Wywiady

Redukcja klawiszowej płaszczyzny przekroju instrumentalnego nagrań jest w świecie black metalu procesem powszechnym, często towarzyszącym obniżeniu stroju gitar, czy tonacji wokalnej. Wiele idących w tym kierunku zespołów korzysta z dobrodziejstw innych podgatunków metalu, takich jak death (BEHEMOTH, EMPEROR). Inne, jak choćby SATYRICON, uwypuklają w ten sposób gitarową część swojej muzycznej roboty i podobną przygodę z owym zabiegiem miał na trzech ostatnich krążkach z Morfeusem w składzie sam LIMBONIC ART. Mimo iż nie jest to oczywiście jedyny słuszny 'pomysł na rozwój' stylu grania black metalu, LUNA AD NOCTUM jest kolejną kapelą, która zamieniła staroblackową manierę na rzecz precyzyjnie biczujących plecy gitar i nieco modernistycznego tuningu swoich utworów, w których wbrew pozorom, ortodoksja nurtu zdążyła obronić swe ostatnie bastiony. Jakby na złość pewnym opiniom radykalne zmiany w tej materii nie zawsze służą komercjalizacji grania, często przynoszą one wiele dobrego, więc i "Hypnotic Inferno" połechtał najczulsze receptory mego prywatnego poczucia mrocznej estetyki. Wciąż pachnie u nich siarką, wciąż czuć skandynawski klimat, ale jakby inaczej, ciekawiej… bardziej wiarygodnie!

Mroczna Strefa [Kępol]: Witam Panów! Zacznijmy może dość enigmatycznym, acz otwartym pytaniem: Działacie na scenie od 1998 roku, czyli już od 'nastu' lat. Cztery duże (w tym również wyśmienite) albumy, trasy z CANNIBAL CORPSE oraz występy na większych festiwalach na koncie. Z tego co mi wiadomo, wiele trzeba dać od siebie by grać ekstremalny metal i móc pochwalić się tym samym. Co dostajecie w zamian? Odnoszę wrażenie, że nawet ludzie, którzy liznęli co nieco tematu są niekoniecznie świadomi faktu, iż miażdżąca większość hord nie utrzymuje się z grania. Widzicie gdzieś na horyzoncie wspomnianą możliwość, czy jak to najczęściej bywa - świat, w zamian za szlachetną twórczość z Waszej strony, ma Wam do zaoferowania jedynie satysfakcję?
LUNA AD NOCTUM [Adrian 'AN6' Nefarious]: "Witaj. To fakt, tkwimy w tym wszystkim od prawie 15 lat. To, co najbardziej mnie zdumiewa, walczymy wciąż w tym samym składzie. Przeżyliśmy już niejeden wzlot i niejeden upadek, to natomiast nas wiąże i czyni silniejszymi. Sam rozumiesz, że Polska to kraj w którym wszelkie przejawy niepoprawnych etycznie postaw konsekwentnie zwalczane są przez samozwańczych cenzorów czy innych politycznych, tudzież religijnych mędrców. Od samego początku było ciężko. Generalnie zasada w graniu metalu jest taka, że trzeba cały czas dokładać do interesu. Wszystkie zespoły w Polsce czują ten sam ból. Nie można liczyć na żadne dofinansowanie czy też support z kądkolwiek. Ale poważnie rzecz biorąc: tworzymy muzykę, bo taka jest nasza pasja. Mamy pomysły i chcemy je realizować. Z tego co zaobserwowaliśmy, to nadal jest na nas zapotrzebowanie pomimo tych 7 lat milczenia, które upłynęły od naszego poprzedniego wydawnictwa. Jest to dla nas jako zespołu, w dalszym ciągu wielka satysfakcja, frajda i pewnego rodzaju samorealizacja. Chcemy aby ludzie słuchali LUNA AD NOCTUM i przychodzili na nasze koncerty bawiąc się przy tym dobrze, no i oczywiście kupowali nasze płyty i merch. Myślę, że to właśnie największa nagroda za te wszystkie lata grania metalu, tego nie zrekompensują żadne pieniądze."

MS.: Przejdźmy jednak do konkretów, gdyż to nie o księgowości mieliśmy rozmawiać. Wasz najnowszy album nosi tytuł "Hypnotic Inferno" i jak podaje info - tekstowo jest konceptem mówiącym o 'zaburzeniach w ludzkim behawiorze, halucynacjach i szaleństwie wywołanych psychoaktywną medytacją, stosowaną w celu uśmierzenia bólu spowodowanego czynnikami natury psychologicznej, takimi jak bezsenność'. Co najczęściej spędza Wam sen z powiek i jaką metodykę stosujecie w ramach owej 'psychoaktywnej medytacji' [śmiech]? Innymi słowy - powiedzcie coś więcej o owym koncepcie. Co było inspiracją, jak się kształtował i czy od samego początku miał to być właśnie spójny koncept?
LAN.: "Chcieliśmy stworzyć album, który przyniesie nam pełną muzyczną satysfakcję. Mieliśmy do tego narzędzia oraz dużo czasu, co pozwoliło nam na nagranie dobrej płyty. Generalnie jest to wypadkowa naszych muzycznych zainteresowań, oraz pomysłów muzycznych odpowiednio przemyślanych i skomponowanych. Przede wszystkim postawiliśmy na jakość brzmienia i selekcję instrumentów. Zastosowaliśmy nieco inne rozwiązania aranżacyjne. Koncepcja albumu traktuje o przeżyciach wywołanych silnymi emocjami zwykłego człowieka. Załamanie psychiczne, nerwica, depresja, emocjonalny upadek. Brak możliwości zidentyfikowania kierunku, czy też odnalezieniu właściwej drogi w zwykłym świecie, konsekwencje związane z zastosowaniem terapii lekami, odurzanie się różnymi specyfikami aż do momentu kiedy nie kontrolujemy swoich zachowań. Nie potrafimy odróżnić rzeczywistości od halucynacji. Odurzanie lekami, czy narkotykami pomaga zapomnieć, lecz tylko na chwilę... W rezultacie stopniowo stajemy się bezdusznym, dziwnym, acz wciąż żywym tworem nafaszerowanym medykantami, wypełnionym niezrozumiałymi, nieprzewidywalnymi emocjami. To jest temat, który mnie zainspirował i zdecydowałem się podjąć go na "Hypnotic Inferno". Dlaczego właśnie ten temat? Jest on bliski nie tylko nam, ale każdemu człowiekowi na tym ziemskim padole. Można śmiało zaobserwować, iż wielu ludzi posiada tego typu symptomy natomiast nie każdy potrafi to zdefiniować czy też się do tego przyznać, tudzież podzielić się z kimś swoimi obawami. Aby ukoić w sobie ból pijemy, palimy, sięgamy po różne specifiki mające na celu wywołanie zapomnienia.. Zwróć uwagę, że to wszechobecny temat, będący w rzeczy samej niepokojącym zjawiskiem socjologicznym. My postanowiliśmy go podjąć i przedstawić na naszym albumie w nieco bardziej bezpośredniej, extremalnej formie."

MS.: Jak pisaliście muzykę na "Hypnotic Inferno"? Naturalny proces szukania właściwych riffów i innych form aranżacyjnych, do których dopiero później dopasowywaliście teksty czy było raczej na odwrót? Dziś aż roi się od koncept albumów na rynku muzyki metalowej. Black, czy ogólnie - extreme metalowym zespołom nie wystarcza już kreślenie panegiryków rozsławiających urok okolicznych lasów zimą czy dobrego imienia 'boskiego adwersarza', gdzie wystarczy wspomnieć choćby o ostatnich, doskonałych konceptach CARACH ANGREN, NADER SADEK czy GLORIA MORTI. Z czego Waszym zdaniem to wynika i co pchnęło Was do podobnych rozwiązań?
LAN.: "Materiał powstawał spokojnie bez nerwów i presji na przełomie 2009/10 r. Śmiało mogę powiedzieć, że właśnie na przestrzeni tych kilku lat dojrzeliśmy muzycznie i na pewno nastąpił znaczny progress w naszej twórczości. Była selekcja pomysłów i zagrywek. Wiele elementów zostało zastąpionych innymi, nawet w ostatniej fazie zamykania koncepcji utworów na album. Na tej płycie podjęliśmy kilka dotychczas niestosowanych przez nas, odważnych rozwiązań. Zauważalna jest zmiana brzmienia gitar i perkusji, mniej klawiszy, szybkość i agresja przeplatana z wrażliwością i symfonią. W miarę powstawania materiału, miałem juz pewną wizje całości i stopniowo pisałem teksty. Od samego początku powstawania muzyki na "Hypnotic Inferno" mięliśmy w planach stworzenie koncept albumu. Ja osobiście zawsze chciałem nagrać taką tematyczną płytkę w pięknie wyprodukowanym digipacku. Niestety, tym razem z digipackiem nie wyszło, ale pewnie zawalczymy o to przy kolejnej płycie. Natomiast w kwestii kapel, o których wspomniałeś to cóż… hmmm, jestem pewny, że nasz album może śmiało z nimi konkurować [śmiech]."

MS.: Jaki rozkład wkładu w tworzenie cechuje LUNA AD NOCTUM? Kto pisze teksty? Obieracie jakiś konkretny kierunek przed procesem komponowania lub też wysuwacie jakieś konkretne założenia czy przelewacie raczej na dźwięki i papier to, co w spontaniczny sposób pojawia się w głowach? Jesteście w stanie określić ile średnio zabiera Wam napisanie jednego utworu?
LAN.: "W gruncie rzeczy wygląda to tak, że przynosimy na próbę kilka wymyślonych wcześniej patentów, które odsłuchujemy sobie i ogrywamy tworząc aranżacje i ustalając metronomy. Najlepiej jednak idzie kiedy gotowy kawałek zostanie skomponowany w domu wcześniej, natomiast na próbie ćwiczymy aranżacje z perkusją, wcześniej ustalając podziały gitar i basu. W tym procesie niejednokrotnie zmieniają się nam poglądy na poszczególne zagrywki. To co wcześniej podczas komponowania wydawało się fajne, na próbie w całym składzie zostaje przearanżowane, dając bardziej śmiercionośny rezultat [śmiech]. Nieraz po prostu gramy sobie na próbie i wpadamy na fajny pomysł, po czym ogrywamy go i w rezultacie nagrywamy. Jeśli chodzi o wkład całościowy, to generalnie rzecz biorąc ja piszę teksty i robię większość utworów dla LUNA AD NOCTUM. Kwestia aranżacji oraz dopasowania całości dokonywana jest zazwyczaj przez nas czterech na sali prób. Nie mamy jakoś szczegółowo zdefiniowanego stylu czy też czasu przeznaczonego na skomponowanie utworu, po prostu przedstawiamy swoje pomysły, dogadujemy szczegóły, ogrywamy, zmieniamy, aranżujemy lub po prostu wyjebiamy do kosza, jeśli nie siedzi w całości [śmiech]."

MS.: Już na poprzednich płytach, takich jak "A Perfect Evil In Mortal" było słychać, że inspirujecie się nie tylko 'ciemnością i poświatą miesiąca', lecz również takimi szyldami jak DIMMU BORGIR czy poniekąd LIMBONIC ART, aczkolwiek pewien 'zamysł własny' był tam zdecydowanie wyczuwalny. Teraz pojechaliście jednak po poręczy nie oglądając się na większe gatunkowe konwenanse. Już sam obecny image zespołu podpowiada co nieco w tej kwestii. Dalecy jesteście obecnie od modelu tradycyjnej, blackmetalowej kapeli co? Nie licząc tzw. 'klasyków' osobiście preferuję zresztą kreatywność aniżeli ortodoksyjną ascezę formalną, ale czy przejmujecie się w ogóle całym tym gadaniem o 'prawdziwym' i 'pozerskim' black metalu?
LAN.: "Wcześniejsze nasze płyty to zdecydowany symfoniczny black metal. Generalnie zawsze kręciły nas klawisze i diaboliczna atmosfera w muzyce. Nowy album to inne emocje i nieco inny klimat, niż ten, który dominował na naszych poprzednich krążkach. Te wszystkie lata sprawiły, że zmieniły nam się zapatrywania na niektóre rzeczy. Nasz punkt widzenia na muzykę oraz styl jej tworzenia znacznie ewoluował. Wydaje mi się, że właśnie takiej stylistyki jak ta LUNA AD NOCTUM brakuje na naszej rodzimej scenie. LUNA AD NOCTUM to zespół odważnie łączący w sobie kilka stylów muzycznych. Generalnie zawsze szufladkowano nas jako symphonic black, no ale przecież taką też tworzyliśmy muzę. Na "Hypnotic Inferno" świadomie ograniczyliśmy klawisze, dojebaliśmy ostro gitary, dzięki temu powstała płyta o ciężkim brzmieniu z mocnymi emocjami i dobrym melodyjnym klimatem. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Należy jednak wspomnieć, że to nadal black metal, jako zespół kultywujemy tradycję i dalej malujemy twarze [śmiech]. Nie interesuje nas głupie gadanie próżnych głupców, którzy są 'true' tudzież 'untrue', robimy swoje, mamy na to pomysł i będziemy go realizować czy to się komuś podoba czy nie."

MS.: "Hypnotic Inferno" to świadectwo istnego, stylistycznego rozkwitu. Już "In Hypnosis" pokazuje precyzyjnie opiłowane zębiska i 'namacalne' partie basu, a w "Fear Technique" pojawia się nawet czysto heavymetalowy fragment! Domyślam się, że nie chcecie ograniczać się do jakiejś jednej konwencji, zamykać w ciasnych ramach, itp., itd. Zauważyłem natomiast, że progres w przypadku "Hypnotic Inferno" zbliżył Wasz styl grania do ewidentnie gitarowego. Klawisze ("In Hypnosis") czy quasi chóralne zaśpiewy ("Fleshless") mają na tej płycie charakter mocno okazjonalny. Wszędobylskie, wyraziste melodie budują należny klimat, ale nie pozostawia to wątpliwości co do tego jakie 'skrzypce' grają u Was w pierwszej kolejności. Efekt uboczny odejścia Noctivagusa w przeszłości? Na dwóch poprzednich krążkach kwestię klawiszy załatwił Flumen z ASGAARD. Kto zajmował się ozdobnikami "Hypnotic Inferno"?
LAN.: "Dzięki za te słowa. Kiedy robiliśmy materiał na ten album braliśmy pod uwagę scenariusz świadomie eliminujący klawisze przynajmniej w 50%. Efektem tego jest ograniczenie klawiszy w 70% [śmiech]. W sumie, po nagraniu wszystkich ścieżek w Hertzu okazało się, że wszystko fajnie siedzi bez keysów i efektów. Flumen, nasz stary zaufany druh, doskonale wiedział jaki rezultat chcemy osiągnąć. Skonstruował kilka możliwych wersji, a my w efekcie wybraliśmy tę najbardziej optymalną. Wydaje mi się, że nasza muzyka sama w sobie jest bardzo melodyjna i generalnie nie potrzebujemy klawiszy aby uzyskać odpowiedni klimat. Klawisze stanowią tylko dodatek, nie są juz fundamentem jak to było za czasów Noctivagusa. Ograniczenie klawiszy jest świadomym zabiegiem w muzyce LUNA AD NOCTUM. Utwory, które wymieniłeś są doskonałym przykładem i dają świadectwo na to, że wszystko pięknie, przyjemnie napierdala bez klawiszy, a one stanowią tylko mały wyrafinowany smaczek, wiesz, taka wisienka na torcie [śmiech]."

MS.: Niegdyś nagrywaliście w Selani Studio, teraz oblegacie Hertz. Staracie się mieć oko na te najbardziej sprawdzone - w swoim czasie - krajowe miejscówki?
LAN.: "Wychodzimy z założenia, że jeśli się bawić, to na maxa, jeśli nagrywać, to u najlepszych [śmiech]. Nigdy nie mięliśmy czasu ani ochoty cudować gdzieś pokątnie, nagrywać na kompie, później zastanawiać się jak to wszystko połączyć itp., po prostu nie znamy się na tym i nie chcemy kombinować. W studio wszystko jest jasne. Realizator jest zazwyczaj profesjonalistą, udziela wskazówek, rad i sprawuję pieczę nad finalnym brzmieniem materiału. Natomiast zespół ma po prostu za zadanie zarejestrować ścieżki i tyle. Aby osiągnąć fajny, pożądany efekt trzeba dobrze się do tego przygotować i skorzystać z odpowiednich narzędzi. Chłopaki z Hertza to profesjonaliści, mają wiedzę, doświadczenie, a przede wszystkim odpowiednie podejście do zespołów. Myślę, że na pewno się jeszcze z nimi spotkamy, chociaż być może, skorzystamy też z innych rozwiązań, ale to melodia przyszłości."

MS.: Wasze albumy ukazywały się również poza granicami kraju, w czym wspierała Was choćby szkocka Golden Lake Producions. Już pierwszy album promowaliście w Belgii i Anglii. Jak wspomniana kwestia wygląda obecnie? Jak, pod wspomnianym kątem, wygląda współpraca z niemiecką Massacre Records?
LAN.: "Dokładnie tak. Nasz debiut "Dimness’ Profound" został wydany w Polsce przez Pagan Records w 2002 r., natomiast rok później szkocka Golden Lake wydała nas na Europę. To były fajne czasy, koleś z GL był bardzo uczciwy mimo tego, że to Szkot [śmiech]. Byliśmy na trasie, dostaliśmy koszulki i parę funtów na drobne wydatki. Jako młody zespół byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni ich podejściem do sprawy. Niestety, Golden Lake już nie istnieje, a szkoda, bo bardzo dobrze wspominamy współpracę z nimi. Aktualnie Massacre Records zajmuje się dystrybucją oraz promocją naszego albumu na cały świat. Płyty są dostępne w całej EU oraz USA. Prawdopodobnie "Hypnotic Inferno" pojawi się też na rynku wschodnim itd. Widzę po recenzjach, że materiał się podoba, tak że jesteśmy zadowoleni i obserwujemy co jeszcze się wydarzy. Współpraca z Massacre przebiega całkiem dobrze. Od początku wszystko było jasne i zrozumiałe, bardzo nas to cieszy, zwłaszcza, że nigdy nie doświadczyliśmy tego współpracując z polskimi wytwórniami."

MS.: Swego czasu wydawaliście się w Metal Mind Productions. Pojawiliście się również na XVII edycji Metalmanii, gdzie zagraliście u boku takich godfathersów jak SOULFLY, TIAMAT czy MORBID ANGEL. Kontrakt z lejbelem Tomasza Dziubińskiego miał jakiś związek z propozycją owego występu? Jak wspominacie tę imprezę? Większość, nazwijmy to - pozamainstreamowych zespołów, które zasilają rozpiski większych festiwali cieszy się zazwyczaj z możliwości zaprezentowania się tzw. szerszej publice. Dopisała liczebność bujnych czupryn pod sceną?
LAN.: "Szczerze mówiąc to był najgorszy koncert naszego życia. Ówczesna organizacja tej imprezy dla zespołów na malej scenie to była jakaś totalna porażka i daleko idące nieporozumienie. Nie dość, że nie zwrócili nawet kosztów podróży, nie dali nawet kromki chleba z masłem, do tego jeszcze przewidziany występ to 30 minut, czyli praktycznie 20 minut. Dla nas wtedy była to jakaś tam promocja, i być może jakiś prestiż. Generalnie bardzo słabo wspominamy ten koncert zarówno w kwestii organizacyjnej, jak i samego naszego występu. Oczywiście znalazło się parę osób, które bawiły się pod sceną w trakcie naszego gigu, ale czego można było się spodziewać, kiedy frekwencja o 11:00 rano była po prostu znikoma, zwłaszcza, że w tym samym czasie jakaś znana kapela grała na dużej scenie .. brak słów."

MS.: Celowo szukaliście kontraktu z zagraniczną firmą wydawniczą? Przenoszenie swego pola działań poza granice kraju to rzecz powszechna w branży rozrywkowej, przed którą nie uciekają nawet najwięksi (wystarczy wspomnieć o 'wygnaniu podatkowym', na jakie skazani byli swego czasu LED ZEPPELIN bądź Michael Caine). Jak wygląda to w Waszym przypadku?
LAN.: "Generalnie wysyłaliśmy materiał wszędzie gdzie tylko to możliwe. Po nagraniu płyty, praktycznie 1,5 roku zajęło nam poszukiwanie wydawcy. Traciliśmy powoli nadzieję, ustalaliśmy nawet plan wydania płyty własnym sumptem. Nagle przyszła propozycja od Massacre, co było dla nas ogromnie pozytywnym zaskoczeniem. Jesteśmy bardzo zadowoleni i dumni z tego ze nasza muzyka spodobała się tak prestiżowej wytwórni. Osobiście jestem bardzo zadowolony z faktu, że nie jest to polska wytwórnia, ponieważ jak już wspominałem, nie mamy dobrych doświadczeń w sferze biznesowej z polskimi wydawcami [śmiech]. Takie życie, taki kraj… nam się udało i to jest najważniejsze."

MS.: Macie kogoś kto zajmuje się Waszymi sprawami w kraju nad Wisłą?
LAN.: "Mamy fajny deal z agencja koncertową Heart Of Rock ze Szczecina. Dzięki nim zagramy niebawem parę sztuk z BELPHEGOR’em oraz kilka innych. Wiem, że planują dla nas trasę koncertową, ale o tym jeszcze cicho sza [śmiech]. Jesteśmy dobrej myśli i czekamy na kolejne wydarzenia związane z zespołem."

MS.: Jakie koncerty potwierdziliście na najbliższy czas? Współpracujecie jeszcze z Golden Lake? Będę miał szansę zobaczyć Was kiedyś w Szkocji?
LAN.: "Aktualnie mamy potwierdzonych kilka sztuk - kolejno we Wroclawiu, Zabrzu, Szczecinie, później Castle Party. W między czasie na pewno coś się jeszcze trafi. Niestety, wytwórnia Golden Lake już nie istnieje, natomiast zagrać w Szkocji? Hmm… to moje osobiste marzenie, sprowadź nas tam, jeśli masz taką możliwość! [śmiech] .. Korzystając z okazji zachęcam do odwiedzania naszej strony internetowej www.lunaadnoctum.com oraz profilu fan page na FB : www.facebook.com/lan.official. Tam wrzucamy najnowsze informacje na temat naszych planów koncertowych oraz poczynań zespołu itd."

MS.: Dzięki wielkie za Wywiad! Pozdrawiam!
LAN.: "Ja również. Pozdrawiam czytelników portalu Mroczna Strefa! \,,/"

autor: Kępol (kwiecień 2013)



<<<---powrót