwórni wypada w ogólnym zestawieniu najlepiej i czemu akurat Mystic Productions? (śmiech)
T.D.: "Jeżeli chodzi o ocenę naszej współpracy z Mystic Productions, to jest chyba jeszcze za wcześnie. Oczywiście jesteśmy dobrej myśli i mamy nadzieję, że nasz album zostanie dobrze wypromowany, bo w pełni na to zasługuje. Ja osobiście całkiem nieźle oceniam naszą współpracę z MMP. Dzięki kontraktowi z nimi udało nam się np. nagrać dwa teledyski czy zarejestrować koncert w studio telewizji w Krakowie. Wytwórnia z Katowic ma (lub też miała) niezłą dystrybucję za naszą wschodnią granicą i dlatego THY DISEASE ma całkiem mocną pozycję w krajach byłego ZSRR. Oczywiście można było zrobić dla naszego zespołu dużo więcej, ale jesteśmy realistami i wiemy, że to przede wszystkim od naszej aktywności zależy pozycja THY DISEASE."

MS: Jak sprawdził się pomysł promowania waszej muzyki w Empire Records poprzez sprzedaż "Rat Age" razem z jednym z numerów Thrash’em’all?
T.D.: "Wydanie nowego albumu w formie dodatku do magazynu muzycznego, nie jest może działaniem, które przynosi zespołowi wiele prestiżu, ale trzeba przyznać, że dzięki temu płyta "Rat Age" dotarła do wielu fanów, ściśle zainteresowanych taką muzyką jak nasza, ponieważ tak właśnie oceniam czytelników Thrash’em All.

MS: Wróćmy jednak do dania głównego powyższego wywiadu, czyli waszego nowego dzieła tajemniczo zatytułowanego "Anshur-Za". Płyta jest niezwykle zróżnicowana i nie brakuje tu również szybszych, bardziej brutalnych zagrywek. Mimo wszystko jednak odeszliście raczej od typowo death'owego sposobu kostkowania na rzecz bardziej thrash'owych partii. Jakimi słowami przekonałbyś ewentualnych malkontentów, że jest to element waszego rozwoju, a nie powiedzmy - kompromis.
T.D.: "Ja osobiście czuję się zbyt stary i zmęczony życiem, żeby iść na jakiekolwiek kompromisy (śmiech). W mojej ocenie "Anshur-Za" jest w 80% albumem death-metalowym. Jeżeli chodzi o mniej ortodoksyjne aspekty płyty, to należy zaliczyć do nich wszechobecną elektronikę (która stała się już naszym znakiem rozpoznawczym), oraz czyste wokale, które pojawiają się w kilku zaledwie utworach. Szanujemy naszych fanów, ale podczas sesji nagraniowych kolejnych albumów nigdy nie powstrzymujemy się od wzbogacania naszej muzyki o jakieś nowe elementy, tylko dlatego, że mogło by to być źle odebrane przez potencjalnych słuchaczy. Pewne urozmaicenia pojawiły się na "Anshur-Za" po raz pierwszy, ponieważ obecnie dysponujemy większym niż kiedyś potencjałem wykonawczym."

MS: W utworze otwierającym najnowszy krążek THY DISEASE "Blame", oraz w ostatnim "Salah- Dhin" (nie licząc bonusowych coverów) słychać bardzo wyraźnie partie instrumentów dętych. Podobny zabieg zastosował na swej ostatniej płycie zespół RIVERSIDE. Czy stanowiło to dla was coś w rodzaju inspiracji? Kto wpadł na owy pomysł? Czy zostały wykorzystane trąby z prawdziwego zdarzenia?
T.D.: "Nie wydaje mi się żeby którykolwiek z nas słyszał rzeczony album RIVERSIDE, dlatego o inspiracji nie może być raczej mowy. Trąby na "Anshur-Za" są oczywiście syntetyczne i na pomysł wykorzystania ich wpadł nasz klawiszowiec Cube. "Anshur-Za" jest koncept albumem, opowiada pewną historię, więc zastosowanie trąb spowodowało, że miejscami (zwłaszcza pod koniec płyty) muzyka brzmi bardziej podniośle, epicko, niemal filmowo i o to właśnie nam chodziło."

MS: "In the world of just one master everyone is a slave..." - totalitaryzm ma u was przekichane, co?
T.D.: "Oczywiście poza członkami Komsomołu, Hitlerjugend czy jakichś bojówek północnokoreańskich, ciężko byłoby znaleźć fanów totalitaryzmu na świecie... Ja ze swojej strony mogę dodać, że jestem także przeciwnikiem religii oraz wszystkiego co ogranicza wolność i kreatywność jednostki."

MS: Kiedyś tworzenie koncept albumów "zarezerwowane" było dla najambitniejszych reprezentantów rockowej sztuki, jak choćby PINK FLOYD. Dziś niemal każdy szanujący się zespół czy to rockowy, czy metalowy, wcześniej czy później decyduje się coś takiego wydać. Jaki jest wasz stosunek do powyższej kwestii?
T.D.: "W THY DISEASE lubimy przede wszystkim nowe wyzwania i wszelkie możliwe urozmaicenia naszej muzyki, także jeżeli chodzi o stronę tekstową i wizualną. Oczywiście już płyta "Rat Age" opowiadała pewną historię, więc idea koncept albumu nie była dla nas czymś nowym. Spodobała nam się jednak ta forma prezentowania tekstów, a także przywiązaliśmy się do idei Syndyktatu, tak że myślę, że jego logo już zawsze będzie nam towarzyszyć."

MS: Podobnie jak jego poprzednik, również "Anshur-Za" opowiada historię postapokaliptycznego świata rządzonego przez złowieszczy syndykat. Mógłbyś przybliżyć nieco warstwę liryczną i wyjaśnić znaczenie tytułu? Planujecie stworzyć kontynuującą temat część trzecią, która zamknęła by trylogię?
T.D.: "Na początek pragnę zaznaczyć, że historie "Anshur-Za" i "Rat Age" nie są ze sobą powiązane, chociaż mają wiele wspólnych elementów. Ja interesuję się przede wszystkim tym co dzieje się we współczesnym świecie i pisanie tekstów na album daje mi świetną okazję do wypowiedzenia się na ten temat, w sposób nieco zawoalowany i nie ukrywajmy, że także dosyć przerysowany. Anshur-Za to jak najzupełniej fikcyjna nazwa wymyślona przeze mnie, chociaż inspirowałem się słownictwem sumeryjsko-babilońskim. Chodziło o to, żeby tytuł kojarzył się z Bliskim Wschodem oraz palącym słońcem pustyni. Tradycyjnie nie będę streszczał ani interpretował tej historii, ponieważ wolę zdać się na samodzielność i błyskotliwość potencjalnych odbiorców..."

MS: Wasz poprzedni album, za sprawą takich perełek jak "Life Form", utwór tytułowy czy jeden z moich ulubionych w rodzimym death metalu "Antidote" urywał łepetynę już na dzień dobry. Odniosłem subiektywne wrażenie, że euforia w przypadku obcowania z waszym nowym materiałem przychodzi z czasem. Takie było założenie?
T.D.: "Nad „Anshur-Za” pracowaliśmy ponad 2 lata i jak się zapewne domyślasz, nasza percepcja płyty jest zupełnie inna, niż kogoś kto usłyszał ją po raz pierwszy. Znamy ją w najmniejszym detalu i nie ma ona przed nami żadnych tajemnic. Jest to jednak album bardzo bogaty i urozmaicony i dlatego domyślam się, że potencjalny słuchacz może odkrywać jego nowe warstwy podczas każdego kolejnego przesłuchania."

MS: To co ujmuje jednak od razu w kontakcie z "Anshur- Za" to bogactwo partii wokalnych. Pojawiły się przede wszystkim czyste wokale, które nie zawsze brzmią tak samo. W pre-chorusach dość chwytliwego "Fog Of War" słyszę partie, które kojarzą mi się bardzo wyraźnie z gardłowymi wyczynami Piotra Wiwczarka. Czy miał on swój udział w nagrywaniu płyty? Jeśli tak, to czy kogoś jeszcze, nie licząc Pauliny Maślanki, mamy okazję na "Anshur-Za" usłyszeć?
T.D.: "Oprócz mnie wokale na "Anshur-Za" nagrał Cube, który jest odpowiedzialny za wszystkie "czyste" partie oraz część mówionych. Jak słusznie zauważyłeś, do ponownego nagrania "Frozen" zaprosiliśmy Pauline Maślankę. Peter z Vadera natomiast w nagrywaniu naszej płyty nie brał udziału.


MS: Porównując pochodzący z debiutanckiego "Devilish Act of Creation" cover znanego przeboju Madonny pod tytułem "Frozen" z jego re-makiem z płyty najświeższej można dojść do oczywistego wniosku, że zespół ciągle się rozwija i nowszej, zmienionej nieco na korzyść wersji tej przeróbki słucha się po prostu lepiej i to nie tylko ze względu na lepszą produkcję. Lecz czy nie jest czasem tak, że chcieliście ten zacny numer ocalić trochę od zapomnienia i zaprezentować go nowym fanom, których teraz z pewnością wam przybędzie?
T.D.: "Głównym powodem, dla którego nagraliśmy powtórnie "Frozen" jest fakt, że w tym roku THY DISEASE obchodzi 10. rocznicę powstania i chcieliśmy to uczcić poprzez ponowne nagranie tego coveru. Jakbyśmy bardzo tego nie chcieli, jest to prawdopodobnie ten nasz utwór, który wywołał najwięcej zamieszania w całej naszej karierze i nie można mu odmówić ważnego miejsca w historii THY DISEASE. Nie można też zapominać, że wersja, która znalazła się na "Devilish Act Of Creation" pochodziła z naszego dema "Art Of Decadence" i została nagrana przy pomocy automatu perkusyjnego, a zatem była daleka od ideału. Uważam, że nowa wersja "Frozen" brzmi o wiele lepiej dzięki potężniejszym klawiszom oraz żywej perkusji i w pełni uwypukla potencjał tego utworu."

MS: Już trzy lata temu na "Rat Age" pokazaliście, że macie pełne prawo ubiegać się o tytuł jednej z najlepiej brzmiących polskich kapel. Sound na "Anshur-Za" jest natomiast wręcz fenomenalny. Materiał na nową płytę rejestrowany był nie w jednym, a trzech studiach nagraniowych. Wiem, że bardzo wiele zespołów nagrywa dzisiaj w ten sposób, ale czy aby na pewno taka "krucjata" jest w naszym kraju konieczna, by uzyskać tak profesjonalny efekt? W którym z nich ślady kładło się najlepiej?
T.D.: "Powód, dla którego nagrywaliśmy "Anshur-Za" w trzech różnych studiach jest bardziej prozaiczny niż myślisz, a jak nie wiadomo o co chodzi... to wiadomo o co chodzi (śmiech) Ze swojej strony muszę przyznać, że świetnie nagrywało mi się w Schindler's Factory Studio ze względu na wyluzowaną i domową atmosferę. Po prostu w innym studiu mielibyśmy o wiele większa presję związaną z ograniczeniem czasowym. Jeżeli chodzi o ostateczne brzmienie płyty, to jest to oczywiście zasługa Tomka Zalewskiego ze studia ZED. Uważam, że jest to jeden z najlepszych producentów metalowych w naszym kraju. Faktem jest także, że bardzo długo pracowaliśmy nad ostatecznym soundem i nie raz doszło do "spięć" na tym tle, zanim przyjęliśmy ostateczną wersję. Myślę jednak, że było warto."

MS: O tym, że nagrywacie "Anshur-Za" wiadomo było już od trzech lat. Czemu musieliśmy tak długo czekać, skoro już w 2007 roku zakończyliście przedprodukcję płyty?
T.D.: "Złożyło się na to kilka czynników, głównie natury organizacyjnej. Każdy z nas poza graniem w THY DISEASE zajmuje się także innymi rzeczami, czy też gra w innych zespołach. W przeciwieństwie do naszych poprzednich albumów podczas sesji nagraniowej nie byliśmy uwiązani żadnym kontraktem, więc to także nas trochę rozleniwiło, bo muszę przyznać, że nie jesteśmy najbardziej zdyscyplinowanym zespołem na świecie (śmiech). Wszystko jak widać dobrze się skończyło i mam nadzieję, że jakość "Anshur-Za" zrekompensuje wszystkim długie oczekiwanie."

MS: Waszym managementem zajmuje się firma Creative Music. Jak się z nimi współpracuje? T.D.: "Jak by to powiedzieć – Creative Music to my sami, więc generalnie współpracuje nam się dobrze (śmiech). Z jednej strony wymaga to od nas więcej pracy i zaangażowania, ale wiemy, że bez dodatkowego wysiłku nie moglibyśmy liczyć na dobrą promocję zespołu. Na szczęście w dzisiejszych czasach (np. dzięki internetowi) nie jest to takie trudne."

MS: Planujecie wzorem VADER i BEHEMOTH podbój zagranicznych terytoriów? Macie jakiegoś wydawcę poza granicami kraju?
T.D.: "Nie ma co ukrywać, że promocja THY DISEASE za granicą to nasza wielka i niespełniona ambicja, tym bardziej, że jesteśmy przekonani, że zespół na nią w pełni zasługuję. Niestety na tym polu nasze możliwości są bardzo ograniczone i musimy prawie całkowicie zdać się na naszego wydawcę. Podobno są już plany wydania "Anshur-Za" za granicą i miejmy nadzieję, że zostaną one zrealizowane."

MS: Dwunastego stycznia ruszacie w trasę razem z VIRGIN SNATCH i wskrzeszonym po latach ARMAGEDON. Po jej zakończeniu, 24-ego, w waszym rodzimym Krakowie, ma odbyć się koncert specjalny, na którym oprócz promowania nowej płyty, świętować będziecie dziesiąty jubileusz powstania. Możemy spodziewać się jakiejś specjalnej setlisty?
T.D.: "Myślę, że po prostu zaprezentujemy przekrojowy materiał tak, aby odzwierciedlał on 10 lat twórczości THY DISEASE. Oczywiście szczególny nacisk położymy na utwory z "Anshur-Za", ponieważ jesteśmy bardzo ciekawi jak sprawdzą się one na koncertach."


MS: Myślę, że śmiało można was nazwać SAMAELEM polskiego death metalu. Kiedy i jak zrodził się pomysł na mariaż tak ekstremalnego stylu grania z industrialem?
T.D.: "Myślę, że był to stały proces i mniej więcej od czasów "Neurotic World Of Guilt" można mówić, że wykonujemy cybernetyczny metal. Taka stylistyka to oczywiście zasługa naszego klawiszowca Cube-a, który ma wiele niestandardowych pomysłów i przemyca je do twórczości THY DISEASE. Inna sprawa, że my również nie zaliczamy się do ortodoksów i nie powstrzymujemy jego inwencji, a wręcz przeciwnie, wspólnie poszukujemy nowych rozwiązań, bo to nas najbardziej satysfakcjonuje podczas tworzenia muzyki."

MS: Muzyka THY DISEASE jest niezwykle techniczna, lecz mimo to bardzo nośna, emocjonalna, szczera i naturalna. Czemu poświęcacie więcej uwagi: pracy nad warsztatem, czy komponowaniu?
T.D.: "Uważam, że każdy zespół potrzebuje odpowiedniego potencjału wykonawczego i bez niego nie jest możliwe wykonywanie muzyki na odpowiednim poziomie, to oczywiste. Warsztat jest jednak w moim odczuciu jedynie narzędziem, które nie powinno ograniczać. W mojej ocenie najważniejsze są jednak emocje i szczerość przekazu. Do nich od zawsze sprowadzała się muzyka i będzie tak zawsze. Szczególnie w przypadku THY DISEASE nasze emocje są wyrażone pod postacią dźwięków i do tego sprowadza się esencja naszej twórczości."

MS: Na zakończenie chciałem życzyć wam wszystkiego najlepszego z okazji dziesiątej rocznicy koncertowania i nagrywania tak wyśmienitych płyt. Dwa słowa do starych i coś dla nowych fanów...?
T.D.: "Dzięki za ciekawy wywiad. Cóż mogę powiedzieć naszym fanom? Chyba tylko jedno: do zobaczenia pod sceną!"

www.thydisease.com

autor: Kępol
(styczeń 2010)



<<<---powrót