Wywiady

Nauczycielka francuskiego kładła do mej pustej głowy: 'ucz się Przemku języka tego, nie wiesz co się w życiu przyda'. Nigdy nie gościłem wprawdzie w kraju uchodzącym za światową stolicę artystów i dekadentów, nie znam osobiście żadnego Francuza, krzyżówek nie rozwiązuję, teleturniejów nie oglądam, a jednak w brodę splunąć przyszło. Dyrygujący orkiestrze Vaerohn za nic ma sobie pisanie tekstów w najpopularniejszym języku obcym świata, stąd też treść ich na długo pozostanie dla mnie wielką niewiadomą. Jak zauważył jednak mój bystry rozmówca - 'muzyka oddaje lepiej niż słowa to co masz w głowie'. Jedyne co więc pozostaje to zadowolić się ową kojącą myślą i oddać kontemplacji "Nom D'une Pipe!" - najnowszego majstersztyku PENSEES NOCTURNES - czyli nazwy, pod jaką Vaerohn częstuje świat swą nietuzinkową muzyką. Słuchałem wcześniejszych rzeczy z dorobku tego Pana i nie zdobyłbym się na stwierdzenie, że były to proste w odbiorze krążki. Fani blackmetalowej awangardy mogli to jednak przyswoić. Podczas słuchania "Nom D'une Pipe!" nikt nie pójdzie natomiast na skróty. To nie jest muzyka, jakiej szuka się za pośrednictwem Last.fm. Do świata 'Nocnych Przemyśleń' wchodzi się intuicyjnie i wchodzi się na serio, na ślepo, po omacku badając przestrzeń: Tu akordeon, tu leży trąbka, tam pewnie ktoś rozstawił perkusję… tu statyw mikrofonu… tu kończy się scena… pierwszy rząd krzesełek.. tu zajęte, tam zajęte… aha, tu mogę usiąść. No i siadasz drogi kolego nie wiedząc gdzie, jak również nie spodziewając się, że scena tak naprawdę nie leży przed Tobą, ale o tym we właściwym dziale.

Mroczna Strefa [Kępol]: Witaj! Tu Kępol z Mrocznej Strefy! Pozdrowienia z Glasgow! Jak leci we Francji? Wielu Polskich imigrantów spotykasz na co dzień?
PENSEES NOCTURNES [Vaerohn]: "Na co dzień pracuję na budowie, gdzie spotykam wielu robotników z Polski. Wykazują oni jednak sporą dyskrecję w tej kwestii. W międzyczasie, wraz z nadejściem słońca, zaczynają tu oczywiście zjeżdżać turyści i to właśnie jest prawdziwym, nieznośnym fenomenem!"

MS.: Wiele mówi się o francuskiej scenie blackmetalowej. Macie tam tak wybitne, znaczące czy po prostu interesujące grupy jak ANOREXIA NERVOSA, BLUT AUS NORD czy BLACKLODGE. Muzyka PENSEES NOCTURNES wykracza jednak poza wszystko, co w przestrzeni kosmicznej, na niebie, w piekle i na ziemi! Czujesz się częścią całej tej 'francuskiej sceny blackmetalowej', czy może podpinasz PENSEES NOCTURNES pod stylistykę szerzej rozumianej, nieskrępowanej awangardy? Już wyjaśniam: Awangardowy black metal grywa i grywało wielu. "Nom D'une Pipe!" - najnowsze arcydzieło PENSEES NOCTURNES to jednak muzyka, gdzie szufladkowo kategoryzowany blecór jest tylko jednym ze składników mikstury…
PN.: "Jako dumny materialista zawsze sądziłem, że produkcja muzyczna jest tylko odbiciem autora, swego rodzaju biografią. Nie ma więc najmniejszych wątpliwości co do tego, że PENSEES NOCTURNES jest pod wpływem francuskiej sceny blackmetalowej. Jest to jednak proces podświadomy, gdyż zawsze przedkładałem muzykę przed kwestie natury drugorzędnej, jak pochodzenie, okładki czy personalia artystów. Twórczość poszczególnych muzyków wolę rozpatrywać indywidualnie. Nie komponuję więc zgodnie z ideą 'bycia muzykiem francuskim'. Ja tworzę muzykę PENSEES NOCTURNES bez chęci wpasowywania się w jakikolwiek styl czy kraj."

MS.: Zdaje się, że elementy tzw. musette są dla Ciebie bardzo istotne. Osobiście nigdy nie słuchałem jednak wspomnianego rodzaju muzyki i wątpię by statystyczny czytelnik Mrocznej Strefy posiadał większą wiedzę w tym temacie. Wyjaśnisz więc pokrótce o co chodzi? Jak to się stało, że przygarnąłeś wspomniany styl?
PN.: "Użycie akordeonu nie znaczy, że grasz musette. Wykorzystanie skrzypiec nie oznacza, że wykonujesz muzykę klasyczną. Gra na harmonijce sama w sobie nie zrobi z ciebie muzyka country. Obecność organów piszczałkowych nie czyni od razu muzyki religijną. Typowi blackmetalowcy winni wbić sobie powyższe prawidła do głów. Nie upraszczajcie muzyki za pomocą uprzedzeń i etykiet. Nie mam pojęcia o co chodzi w całym tym musette. Niby czemu miałbym?"

MS.: "Nom D'une Pipe!" jest pozornie niezwykle kakofonicznym albumem. Przysłuchawszy się bliżej takim kompozycjom jak choćby "Les Hommes a la Moustache", "Bonne Biere et Bonne Chere", "La Chimere" czy "L'androgyne" odkrywamy tu jednak całą masę poukładanych melodycznie wątków. Czym jest dla Ciebie kakofonia? Elementem wprowadzającym nieco muzycznej anarchii? Kontrapunktem w stosunku do 'tradycyjnych' składników, pozostającym z nimi w ściśle określonej równowadze?
PN.: "Cóż, kakofonia polegałaby chyba na graniu stopami bardziej niż przy użyciu głowy, rąk i ust. Muzyka to hałas przemyślany. Kakofonia to natomiast zwykły hałas. To, że nie podążasz za żadnym ściśle określonym trendem wcale nie oznacza, że wytwarzasz hałas. "Nom D'une Pipe!" nie jest zapisem próby. Wszystko tu jest przemyślane i nie ma miejsca na przypadkowość."

MS.: Czemu linię równowagi między czystym black metalem a ewidentną awangardą przesunąłeś na bezdyskusyjną korzyść tego drugiego? Jak w obliczu powyższego maluje się droga przyszłego rozwoju zespołu? Nie zaliczam się do 'ortodoksyjnych fanów black metalu', "Nom D'une Pipe!" jest dla mnie albumem wybitnym i co za tym idzie - wydaje mi się, że rozumiem mechanizm struktur, w których znamiona ekstremalnego metalu dodawane są stopniowo, aż do osiągnięcia swoistego punktu kulminacyjnego (pierwsza połowa "Le Marionnettiste"). Jakkolwiek, współczynnik użycia tradycyjnie blackowych elementów w Twojej twórczości zdecydowanie spadł i myślę, że nawet fani awangardowego black metalu mogą mieć z tym niemały problem. Nieskrępowane podejście do tworzenia?
PN.: "Czym jest black metal czy muzyczna awangarda? Zdefiniuj mi to po swojemu i może będę miał jak odpowiedzieć. 'Black metal' to tylko nazwa, etykietka, której obaj używamy do komunikowania się. Nie ma ona natomiast nic wspólnego z muzyką. Wielu ludzi debatuje w sieci nad postacią swojej wizji takiego stylu gry, upierając się rzecz jasna, że akurat ich własna jest tą jedynie słuszną. To stuprocentowy nonsens. Jeśli nie nakreślisz mi co konkretnie masz na myśli mówiąc o black metalu, nie będziemy nadawać na tej samej fali. Muzyk nie gra etykietkami, on używa dźwięków. By uzyskać odpowiedź na Twoje pytanie o black metal cofnijmy się natomiast do korzeni zjawiska. Black metal zrodził się jako opozycja w stosunku do Chrześcijaństwa. Ja Chrześcijaństwo utożsamiam z traktowaniem życia w kategoriach jarzma, które należy donieść na koniec drogi by dostąpić rozkoszy życia w niebie. Być Chrześcijaninem oznacza więc dla mnie być martwym za życia, którym delikwent nie jest w stanie się cieszyć. Musisz nienawidzić swojego ciała, wystrzegać się fizycznej rozkoszy, zmysłowości… tylko Twa dusza zasługuje na rozwój. Jako że Chrześcijaństwo to śmierć, black metal należałoby utożsamić z życiem, uciechą z odczuwania namacalnej rozkoszy, czymś co naprawdę posiadamy bez oglądania się na coś więcej. Bez mistycznego czy też transcendentnego aspektu, bez Boga, Szatana czy jakichkolwiek wierzeń. Tylko rzeczywistość, taka jaka jest. Z wszelkimi ograniczeniami czy możliwościami jakie ona stwarza i śmiercią, która ją ucina. Patrząc na kwestię w ten sposób należy więc stwierdzić, że PENSEES NOCTURNES gra black metal."

MS.: Gitara, perkusja i bas to tylko początek listy instrumentów, jakich brzmienie odbiorca może usłyszeć na "Nom D'une Pipe!". W przeciwieństwie do wielu zespołów, korzystających w tym wypadku z programowania, Ty gościłeś w studio 'żywych' muzyków takich jak saksofonista Jose czy grający na akordeonie Leon La Grosse. Chciałeś by brzmiało to bardziej organicznie, naturalnie, czy jest to kwestia pewnej, nazwijmy to 'etyki ambitnego Twórcy'?
PN.: "Z PENSEES NOCTURNES nie wiąże się absolutnie żadna taka etyka, gdyż wielokrotnie pożyczałem sobie tematy od słynnych kompozytorów. Chciałem jednak by "Nom D'une Pipe!" brzmiało jak koncert big bandu i dlatego właśnie poprosiłem wszystkich tych muzyków o udział w nagraniach."

MS.: A jak konkretnie poznałeś całą tę ekipę? Bierzesz pod uwagę perspektywę 'zatrudnienia' kilku ludzi w celu uzyskania pełnego składu na ten kształt?
PN.: "Nie snuję żadnych planów na przyszłość. W każdym bądź razie dalej czuwał będę nad komponowaniem, jako że widzę się tu bardziej w roli dyrygenta niż muzyka. Nie 'zatrudnię' nikogo póki nie będę miał pewności, że będę potrzebował jego gry. Nie chcę być więźniem takiego, a nie innego instrumentarium, co najczęściej ma miejsce w przypadku muzyków metalowych kapel. Chcę być zdolnym do przykładowego nagrania albumu na banjo, jeśli tylko poczuję taką ochotę."

MS.: Możesz więc opowiedzieć o procesie komponowania i aranżowania materiału na najnowszą płytę? Jest to niewyobrażalnie wielowarstwowa rzecz. Co działo się za kulisami całego 'przedstawienia'.
PN.: "Zazwyczaj zaczynam od jakiejś koncepcji, myśli przewodniej, którą rozwijam w oparciu o pomysł na coś, co sam określam mianem scenerii. Czasami charakter sekwencji dźwięków podyktowany jest tekstem utworu, w innym przypadku inspiruje go. Nie ma ściśle określonych zasad. Zazwyczaj pozwalam by wyobraźnia sama mnie prowadziła. Ważne według mnie, by podczas komponowania zamiast głowie pozwolić ponieść się emocjom, lub jednemu i drugiemu oddzielnie. To właśnie dlatego nie cenzuruję swojej twórczości nawet wtedy gdy muszę trzymać się pewnego tekstu. W pewnym sensie muzyka oddaje lepiej niż słowa to co masz w głowie, a ja nie chcę utracić owej precyzji. Nie ma więc reguły. Po prostu próbuj i patrz, dodawaj, nie zapomnij o 'dodatkach'."

MS.: To prawda, że wszystkie partie na "Nom D'une Pipe!" zostały starannie przemyślane? Nawet te chaotyczne?
PN.: "Nie mam pojęcia co rozumiesz jako 'te chaotyczne partie'. Wiesz, ja nie tworzę muzyki na takiej samej zasadzie, na jakiej większość robiłaby ratatouille. Nie wrzucasz nut do salaterki i… 'Tadaa! Oto nowa sensacja black metalu!' Spróbuj i zobaczysz, że stworzenie prawdziwej muzyki wymaga czasu i wysiłku [próbowałem i w pełni zgadzam się z powyższym - przyp. autora]. Muzyka nie spada z nieba. Wszystko musi być w niej dokładnie przemyślane i mieć swoją wagę. "Nom D'une Pipe!" reprezentuje tysiące godzin wytężonej pracy. Muzycy na pewno to zrozumieją. Reszta? Cóż, najprawdopodobniej przepuści przez palce 95% albumu."

MS.: Gdzieś znalazłem informację mówiącą, że poprzedni krążek - "Ceci est de la Musique" - został wydany niezależnie, w liczbie sztuk 60., jakie miały przypaść w udziale najbliższej grupie zainteresowanych znajomych, co uczyniłeś motywowany frustracją wiążącą się z ilością nielegalnych pobrań "Grotesque". Naprawdę wierzysz, że w czasach gdy nawet wytwórnie płytowe udostępniają przedpremierowo strumieniowanie całych wydawnictw i nie każdy zawsze może pozwolić sobie na zakup kopii fizycznej, można taką wojnę wygrać? Udostępniłeś nawet oszukaną wersję "Ceci est de la Musique", na którą zamiast materiału właściwego trafiły obrobione nagrania z "Grotesque". Jak fani powinni odbierać wspomniane wydawnictwo - jako pełnowartościowy, muzyczny eksperyment, czy zwykły prztyczek w nos?
PN.: "Ja nie wypowiadam wojny nielegalnemu ściąganiu muzyki. Miałoby to identyczny efekt jak sikanie do pudła skrzypiec. Fakt, że nie akceptuję owego zjawiska zasadza się z kolei na prostym fakcie, że ludzie nie mają za grosz szacunku dla artystów, którzy spędzają niezliczone ilości godzin wypracowując w pocie czoła ostateczny kształt płyty. "Grotesque" był dostępny w sieci na miesiąc przed premierą. To samo tyczy się "Nom D'une Pipe!". Muzycy nie posiadają obecnie żadnych praw do nagrań, a czegoś takiego nie mogę zaakceptować. Dlatego właśnie zdecydowałem się nie oddawać "Ceci est de la Musique" w ręce publiczności. Takie coś to jedyna wolność, jaka obecnie pozostała muzykom. W tej samej sekundzie gdy tylko ukazuje się płyta - możesz mieć ją za jednym kliknięciem bez względu na to czy jej autor życzyłby sobie tego czy też nie. Udostępnienie "Ceci est de la Musique" grupie najbliższych jest moją odpowiedzią na współczesny wirtualny świat, w którym realnym właścicielem nagrań jest każdy posiadacz internetowego łącza. Jest to dla mnie również sposób wyrażenia własnej integralności oraz wolności, które są dla mnie o wiele ważniejsze niż sukces i sława. Żeby było zabawniej postarałem się też o fałszywą wersję krążka, którą chętnie podzieliłem się w z wieloma blogerami. Rozprzestrzeniła się ona dość szybko, mimo medleyu informującego, że wcale nie ma tam utworów z "Grotesque". Świat wirtualny jest zły i godny wyśmiania. Wszystko musi się w nim odbywać z prędkością światła, bawić i śmieszyć, myślenie i powaga muszą ustąpić temu miejsca. Nie chciałem by moja muzyka stała się częścią tej miernoty, lecz nie pozostawiono mi wyboru. Z "Ceci est de la Musique" jestem więc szczególnie dumny."

MS.: "Nom D'une Pipe!" zostało uwiecznione i zmiksowane w… Le Studio de la Pipe. Twoja miejscówka? Jak tam współpraca z Manu, który poczynił reamping w Whitewastland Studio oraz z Benoitem, będącym tu autorem masteringu (Drudenhaus Studio)?
PN.: "Cóż, wszystko właściwie już powiedziałeś. Manu pomógł mi w reampingu, Benoit zajął się masteringiem. Manu to jegomość mający za sobą mastering "Grotesque". Benoit to znany inżynier, będący częścią ANOREXIA NERVOSA oraz producentem nagrań wielu kapel."

MS.: PENSEES NOCTURNES działa na scenie od roku 2009 (niektóre źródła wskazują na 2008) i dostarczył jak na razie światu cztery długogrające krążki. Byłby to przyzwoity wynik gdybyś grał punk rock, a grasz coś o wiele bardziej wymagającego. Kiedy tak właściwie sypiasz? Ile czasu zajmuje Ci praca nad pojedynczym, pełnym albumem studyjnym?
PN.: "Dwie godziny dziennie. Między czwartą i szóstą rano oraz 5-10 godzin w weekendy."

MS.: Komponujesz sam, czy muzycy sesyjni pomagają jednak czasem we wspomnianym procesie?
PN.: "Jak już powiedziałem - PENSEES NOCTURNES to ja. Muzycy, którzy pomogli mi komponować są od dekad martwi i zrobili to niezależnie od swej woli."

MS.: Twoja innowacyjna, genialna twórczość znalazła szerokie grono zachwyconych nią odbiorców. Otrzymujesz prywatne gratulacje od fanów? Czujesz się doceniony?
PN.: "Tak szybko jak tylko stajesz się choćby odrobinę znany, wirtualny feedback płynie szerokim strumieniem, również ten ekstremalny z uwagi na 'internetową bezkarność'. Tych konkretnych i użytecznych opinii jest rzecz jasna niewiele. Jak na razie doliczyłem się przykładowo aż jednej sensownej recenzji "Nom D'une Pipe!" Cała reszta to czysto promocyjny stuff, stworzony przez naiwnych ludzi dla takich właśnie ludzi. Ci, którzy znają się na muzyce nie gadają o niej, tylko ją robią."

MS.: Czy zagorzali maniacy PENSEES NOCTURNES mogą liczyć na szansę zdobycia "Ceci est de la Musique"?
PN.: "Nie wydaje mi się".

MS.: Dzięki wielkie, Eviva L'Arte!
PN.: "Dzięki za Twój czas i pamiętaj - ciesz się życiem!"

autor:  Kępol (kwiecień 2013)



<<<---powrót